Chrzest w Duchu Świętym

bp Andrzej Siemieniewski

BOŻY PŁOMIEŃ. CHRZEST DUCHU ŚWIĘTYM

WSTĘP

„Wielokrotnie zastanawiałem się nad źródłem niezwykłej odwagi ks. Blachnickiego. Widziałem, że mają na nią wpływ dwa czynniki:
cudowne ocalenie w więzieniu i chrzest w Duchu Świętym
(Andrzej Sionek)[1].

Wstęp. Chrzest w Duchu Świętym wciąż aktualny

W połowie lutego 2017 r. w kaplicy na przedmieściach Pittsburga, w Pensylwanii w USA, miałem szczęście osobiście uczestniczyć w niezwykłym spotkaniu modlitewnym. Odbywało się ono w rekolekcyjnym ośrodku noszącym nazwę „Arka i gołębica” (The Ark and the Dove). Okazją do spotkania była 50. rocznica katolickiej Odnowy w Duchu Świętym, która zaczęła się 17 lutego 1967 r. od modlitewnego wyjazdu nazwanego potem „Weekendem Duquesne”. Tablica stojąca przy drodze, w lesie wśród malowniczych wzgórz przypominała wszystkim przybywającym, że jest to „Dom chrztu w Duchu Świętym” (Home of Baptism in the Holy Spirit).

a. „Duquesne Weekend” w 1967 r. w ośrodku „Arka i gołębica”
Nazwa tego domu rekolekcyjnego ma swoje dwa źródła. Po pierwsze, arka i gołębica to istotne elementy ocalenia Noego z potopu. Po drugie zaś, Ark i Dove to nazwy dwóch okrętów, na których w 1634 r. przybyli do Ameryki Północnej pierwsi brytyjscy koloniści katoliccy.

Zacznijmy od Noego. Odwołamy się do kilku zdań z Księgi Rodzaju (Rdz 8), gdzie znajdujemy opis końca potopu[2]:

„Bóg sprawił, że powiał wiatr [πνεῦμα] nad całą ziemią i wody zaczęły opadać” (w. 1).
„Noe wypuścił z arki gołębicę [περιστερά]” (w. 8).
„Noe wypuścił znów gołębicę, ale ona już nie powróciła do niego” (w. 12).

Początkowo gołębica wracała do Noego, gdyż rozlane wszędzie wody potopu nie pozwalały jej znaleźć miejsca odpoczynku; za ostatnim razem jednak już nie wróciła. Możemy też powiedzieć, stosując interpretację duchową: powróciła po wiekach, dopiero wtedy, kiedy nad Jordanem pojawił się Jezus-Mesjasz; powróciła ponownie w dzień Pięćdziesiątnicy w Jerozolimie – jako znak chrztu w Duchu Świętym.

Inną możliwość duchowego rozumienia symboliki potopu oferuje nam poprzedzający, siódmy rozdział Księgi Rodzaju. Sam byłem świadkiem, że taką lekturę faktycznie zastosowano podczas wieczoru uwielbienia i dziękczynienia w czasie jubileuszowego „Weekendu Duquesne” (było to 17 lutego 2017 r.). Wobec całego zgromadzenia przeczytano wtedy werset:

„W drugim miesiącu roku, siedemnastego dnia miesiąca,
w tym właśnie dniu trysnęły z hukiem wszystkie źródła Wielkiej Otchłani
i otworzyły się upusty nieba” (Rdz 7, 11).

A siedemnasty dzień drugiego miesiąca roku (17 lutego) – to przecież data początku oryginalnego Duquesne Weekend z 1967 r. Dlatego podczas jubileuszowej modlitwy 50 lat później (czyli 17 lutego 2017 r.) z wielkim dziękczynieniem w sercu wielokrotnie odśpiewano pieśń: Let it rain, open the floodgates of heaven (pieśń ta bywa śpiewana w Polsce w tłumaczeniu: Ześlij deszcz, otwórz nam bramy nieba).

Zresztą, duchowe interpretacje łączące konteksty Starego Testamentu ze znaczeniami obecnymi w Nowym Testamencie są często obecne już u autorów biblijnych. Do arki Noego nawiązuje symbolicznie list Apostoła Piotra:

„Za dni Noego cierpliwość Boża oczekiwała, a budowana była arka, w której niewielu, to jest osiem dusz, zostało uratowanych przez wodę. Teraz również zgodnie z tym wzorem ratuje was ona we chrzcie” (1 P 3, 20-21).

Czyż nie jest przejmującym znakiem Opatrzności, że rekolekcyjny dom początków Odnowy w Duchu Świętym to właśnie „Arka i gołębica”?

Tytułem dopowiedzenia, można jeszcze dodać do zasygnalizowanego wyżej skojarzenia z nazwą domu na przedmieściach Pittsburga: Ark i Dove to także nazwy dwóch okrętów, które w 1634 r. przywiozły do Ameryki Północnej pierwszych katolickich kolonistów brytyjskich. W marcu tamtego roku towarzyszący im jezuita odprawił pierwszą Mszę św.

Wróćmy do spotkania z lutego 2017 r. Upływało dokładnie 50 lat od chwili, gdy w dniach 17–19 lutego 1967 r., w kaplicy domu rekolekcyjnego The Ark and the Dove miało miejsce modlitewne wydarzenie, które przeszło do historii pod nazwą „Weekendu Duquesne”.

Skąd nazwa „Duquesne”? Tak nazywa się katolicki uniwersytet w Pittsburgu – Duquesne University. Warto od razu dodać, że pełna nazwa tej uczelni brzmi Universitas Spiritus Sancti Duquenensis – a więc Uniwersytet Ducha Świętego im. (markiza) M.A. Duquesne. Mottem uczelni jest łacińska maksyma: „Spiritus est qui vivificat – Duch Święty ożywia”. Za chwilę przekonamy się, jakie prorocze znaczenie dla wydarzeń sprzed 50 lat miała nazwa tej wyższej uczelni.

Grupa około 25 studentów i młodych pracowników tegoż uniwersytetu przyjechała w lutym 1967 roku na weekendowe rekolekcje, których tematem był właśnie Duch Święty. Przygotowaniem do weekendu była lektura Dziejów Apostolskich (konkretnie czterech rozdziałów: Dz 1–4) oraz (wtedy nowa) książka pastora Davida Wilkersona The Cross and the Switchblade (Krzyż i sztylet). Książka jest rodzajem zbeletryzowanego reportażu z ewangelizacji w mocy Ducha Świętego pośród kryminalnych gangów Nowego Yorku pod koniec lat 50. XX wieku. Dwoje uczestników weekendu – Patti Mansfield (wówczas dwudziestoletnia) i jej kolega, David Mangan – postanowiło, że nie będą jedynie słuchaczami, ale muszą coś uczynić, a będzie to odnowienie sakramentu bierzmowania! W ich sercu zaczęło budzić się przekonanie, że warto na nowo oczekiwać takiego działania Bożego Ducha, jak relacjonują to Dzieje Apostolskie; że warto ufać w powracające znaki tego działania, jak w życiu współczesnych ewangelizatorów.

W sobotę, 18 lutego 1967 r., wieczorem Patti poszła do kaplicy na piętrze ośrodka. Podczas modlitwy ogarnęła ją fala niepowstrzymanej miłości Bożej[3]. Stopniowo dołączali do niej inni uczestnicy rekolekcji. Boża obecność ogarniała także ich, modlili się głośno, płakali, modlili się w językach. Z biegiem czasu narastała w nich pewność, że ich doświadczenie to był oczekiwany i wymodlony chrzest w Duchu Świętym (Baptism in the Holy Spirit).

Po 50 latach możemy powiedzieć już więcej. Chrzest w Duchu Świętym to duchowy fenomen przeżywany dziś w Kościele powszechnym przez zdumiewającą liczbę ludzi. Mówi się tu o ponad 100 milionach katolików, głównie w Ameryce Południowej i w Afryce, choć także w innych regionach świata, a również w Europie. Poza tym środowiskiem raczej rzadko spotykamy się z podobnym określeniem takiego doświadczenia duchowego. Zapytajmy sami siebie, ilu wierzących umiałoby odpowiedzieć na pytane: Czy jesteś ochrzczony w Duchu Świętym?

Cóż to za środowisko, gdzie ta formuła jest żywa, aktualna, przeżywana i nauczana? To dynamiczny ruch kościelny powstały po „Weekendzie Duquesne”, czyli katolicka Odnowa w Duchu Świętym (Renewal in the Holy Spirit). Na początku jej uczestnicy określali siebie raczej nazwą: „katoliccy zielonoświątkowcy” (Catholic Pentecostals) – przez odniesienie do dnia Pięćdziesiątnicy (Pentecost) i do istniejących już wcześniej amerykańskich zielonoświątkowców protestanckich (Pentecostals). Jednak z biegiem czasu przyjęto nazwę Catholic Charismatic Renewal. Dziś ten ruch obejmuje około 120 milionów katolików, którym pomagają dwie struktury ustanowione przez Stolicę Apostolską:

1° Międzynarodowe Służby Katolickiej Odnowy Charyzmatycznej (International Catholic Charismatic Renewal Services, w skrócie ICCRS);
2° Katolicka Fraternia Charyzmatycznych Wspólnot Przymierza i Stowarzyszeń (Catholic Fraternity of Charismatic Covenant Communities and Fellowships, w skrócie CF).

Poza tymi strukturami pozostaje jednak całe mnóstwo różnych grup, szkół ewangelizacji, sieci organizacji i nieustannie powstających i zmieniających się wspólnot.

b. Golden Jubilee 2017
W 50. rocznicę pamiętnych wydarzeń z 1967 r. w ośrodku The Ark and the Dove ponownie przeprowadzono modlitewne rekolekcje weekendowe. Tak się złożyło, że w roku 2017 dni 17 i 18 lutego znowu przypadły, jak wówczas, w piątek i sobotę. Skromny budynek ośrodka wyglądał tak samo, stojąc w lesie oddalony od innych domów. Jak wspomniałem, teraz umieszczono jednak przed nim tablicę przypominającą, że to właśnie jest Dom chrztu w Duchu Świętym. W niewielkiej, historycznej kaplicy zebrało się 25 osób uczestniczących w jubileuszowej modlitwie. Pozostali, dla których miejsce z konieczności przygotowano w salach na dolnych piętrach budynku, zgromadzili się w biblijnej liczbie 120 osób (por. Dz 1, 15).

Patti (mająca teraz siłą rzeczy już ponad siedemdziesiątkę) wygłosiła świadectwo doświadczenia sprzed 50 lat – a potem poprowadziła modlitwę: najpierw zawierzenia Maryi i powierzenie się Bogu Ojcu, po czym nastąpiła prośba o trwanie łaski udzielania chrztu w Duchu Świętym na całym świecie. Podkreślała przy tym:

„Byłam i jestem osobą najzwyklejszą w świecie. Dlaczego Bóg wybrał mnie na pierwszą osobę w Kościele katolickim, która w naszych czasach w ten sposób doświadczyła chrztu w Duchu Świętym? Pewnie, aby pokazać, że jeśli ja mogłam tego doznać, to znaczy, że każdy może otrzymać ten dar…”

Zgromadzeni na tym spotkaniu liderzy Odnowy Charyzmatycznej z całego świata, z ICCRS i z Katolickiej Fraterni, jeszcze długo w nocy modlili się śpiewem i darem języków.

c. Nowe wspólnoty i sieci wspólnot kultywujące chrzest w Duchu Świętym
Po „Weekendzie Duquesne” w 1967 r. szybko się okazało, że chrzest w Duchu Świętym ma wymiar nie tylko indywidualny i osobisty, ale także wspólnotowy. Nie tylko pozwala odkryć dynamiczną obecność Jezusa udzielającego Ducha Świętego i otwierającego Pismo Święte jako żywe słowo Boże, ale skłania tak ożywionych chrześcijan do łączenia się w grupy. Dlatego od razu zaczęły powstawać modlitewne wspólnoty Odnowy w Duchu Świętym najpierw w USA, a niedługo potem w innych krajach. Niektóre z nich przekształciły się we wspólnoty złączone przymierzem; czasem nawet przymierze to zostawało sformalizowane przez statut zatwierdzony przez stosowne władze kościelne, zwykle jako prywatne stowarzyszenia wiernych. Kolejnym krokiem było tworzenie sieci takich wspólnot. Najważniejsze z tych sieci to dwie zapoczątkowane w Stanach Zjednoczonych – People of Praise (1971) i Sword of the Spirit (1982). Dołączyła do nich – wspomniana już wyżej – struktura powołana przez Stolicę Apostolską – Catholic Fraternity (1990). Powstało też zrzeszenie europejskie, które od razu w punkcie wyjścia miało charakter ekumeniczny: European Network of Communities (ENC – 2001).

Innego typu były powstające w tym samym czasie międzynarodowe wspólnoty francuskie, jak Chemin-Neuf (1971), Pain de Vie (1976) czy Communauté de l’Emmanuel (1977). Skalę działania tych zrzeszeń może zobrazować fakt, że Emmanuel to wspólnota obecna w samej tylko Afryce w 24 krajach.

Natomiast grupy modlitewne, które nie mają charakteru sformalizowanych wspólnot, są wspomagane przez wyżej wymienione ICCRS (International Catholic Charismatic Renewal Services – 1993).

W Polsce Ruch Odnowy ma dziś nieco skromniejsze rozmiary niż na przykład we Francji czy we Włoszech. Wykazuje natomiast zdumiewające zdolności organizacyjne, nie słabnąc w coraz to nowych inicjatywach modlitewnych, nierzadko na skalę ogólnopolską. Dominują przy tym struktury zrzeszone w ICCRS, dochodzą do tego Szkoły Nowej Ewangelizacji. Niezbyt licznie są też reprezentowane wspólnoty zrzeszone w Katolickiej Fraternii, ENC, a nawet Sword of the Spirit (Miecz Ducha). * * *

Po tej wstępnej prezentacji czas na pytanie bardziej fundamentalne. Czy pragnienie doświadczenia chrztu w Duchu Świętym to niszowa domena jakiejś specjalnej duchowości albo jakiegoś specyficznego ruchu kościelnego? Wbrew pozorom wydaje się, że nie: wskazuje na to miejsce chrztu w Duchu Świętym w strukturze Nowego Testamentu i historii Kościoła.

Dlatego od tego właśnie tematu, zaczniemy w rozdziale pierwszym naszą systematyczną refleksję teologiczną, w której postaramy się odpowiedzieć na pytanie, dlaczego pięć ksiąg biblijnych (wszystkie cztery Ewangelie, a potem Dzieje Apostolskie) zaczyna się od zapowiedzi chrztu w Duchu Świętym?

W następnym rozdziale sięgniemy do duchowego przełomu w życiu Błażeja Pascala. Z jakiego powodu? Gdyż jest on znaczącym świadkiem tego, że także w późniejszych czasach Duch Święty zstępował na wybranych w sposób nieoczekiwany, zmieniając życie ludzi w radykalny i dramatyczny sposób. To dowód, że apostolski chrzest w Duchu Świętym nie był wydarzeniem jednorazowym, ale towarzyszy ludowi Bożemu na przestrzeni całej jego historii. A do tego Pascal dzięki swojej duchowej intuicji rozpoznał, że tak właśnie działa Bóg patriarchów i proroków Starego Testamentu, tak właśnie objawia się w Nowym Testamencie Bóg Jezusa Chrystusa. Pozwoli nam to najpierw ustalić, jakie działanie Boże w przeciągu wieków historii można uznać za chrzest w Duchu Świętym, a następnie rozpocząć poszukiwania przykładów odpowiadających tym wymogom. Oczywiście, chrzest sakramentalny jest chrztem „w imię Ducha Świętego”, ale czy jego przyjęcie wyczerpuje już całość Bożej obietnicy „chrztu w Duchu Świętym”? To ważne pytanie stało się szczególnie aktualne w praktyce duszpasterskiej dziś, a nasze studium Pisma Świętego i historii Kościoła – mamy nadzieję – pomoże znaleźć na nie odpowiedź.

W kolejnym, trzecim rozdziale, oddamy się lekturze wybranych fragmentów Starego Testamentu, by odnaleźć takie spotkanie patriarchów i proroków z mocą Bożego Ducha, które często przypomina późniejsze zesłanie Ducha Świętego w dzień Pięćdziesiątnicy.

Czwarty rozdział pozwoli nam ujrzeć kilka scen z życia wielkich świętych pasterzy Kościoła, w których życiu dostrzegamy, że wieki mijają, a Bóg jest wierny swojej obietnicy chrztu Duchem i ogniem. Dołączymy do tego, tytułem historycznego porównania, opis przeżywania chrztu w Duchu we wspólnotach średniowiecznych albigensów.

W piątym rozdziale sięgniemy po pisma wielkich mistyczek i mistyków Kościoła, aby przekonać się, że i w ich przeżyciach obecny jest chrzest Duchem Świętym.

Kolejny, szósty rozdział poświęcony będzie osobistemu doświadczeniu i nauczaniu współczesnych papieży, począwszy od Leona XIII z przełomu XIX i XX wieku.

A zakończenie? Będzie nim podsumowanie zebranych tu świadectw Biblii Starego i Nowego Testamentu oraz dwudziestu wieków doświadczeń Kościoła. W ten sposób będziemy mogli niejako namacalnie przekonać się o mocy dwóch wielkich biblijnych prawd. Pierwsza z nich to obietnica: „Idzie mocniejszy ode mnie: On chrzcić was będzie Duchem Świętym i ogniem” (Łk 3, 16). A druga to potwierdzenie nieprzemijalności Bożych darów: „Jezus Chrystus ten sam wczoraj i dziś, ten sam także na wieki” (Hbr 13, 8).

Jeśli czytelnik po lekturze niniejszego opracowania zapragnie dowiedzieć się czegoś więcej o historii katolickiej Odnowy Charyzmatycznej czy też poznać dzieje bezpośrednio ją poprzedzających, protestanckich ruchów pentekostalnych z I połowy XX wieku, to odsyłamy do licznych dzieł innych autorów, którzy cały ten fenomen opisali w niezliczonej liczbie osobistych świadectw i znakomitych opracowań i historycznych monografii.

bp Andrzej Siemieniewski

[1] Por. A. Sionek, Szedł jak burza, „Gość Niedzielny” z 26 lutego 2017 r., nr 8 (XCIV), s. 19.
[2] Por. K. McDonnell, G.T. Montague, Inicjacja chrześcijańska a chrzest w Duchu Świętym, Kraków 1997, przyp. 10, s. 19.
[3] P. Mansfield, Jakby nowa Pięćdziesiątnica. Początek katolickiej Odnowy w Duchu Świętym, Warszawa 1993; najnowsze wydanie w j. ang.: P. Gallagher Mansfield, As by a New Pentecost: The Dramatic Beginning of the Catholic Charismatic Renewal, (Golden Jubilee Edition) Phoenix, AZ 2016.

Rozdział 1
CHRZEST W DUCHU ŚWIĘTYM W NOWYM TESTAMENCIE:
CEL PRZYJŚCIA MESJASZA?

Stajemy teraz wobec pytania, czego naucza Nowy Testament na temat chrztu w Duchu Świętym? Właściwiej jednak będzie sformułować to zagadnienie bardziej ambitnie, a mianowicie jakie miejsce zajmuje chrzest w Duchu Świętym w samej strukturze Nowego Testamentu?

1.1. Ewangelie synoptyczne: Duch zstępuje w postaci cielesnej
Czy można nazwać chrzest Duchem Świętym zapowiedzianym celem przyjścia Mesjasza? Czy przypisanie chrztowi w Duchu Świętym aż tak ważnej pozycji w Nowym Testamencie nie jest przesadą? W jakimś sensie można tak uczynić, gdyż jest to motyw, od którego zaczynają się wszystkie cztery Ewangelie, a do tego ten sam element znajdziemy na początku Dziejów Apostolskich.

Od pierwszych słów Ewangelii św. Mateusza jest jasne: nawrócenie głoszone przez Jana Chrzciciela jest tylko przygotowaniem do czegoś większego, do następnego etapu, który został zresztą wyraźnie nazwany. Przyjdzie Mesjasz i będzie chrzcił w Duchu Świętym. Ten ciąg dalszy jest o wiele ważniejszy niż misja samego Jana. Zresztą on sam głosił:

„Nawróćcie się,
bo bliskie jest królestwo niebieskie” (Mt 3, 1-2).

Zapowiadał, oznajmiając:

„Ja was chrzczę wodą dla nawrócenia;
lecz Ten, który idzie za mną, mocniejszy jest ode mnie;
ja nie jestem godzien nosić Mu sandałów.
On was chrzcić będzie Duchem Świętym i ogniem [ἐν πνεύματι ἁγίῳ καὶ πυρί] (2).
Ma On wiejadło w ręku i oczyści swój omłot:
pszenicę zbierze do spichlerza,
a plewy spali w ogniu nieugaszonym” (Mt 3, 11-12).

Jan Chrzciciel nie krył, że nadchodzący Mesjasz okaże się „mocniejszy” (Mt 3, 11), dlatego że będzie udzielał innego chrztu. Jego chrzest będzie o wiele potężniejszy niż tylko chrzest ku nawróceniu: nie będzie to chrzest „wodą”, ale „Duchem Świętym”.

Chrzest w Duchu Świętym zapowiedziany przez proroka Jana okazał się stopniowany, a jego realizacja nastąpiła w dwóch etapach. Duch Święty przyszedł najpierw tylko na Jezusa – i to w formie widzialnej. Potem zaś, w Wieczerniku, na uczniów w dzień Pięćdziesiątnicy:

„Gdy Jezus został ochrzczony […] otworzyły się Mu niebiosa i ujrzał Ducha Bożego zstępującego jak gołębicę [περιστερὰν] i przychodzącego na Niego” (Mt 3, 16).

Nawiązaniem do spełnienia się obietnicy chrztu w Duchu Świętym jest zakończenie Ewangelii Mateusza:

„Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego” (Mt 28, 19).

Podobnie jak u Mateusza, początek Ewangelii św. Marka podkreśla kontrast między posługą Jana a misją Mesjasza:

„Ja chrzciłem was wodą, On zaś chrzcić was będzie Duchem Świętym [ἐν πνεύματι ἁγίῳ]” (Mk 1, 8).

To właśnie sprawia, że Mesjasz jest od Jana „mocniejszy”. Święty Marek, podobnie jak św. Mateusz, także pisze o widzialnym zstąpieniu Ducha Świętego w postaci gołębicy:

„[Jezus] ujrzał […] Ducha jak gołębicę zstępującego [περιστερὰν] na siebie” (Mk 1, 10).

Zauważamy w tym kontekście, że bardziej rozbudowane jest zakończenie Ewangelii Marka, gdzie wspomniane są charyzmaty – odsyłające nas przecież do Ducha Świętego, a więc także do spełniania się zapowiedzi chrztu w Duchu Świętym. Ochrzczonym wierzącym będą więc towarzyszyć znaki:

„W imię moje złe duchy będą wyrzucać, nowymi językami mówić będą; węże brać będą do rąk, i jeśliby co zatrutego wypili, nie będzie im szkodzić. Na chorych ręce kłaść będą, a ci odzyskają zdrowie” (Mk 16, 17).

W Ewangelii Łukaszowej kontrast między Janem Chrzcicielem a nadchodzącym Mesjaszem jest zaznaczony jeszcze silniej niż u poprzedników: „[Jan] […] głosił chrzest nawrócenia dla odpuszczenia grzechów” (Łk 3, 3). Sam Jan wyraził to słowami: „Ja chrzczę wodą” (Łk 3, 16).

Natomiast Mesjasz ma chrzest o zupełnie innej mocy: „On chrzcić was będzie Duchem Świętym i ogniem [ἐν πνεύματι ἁγίῳ καὶ πυρί]” (Łk 3, 16).

Powraca też porównanie pomagające słuchaczom zrozumieć, na czym może polegać chrzest Duchem i ogniem. Duch działa jak „wiejadło – dla oczyszczenia omłotu”, czyli swoim podmuchem oddziela ziarno od plew; natomiast ogień spali plewy, zostawiając tylko ziarno: „plewy spali w ogniu nieugaszonym” (Łk 3, 17). Mocniej wyrażony jest też doświadczalny charakter chrztu Jezusa. Oto „Duch Święty zstąpił na Niego, w postaci cielesnej [σωματικῷ] niby gołębica” (Łk 3, 22). Występujące tu wyrażenie „εἶδος” (postać) znaczy tyle, co kształt, zewnętrzny wygląd, widok – tak jak Bóg zechciał ukazać zstępowanie Bożego Ducha.

Bardziej znaczące jest też u św. Łukasza zakończenie Ewangelii. Jasne staje się, że na spełnienie tego celu misji Syna Bożego, którym było „chrzczenie Duchem Świętym”, trzeba jeszcze czekać. Zmartwychwstały Jezus zapowiada:

„Ja ześlę na was obietnicę mojego Ojca.
Wy zaś pozostańcie w mieście, aż będziecie przyobleczeni mocą [δύναμιν] z wysoka” (Łk 24, 49).

Udzielenie „mocy” jest odesłane w przyszłość, pomimo że zmartwychwstanie Jezusa już się dokonało. Obietnicą, o jakiej tu mowa, jest ewidentnie „chrzest Duchem Świętym”. Był zapowiedziany na początku Ewangelii jako główny cel przyjścia Mesjasza (Łk 3, 16). Ale w dalszym ciągu jest jasne, że jeszcze nie nastąpił. Obietnica wypełni się dopiero w niedalekiej przyszłości, a opis jej wypełnienia znajdziemy w następnej księdze św. Łukasza, w drugim rozdziale Dziejów Apostolskich.

1.2. Ewangelia według św. Jana: znaki chrztu w Duchu
Chociaż Ewangelia św. Jana różni się bardzo od trzech Ewangelii synoptycznych, to akurat w sformułowaniach dotyczących zapowiedzi misji Jezusa „chrzczenia Duchem Świętym” trwa wiernie przy terminologii poprzednich Ewangelii. W tym sensie można powiedzieć, że początkowy fragment tej Ewangelii także jest jakby synoptyczny. Dodaje jednak pewne elementy wzmacniające jeszcze orędzie o zapowiedzianym chrzcie w Duchu. Także tu Jan Chrzciciel wyraźnie zestawia swoje dzieło z misją Jezusa:

„Jan im odpowiedział: ‚Ja chrzczę wodą'” (J 1, 26).

„…przyszedłem chrzcić wodą” (J 1, 31).

Daje też świadectwo o widzialnym zstąpieniu Ducha na Jezusa:

„Ujrzałem Ducha, który jak gołębica zstępował [ὡσεὶ περιστερὰν] z nieba i spoczął na Nim” (J 1, 33).

Można powiedzieć, że pojawia się element istotnie nowy, który przybiera postać jakby nowego tytułu chrystologicznego: Chrzczący Duchem Świętym:

„Ten, nad którym ujrzysz Ducha zstępującego i spoczywającego nad Nim, jest Tym, który chrzci Duchem Świętym [ὁ βαπτίζων ἐν πνεύματι ἁγίῳ]” (J 1, 33).

Na początku czwartego rozdziału św. Jan Ewangelista zauważa:

„A kiedy Pan dowiedział się, że faryzeusze usłyszeli, iż Jezus pozyskuje sobie więcej uczniów i chrzci więcej niż Jan – chociaż w rzeczywistości sam Jezus nie chrzcił, lecz Jego uczniowie – opuścił Judeę i odszedł znów do Galilei” (J 4, 1-3).

Wynika z tego, że uczniowie Jezusa udzielali podobnie jak Jan chrztu nawrócenia, jednakże sam Jezus nie był jego szafarzem, konsekwentnie bowiem pozostawał Tym, który „chrzci Duchem Świętym”. Czekał więc na czas, w którym ostateczne wypełnienie się zapowiedzi Jana Chrzciciela będzie możliwe. Warto także podkreślić, że trzy wersety czwartego rozdziału stanowią wprowadzenie do perykopy o Samarytance przy studni Jakubowej, co – jak się później okaże – ma niebagatelne znaczenie dla omawianego tu zagadnienia chrztu w Duchu Świętym.

Przy końcu Ewangelii Janowej czytamy, że Duch Święty zostaje udzielony Apostołom. Czy jest to jednak pełna realizacja początkowej zapowiedzi? Raczej nie, gdyż owszem, Duch przychodzi, ale raczej nie na sposób chrztu w Duchu Świętym:

„[Jezus] tchnął na nich i powiedział im: ‚Weźmijcie Ducha Świętego’!” (J 20, 22).

Odpowiada to raczej kategorii „poleceń udzielonych przez Ducha Świętego”, o których będzie mowa poniżej, przy omawianiu pierwszego rozdziału Dziejów Apostolskich.

1.3. Dzieje Apostolskie

a. Duch działa przed chrztem w Duchu
Tekst Dziejów relacjonuje wyraźnie: od początku historii Kościoła Duch Święty jest obecny we wspólnocie wierzących i w niej działa – ale to jeszcze nie jest chrzest w Duchu Świętym. Widać to wyraźnie, kiedy czytamy:

„[Jezus] udzielił przez Ducha Świętego poleceń Apostołom, których sobie wybrał, a potem został wzięty do nieba” (Dz 1, 2).

Kościół przed dniem Pięćdziesiątnicy nie jest więc pozbawiony działania Bożego Ducha. Jezus działa we wspólnocie uczniów, udzielając im nawet poleceń (tu właśnie możemy umiejscowić także polecenie „komu odpuścicie grzechy, są im odpuszczone” – J 20, 23). A jednak dla czytelnika Dziejów jest jasne, że pomimo obecności Ducha Świętego w Kościele i mimo Jego skutecznego już działania – na obietnicę Ojca trzeba jeszcze czekać. Chrzest w Duchu Świętym to jednak jeszcze coś innego:

„[Jezus] kazał im nie odchodzić z Jerozolimy, ale oczekiwać obietnicy Ojca” (Dz 1, 4).

Teraz już nawet osobiście sam Jezus przypomina podstawowy kontrast: Janowy chrzest wodą, a chrzest Duchem. „[Jezus mówił:] Jan chrzcił wodą, ale wy wkrótce zostaniecie ochrzczeni Duchem Świętym” (Dz 1, 5).

Chrzest Duchem jest tożsamy z otrzymaniem mocy:

„Gdy Duch Święty zstąpi na was, otrzymacie Jego moc [ δύναμιν] i będziecie moimi świadkami” (Dz 1, 8).

Jak widać, czymś innym jest działanie Ducha Świętego w Kościele polegające na przekazywaniu nauczania („poleceń”) Jezusa, a czymś innym Jego „zstąpienie na was”. Owo zstąpienie – to jest właśnie chrzest Duchem Świętym.

b. Królestwo Boże w strukturze Dziejów
Dla lepszego zrozumienia istoty tego ukoronowania dzieła Jezusa, jakim jest chrzest w Duchu, odnotujmy pytanie uczniów, które pada przy samym początku Dziejów, pytanie, które może nam wydać się nawet nie na miejscu: „Panie, czy w tym czasie przywrócisz królestwo Izraela?” (Dz 1, 6). W pierwszej chwili trudno zauważyć związek tego pytania z chrztem w Duchu Świętym. Wydaje się ono raczej świadectwem niezrozumienia przez uczniów misji Jezusa, tak jakby nawet jeszcze teraz dopytywali się o możliwości zrealizowania politycznego wymiaru przyjścia Mesjasza Izraela.

A jednak to pytanie uczniów ma charakter fundamentalny i stanowi nawet ramy dla całości narracji Dziejów. Zobaczmy na przykład, jak brzmi ostatnie zdanie Dziejów: „Przez całe dwa lata [Apostoł Paweł] pozostał w wynajętym przez siebie mieszkaniu i przyjmował wszystkich, którzy do niego przychodzili, głosząc królestwo Boże i nauczając o Panu Jezusie Chrystusie zupełnie swobodnie, bez przeszkód” (Dz 28, 30-31). Dzieje Apostolskie zaczynają się więc pytaniem o królestwo i kończą się zwiastowaniem tego królestwa. Ten wątek należy do centralnych w tej księdze Nowego Testamentu i rozwija się stopniowo. Zobaczymy, że swoją kulminację znajduje on w Dz 15. Temat przywrócenia królestwa jest jednym z kluczowych dla całości tego rozdziału Dziejów.

Na pytanie o to, kiedy zostanie przywrócone królestwo Izraela, Jezus Zmartwychwstały odpowiada, chociaż raczej nie przez słowo, ale przez czyn. Bóg udziela odpowiedzi najpierw okazywaniem swej mocy, a dopiero wtórnie przez wyjaśniające słowo komentarza.

W odpowiedzi na pytanie o restytucję królestwa Dawida objawia się profetyczny charakter chrztu w Duchu Świętym. Profetyczność oznacza tu, że kolejne suwerenne akty Boga (kolejne odsłony chrztu w Duchu Świętym) wskazują na nowe etapy Bożego planu przywracania królestwa. A plan zbawienia jest nie tylko indywidualny, ale też eklezjalny.

Tytułem ilustracji warto wspomnieć tu zdanie rozczarowanego chrześcijaństwem Alfreda Loisy (1857–1940), który mówił z przekąsem: „Jésus annonçait le Royaume, et c’est l’Église qui est venue – Jezus zapowiadał królestwo, a [zamiast tego] przyszedł Kościół”[4]. W oczach Loisy pojawienie się Kościoła to tylko jakaś karykatura oczekiwanego królestwa… A jednak możemy powtórzyć to samo zdanie – ale z biblijnym entuzjazmem! „Jezus zapowiadał Królestwo, i [jako spełnienie tej obietnicy] przyszedł Kościół!”. Kościół jest ambasadą królestwa Bożego na ziemi – obejmującego (potencjalnie) wszystkich ludzi. Ta dobra nowina jest jednym z głównych elementów Dziejów – objawianym przez kolejne odsłony chrztu w Duchu Świętym.

c. Dwa rodzaje powszechności Kościoła
Niemiecki męczennik drugiej wojny światowej, D. Bonhoeffer (1906–1945), uczył o niebezpieczeństwie banalizacji nauki Ewangelii do postaci „taniej łaski” i o potrzebie właściwego głoszenia darmowej, ale jednak „drogocennej łaski”. Przez analogię do tych dwóch pojęć można mówić o powszechności Kościoła w postaci „taniej”, a więc banalnej, oraz o powszechności „drogocennej”, gdyż nabytej krwią Chrystusa i Jego Apostołów.

„Tania powszechność” to ta zadeklarowana tylko na papierze, który cierpliwie znosi rozmaite teorie jednym pociągnięciem pióra rzekomo włączające miliardy ludzi do Kościoła. Jak? Przez fikcyjne twierdzenia, że do Kościoła należą (mniej lub bardziej intensywnie) wszyscy ludzie dobrej woli na ziemi, choćby nic o tym nie wiedzieli ani sobie tego wcale nie życzyli. Taka powszechność jest nabyta „tanio” – jedynie za cenę modnych teologicznych rozpraw.

W tym miejscu pozwolimy sobie na nieco dłuższą dygresję.

Pytanie o to, kto należy do Kościoła, a kto nie, oraz o to, jak człowiek spoza Kościoła staje się członkiem kościelnej wspólnoty, zostało omówione na Soborze Watykańskim II. Zawarte jest to w soborowej konstytucji Lumen gentium.

Tytułem wprowadzenia do tego zagadnienia wskażmy na pewną debatę utrwaloną w internecie. Debata rozpoczęła się od naszkicowania scenerii spotkania chrześcijaństwa z islamem. Tą scenerią miało być posoborowe rozumienie przez Kościół innych religii (w tym islamu). Zostało to opisane w następujący sposób:

„Konstytucja dogmatyczna o Kościele powiedziała: […] są różne kręgi przynależności do Kościoła, gdzie wchodzą też […] przedstawiciele religii monoteistycznych, jak islam, i ludzie, którzy szczerze szukają Boga: […] piękna koncepcja, bardzo wyraźna, przejrzysta, czym jest Kościół […] w sposób duchowy wchodzą [do niego] inni: jest też miejsce dla religii niechrześcijańskich”[5].

Ten pogląd jest znany i przyjmowany przez katolików począwszy już od lat szkolnych. Oto na przykład zadanie na poziomie gimnazjum: „Wypisz kręgi zbawienia (kręgi przynależności do Kościoła)”. Pogląd ten, choć powszechny, nie wydaje się jednak słuszny.

Jak przedstawić obrazowo idee zwolenników tej wątpliwej teorii? Nawiążmy do tytułu konstytucji Lumen Gentium (co znaczy: Światłość narodów). Można wtedy porównać historię ludzkości do mrocznej nocy („nad mieszkańcami krainy mroków zabłysło światło” – Iz 9, 1). Przyjście Jezusa Chrystusa jest takim właśnie rozbłyskiem („Ja jestem światłością świata” – J 8, 12). Światło Chrystusa – w takim ujęciu – to jakby ognisko:

– niektórzy stoją tuż przy ognisku – to chrześcijanie;
– niektórzy stoją nieco dalej: to monoteiści, w tym muzułmanie,
– inni są jeszcze dalej, kolejno: buddyści, agnostycy czy ateiści;
– ale wszyscy, stojąc w koncentrycznych kręgach, tworzą wspólnotę Kościoła, choć zapewne stopniowo coraz słabiej do niego należąc.

Przyjęcie takiej teorii wydaje się spełniać marzenia Apostoła Pawła sprzed wieków: aby pomóc każdemu człowiekowi poznać Chrystusa, aby w każdym sercu zajaśniał blask chwały objawionej na obliczu Zbawiciela i aby w ten sposób „poganie stali się współuczestnikami obietnicy w Chrystusie Jezusie przez Ewangelię” (Ef 3, 6). Dlaczego więc nazwaliśmy tę teorię wątpliwą? Gdyż jest to spełnienie pozorne, iluzoryczne. Rzekomi kandydaci do kościelnej wspólnoty nic o tym nie wiedzą. Okazuje się przy tym, że misyjne wysiłki Apostoła i wielu pokoleń chrześcijańskich głosicieli Ewangelii były niezbyt potrzebne, żeby nie powiedzieć – zbędne. Przecież i bez żadnego głoszenia Ewangelii i tak wszyscy ludzie na świecie mają podobno być (anonimowymi) chrześcijanami, należąc (mniej lub bardziej) do Kościoła. Cud ewangelizacji się spełnił? Tak, ale tylko na papierze. Jest to cud wirtualny i tyle jest warty, co stojąca za nim intelektualna konstrukcja.

Wróćmy teraz do prawdziwego nauczania Soboru Watykańskiego. Lumen – to po łacinie światło. A więc cały tytuł konstytucji dogmatycznej o Kościele Lumen gentium zapowiada: Chrystus w Kościele to światło dla (pogańskich) narodów. To prawda, że w tekście konstytucji czytamy kolejno o katolikach, chrześcijanach innych wyznań, wyznawcach innych religii (w tym islamu) i o ludziach niewierzących w Boga. Ale czy z tego wynika, że wszyscy oni są członkami jakichś „kręgów” przynależności do Kościoła?

Zdecydowanie nie. Lumen Gentium [dalej: LG] mówi przecież wprost o Kościele, „do którego ludzie dostają się [„wchodzą” – „intrant”] przez chrzest jak przez bramę [„per baptismum tamquam per ianuam”]” (LG 14). Nie wygląda to na stopniowalną „przynależność”, która krok po kroku rozmywałaby się i traciła swoją intensywność w miarę oddalania się „kręgów” od centrum. Nie! Chrzest jest bramą do Kościoła; kto wejdzie przez bramę – ten jest w środku. Kto przez bramę nie wszedł, ten w środku nie jest.

Konstytucja dodaje: „Nie mogliby być zbawieni ci ludzie, którzy wiedząc, że Kościół założony został przez Boga, nie chcieliby przystąpić [„wejść” – „intrare”] do niego” (LG 14). I znowu wniosek jest taki, że aby być w Kościele, trzeba do niego wejść, w przeciwnym razie się do niego nie należy. A wchodzi się przez bramę chrztu.

W następnych rozdziałach soborowej konstytucji przechodzimy do wyznawców innych religii. „Ci wreszcie, którzy jeszcze [„nondum”] nie przyjęli Ewangelii, w rozmaity sposób przyporządkowani [„ordinantur”] są do Ludu Bożego” (LG 16). Istotne są tu dwa słowa. Najpierw słówko „jeszcze”: ludzie innych religii czekają na Dobrą Nowinę, której „jeszcze” [„nondum”] nie przyjęli. Konstytucja soborowa nie zakłada, że ludzie po prostu nie są chrześcijanami i tak już będzie. Nie, oni „jeszcze” nie są chrześcijanami, ale mamy nadzieję, że nimi zostaną.

Teraz termin drugi: „są przyporządkowani”. Jak się wydaje, w studium teologii często uznawano, że słowo „ordinantur” [„są przyporządkowani”] oznacza: „należą, ale nieco słabiej”, czyli – odwołując się do naszego obrazu – „stoją przy ognisku, ale w nieco dalszym kręgu”. Tymczasem nie jest to dobre tłumaczenie.

Łacińskie słowo „ordinatur” [lub „ordinantur”] nie łączy dwóch wspólnot w taki sposób, że jedna zawiera się w drugiej. Łączy je tak, że jedna znajduje swój właściwy cel i spełnienie na zewnątrz siebie, w tej drugiej rzeczywistości.

Wynika z tego następujący wniosek: zgodnie z tekstem soborowym, wyznawcy religii niechrześcijańskich nie należą do Kościoła. Ich religie mają swój teologiczny cel poza sobą, jako droga prowadząca ostatecznie do chrześcijaństwa.

Powróćmy teraz do metody obrazów. Przypomnijmy najpierw (niewłaściwy) obraz: płonące wieczorową porą ognisko, wokół którego można stanąć w koncentrycznych kręgach. Wszyscy wyznawcy rozmaitych religii mieliby należeć do wspólnoty ogólnoreligijnego ogniska, tyle że znaleźli się nieco dalej lub nieco bliżej.

Obraz właściwy będzie wyglądać inaczej: rozświetlona wieczorową porą wiejska świątynia. Przez jej okna-witraże promieniuje światło: Lumen Gentium. Na zewnątrz świątyni znajdują się kręgi ludzi. Jedni są bliżej, mając pojęcie jedynego i osobowego Boga. Inni stoją dalej, mając tylko niejasne przeczucie boskiej transcendencji i majestatu. Jeszcze inni tworzą krąg najdalszy, kierują się tylko powagą moralnych zobowiązań.

Jest też próg prowadzący do wnętrza świątyni: tworzy go wyznanie wiary i chrzest. Wszyscy są zaproszeni do wnętrza, i ci, co stoją nieco dalej, i ci nieco bliżej. Ale do wnętrza trzeba wejść przez decyzję wiary i przez próg chrztu. Dopóki się tego nie uczyni, pozostaje się poza Kościołem. Owszem, i w Kościele można być duchowo odwróconym plecami do Boga. I w kościelnej ławce wiejskiej świątyni można przecież siąść tyłem do ołtarza i zająć się rozmową z kolegami zamiast słuchaniem słowa Bożego. Ale fakt znajdowania się w Kościele pozostaje faktem i nie zmienia go naganna postawa osoby należącej do Kościoła. A szlachetne i budzące podziw postawy niechrześcijan pozostają szlachetne i budzą podziw – podziw dla ludzi spoza Kościoła.

Tylko tak rozumiejąc wspólnotę Kościoła i Boże obietnice dla ludzi do tej wspólnoty nie należących, ujrzymy harmonię między soborowym nauczaniem o Kościele i tekstem Biblii. Czyż nie czytamy w Dziejach Apostolskich: Paweł i Barnaba „opowiedzieli, jak wiele Bóg przez nich zdziałał i jak otworzył poganom podwoje wiary” (Dz 14, 27)?

Tu kończymy naszą dygresję i wracamy do głównego nurtu rozważań.

„Drogocenna powszechność” to wynikające z Pisma Świętego i Tradycji nauczanie o tym, że do Kościoła każdy może należeć pod warunkiem przyjęcia wiary w Zbawiciela Jezusa i pragnienia przyjęcia chrztu. Ta powszechność jest nabyta bardzo drogo: „za wielką cenę zostaliście nabyci” (1 Kor 6, 20). Ceną jest krew Chrystusa na Krzyżu i krew misjonarzy, od Apostołów począwszy.

Dlatego Apostoł w swoim pierwszym kazaniu mówi nam o cenie chrztu w Duchu Świętym, a jest nią krew Chrystusa:

„Męża, który z woli, postanowienia i przewidzenia Bożego został wydany, przybiliście rękami bezbożnych do krzyża i zabiliście. […]
Tego właśnie Jezusa wskrzesił Bóg, a my wszyscy jesteśmy tego świadkami. Wyniesiony na prawicę Boga, otrzymał od Ojca obietnicę Ducha Świętego i zesłał Go, jak to sami widzicie i słyszycie” (Dz 2, 23. 32-33).

Nowych członków Kościoła, czyli „współobywateli świętych i domowników Boga” (Ef 2, 19), Bóg pozyskuje sobie nie przez artykuły teologów, ale przez napełnionych Duchem Świętym ewangelizatorów gotowych do czynu.

d. Rozszerzające się kręgi (drogocennej) powszechności Kościoła

(1) „Nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma już mężczyzny ani kobiety” (Ga 3, 28)
Spełnienie w dzień Pięćdziesiątnicy zapowiedzianej obietnicy chrztu w Duchu Świętym jest jednocześnie ukazaniem pierwszego kręgu powszechności Kościoła. Tak, istnieją bowiem kręgi przynależności do Kościoła, ale są one wyznaczone przez suwerenne decyzje Boga i manifestowane przez obfite udzielanie Ducha. Apostoł Piotr przekonał się w sposób dramatyczny i zaświadczył o tym przed zgromadzonymi słuchaczami: do Kościoła może należeć cały Izrael, zarówno mężczyźni, jak i kobiety, tak niewolnicy, jak i wolni:

„Spełnia się przepowiednia proroka Joela:
W ostatnich dniach – mówi Bóg – wyleję Ducha mojego na wszelkie ciało, 
i będą prorokowali synowie wasi i córki wasze” (Dz 2, 16-17).

Od tej pory nie ma już różnicy między mężczyznami a kobietami, jeśli chodzi o objęcie Bożym planem wielkiego dzieła Zmartwychwstałego Mesjasza: „On będzie chrzcił was Duchem Świętym i ogniem” (Mt 3, 11). Jest też i drugi aspekt przynależności do tego samego kręgu: jest on otwarty na każdego, niezależnie od społecznego statusu:

„Nawet na niewolników i niewolnice moje 
wyleję w owych dniach Ducha mego, 
i będą prorokowali” (Dz 2, 18).

Jakkolwiek szeroko zostały otwarte „podwoje wiary” (Dz 13, 27) w ten pierwszy dzień chrztu w Duchu Świętym, to jednak wciąż kandydatami byli tylko Żydzi (i prozelici formalnie włączeni do ludu Izraela). Dlatego Piotr, zwracając się do pierwszych słuchaczy, mówi: „Mężowie Judejczycy i wszyscy mieszkańcy Jerozolimy” (Dz 2, 14), albo „Mężowie izraelscy, słuchajcie tego, co mówię…” (Dz 2, 22). Świadkami chrztu w Duchu byli przecież „pobożni Żydzi ze wszystkich narodów pod słońcem” (Dz 2, 5). Ze wszystkich narodów, tak, ale tylko ich żydowscy przedstawiciele.

Boży plan na dzień Pięćdziesiątnicy w Wieczerniku to zaproszenie do Kościoła skierowane do Żydów i prozelitów. Znakiem zaproszenia jest „mówienie językami”: „Każdy z nas słyszy swój własny język ojczysty? […] Żydzi oraz prozelici […] słyszymy ich głoszących w naszych językach wielkie dzieła Boże” (Dz 2, 8-11). Granice kręgu pierwszego wyznacza tymczasowo tak pojęta różnorodność. Do uczniów z Galilei dołączają się nowi uczniowie z Judei, a do nich następni, pochodzący z wielu narodów – ale tylko o tyle, o ile są Żydami.

(2) „Już nie ma Greka ani Żyda, […] barbarzyńcy, Scyty…” (por. 1 Kol 3, 11)
Ale biblijny Kościół nie miał pozostać zamknięty tylko w kręgu pierwszym, kręgu Izraela. Boży plan jest szerszy. Zmartwychwstały Jezus w kolejnym kroku udzielania chrztu w Duchu Świętym wskazuje na kolejnych kandydatów na obywateli Królestwa Jezusa, czyli Kościoła.

Zaproszenie następnych kandydatów zostało skierowane do „bojących się Boga”. Byli to monoteiści spośród narodów sympatyzujący z synagogą, choć nie weszli formalnie do narodu Izraela, tak jak prozelici. Ich reprezentantem jest „Korneliusz, setnik z kohorty zwanej Italską, pobożny i «bojący się Boga»” (Dz 10, 1-2). Także i tu jako znak rozszerzającego się zaproszenia pojawi się „mówienie językami”:

„Kiedy Piotr jeszcze mówił o tym, Duch Święty zstąpił na wszystkich, którzy słuchali nauki. I zdumieli się wierni pochodzenia żydowskiego, którzy przybyli z Piotrem, że dar Ducha Świętego wylany został także na pogan. Słyszeli bowiem, że mówią językami i wielbią Boga” (Dz 10, 44-46).

Biblijny opis tego wydarzenia jasno przedstawia nam niesłychaną nowość: do tej pory wszyscy chrześcijanie byli „pochodzenia żydowskiego”. Jakkolwiek pojemna była powszechność nowej wiary, to jednak miała swoją granicę i tą granicą była narodowość. Stąd zdumienie: Bóg właśnie objawił szerokość swojego planu, a sposobem objawienia był drugi etap chrztu w Duchu Świętym. Tym razem dostąpili go „poganie”. Musimy pamiętać, że w języku Nowego Testamentu to określenie nie jest kategorią religijną (wyznawcy Jowisza bądź Artemidy), ale kategorią narodową (nie-Żydzi). To na nich został wylany Duch, to oni dostąpili teraz chrztu Duchem i ogniem.

(3) „Aby On wzrastał, a ja bym się umniejszał” (J 3, 30)
Na tym nie kończy się jednak objawianie Bożego planu poszerzania powszechności Kościoła. W trzecim etapie okazało się, że mogą do niego należeć także uczniowie Jana Chrzciciela. Dla nas, chrześcijan XXI wieku, sprawa ta jest mało komunikatywna, gdyż uczniów Jana w starożytnym znaczeniu tego słowa już nie ma we współczesnym nam świecie. Ale dwa tysiące lat temu było to pierwszorzędne wyzwanie: może wystarczy moralne nawrócenie i mocne postanowienie poprawy? Może wystarczy symboliczny chrzest wodą na znak pokuty? Świadectwo Pisma Świętego jest jednoznaczne. Jakkolwiek istotna jest pokuta i moralne nawrócenie, to nie jest to jeszcze całość Bożego daru: „Paweł przeszedł okolice wyżej położone, przybył do Efezu i znalazł jakichś uczniów”, którzy przyjęli „chrzest Janowy” (Dz 19, 1). Po dialogu z nimi, kiedy upewnił się, że pozostali na poziomie przed-ewangelicznego pouczenia, „włożył na nich ręce i Duch Święty zstąpił na nich. Mówili też językami i prorokowali” (Dz 19, 6).

Zauważmy, że już po raz trzeci powraca znak mówienia językami, który był znakiem chrztu w Duchu Świętym przy przyjmowaniu do Kościoła Żydów, powrócił jako znak przy przyjmowaniu pogan (w znaczeniu etnicznym) i pozostał znakiem, kiedy do Kościoła przyjmowano uczniów Jana Chrzciciela. Aż do tego momentu (a było to już około 20 lat po pamiętnej pierwszej chrześcijańskiej Pięćdziesiątnicy) pozostawała zasada wyrażona przez Apostoła Piotra: „Duch Święty zstąpił na nich, jak na nas na początku” (Dz 11, 15). Potwierdzeniem tej zasady był widoczny znak mówienia językami (Dz 2, 4; 10, 46; 19, 6).

e. Królestwo otwarte dla wszystkich
Objawienie trzech biblijnych kręgów powszechności Kościoła było przygotowaniem dla ostatecznego zrozumienia zasięgu Bożego planu: do Kościoła może wejść każdy człowiek. Każdemu można głosić Ewangelię, każdy może uwierzyć i być ochrzczony, w ten sposób każdemu mogą być otworzone „podwoje wiary” (Dz 14, 27).

Dochodzimy w ten sposób do punktu szczytowego narracji Dziejów Apostolskich, kiedy to Apostołowie uświadomili sobie w pełni wymiar początkowej obietnicy daru Ducha: „On was chrzcić będzie Duchem Świętym i ogniem” (Mt 3, 11). Udzielona przez dar Ducha moc świadectwa będzie zweryfikowana we wznoszeniu duchowej budowli Kościoła:

„Zabrał głos Jakub i rzekł: ‚Posłuchajcie mnie, bracia! Szymon opowiedział, jak Bóg raczył wybrać sobie lud spośród pogan. Zgadzają się z tym słowa Proroków, bo napisano: 
Potem powrócę 
i odbuduję przybytek Dawida, 
który znajduje się w upadku. 
Odbuduję jego ruiny i wzniosę go,
aby pozostali ludzie szukali Pana 
i wszystkie narody,
nad którymi wzywane jest imię moje – mówi Pan, który to sprawia'” (Am 9, 11-12). To są [Jego] odwieczne wyroki (Dz 15, 13-18). * * *

Dobiega końca pierwsza część naszej pracy. Postawiliśmy pytanie o miejsce chrztu w Duchu Świętym w strukturze Nowego Testamentu. Okazało się, że jest to miejsce fundamentalne. Wszystkie cztery Ewangelie relacjonują u swego początku wystąpienie Jana Chrzciciela zapowiadającego nadejście Mesjasza, który będzie godniejszy i mocniejszy od Jana. Świadectwem tej mocy będzie chrzest. O ile jednak Jan chrzcił tylko wodą, o tyle nadchodzący Mesjasz będzie chrzcił Duchem Świętym i ogniem. W taki sposób Poprzednik Jezusa sformułował cel przyjścia Mesjasza.

Również Dzieje Apostolskie zaczynają się w ten sam sposób. Chociaż dokonało się już zmartwychwstanie Jezusa, to jednak Apostołowie mają dalej czekać na spełnienie obietnicy mocy z wysoka: „wkrótce zostaniecie ochrzczeni Duchem Świętym” (Dz 1, 5). Dodatkowo w strukturze narracji Dziejów odnajdujemy trzy opisy kolejnych zstąpień Bożego Ducha na ludzi, którzy w ten sposób tworzą trzy poszerzające się kręgi przynależności do Kościoła (Żydzi, „poganie”, uczniowie Jana). Kulminacją tego objawiania dzieł Bożych jest odkrycie Apostołów, że Bóg naprawdę chce budować nową wspólnotę z ludzi wszystkich narodów, a na znak tego udziela chrztu w Duchu Świętym wszystkim, którzy uwierzyli.

Historia Kościoła opisana w Dziejach Apostolskich to tylko pierwszy etap. Teraz czeka nas kolejny krok. Staje przed nami pytanie o kontynuację chrztu w Duchu Świętym w dalszej historii kościelnej wspólnoty. Poszukiwanie odpowiedzi okazuje się nieco trudniejsze, niż mogłoby się to wydawać w pierwszym momencie. Dar chrztu w Duchu Świętym mógł być przecież opisywany w kolejnych wiekach nie tyle w terminologii biblijnej, co raczej w kategoriach egzystencjalnych, przez opis doświadczenia. Dlatego najpierw będziemy musieli ustalić, czego właściwie szukamy w spisanych świadectwach wiary, gdyż terminologia bywa tu bardzo rozbieżna. Jako brama do tego aspektu duchowości chrześcijańskiej posłuży nam słynna „noc ognia” Błażeja Pascala z 1654 r. Sprawdźmy, dokąd nas to zaprowadzi.

Przypisy

[4] Por. A. Loisy, L’Évangile et l’Église, Paris, 1902, s. 110–112.
[5] Chrześcijaństwo a Islam: ks. Jan Sikorski, prof. Wiesław Wysocki, red. Tomasz Terlikowski i nadkomisarz Dariusz Loranty debatowali o współczesnym konflikcie świata chrześcijańskiego i islamskiego. Debatę w warszawskim Bemowie zorganizowała Akcja Katolicka oraz Stowarzyszenie Polska Jest Najważniejsza. Tekst dostępny w internecie: (dostęp 11.08.2016).

Rozdział 2
OGIEŃ PASCALA: SZERSZE ZNACZENIE CHRZTU W DUCHU ŚWIĘTYM

Zaproponowanie w tym miejscu Błażeja Pascala (1623–1662) jako świadka doświadczenia chrztu w Duchu Świętym może wydawać się zaskakujące. Jest on przecież znany z działalności w zupełnie innych sferach życia. Miał znaczący wkład w konstrukcję mechanicznych kalkulatorów, zapoczątkował naukę o fizyce płynów, sprecyzował pojęcia ciśnienia i próżni. Co najważniejsze, był matematykiem, wniósł znaczący wkład w powstanie dwóch nowych działów wiedzy matematycznej: zanim skończył dwadzieścia lat, już napisał ważną pracę z geometrii, a potem zainicjował badania nad rachunkiem prawdopodobieństwa. Czy więc mamy rację zajmując się nim tutaj?

Owszem, o ile zainspiruje nas raczej jego doświadczenie duchowe, które znalazło nieoczekiwaną kulminację w mistycznym przeżyciu z roku 1654. Po tym wewnętrznym doświadczeniu Pascal porzucił działalność w dziedzinie nauk ścisłych i oddał się filozofii i teologii, w tych dziedzinach pisał i tworzył. Powstały wtedy najbardziej znane jego dzieła: Prowincjałki (Lettres provinciales) z 1657 r. i wydane pośmiertnie dopiero w roku 1670 Myśli (Pensées). Czy wydarzenie z 1654 r. zasługuje na miano chrztu w Duchu Świętym?

2.1. Noc ognia
Po śmierci Pascala znaleziono w kieszeni jego ubrania niezwykłą notatkę, którą osiem lat wcześniej własnoręcznie spisał w pamiętną noc nawiedzenia przez Boży ogień, a potem – również własnoręcznie – skopiował. Ale zanim przejdziemy do samego opisu, zajrzymy do pewnego komentarza – do późniejszej notatki Pascala ze zbioru Preuves par discours. Czytamy tam:

„Bóg chrześcijan to nie tylko Bóg geometrycznych prawd i porządku elementów świata: tę część zachowują poganie i epikurejczycy”.

To nie tylko Bóg działający w życiu przez Opatrzność i przez obdarzanie ludzi dobrem, aby dać szczęśliwe lata tym, którzy oddają Mu cześć: to część Żydów:

„Ale Bóg Abrahama, Izaaka i Jakuba, Bóg chrześcijan,
to Bóg miłości i pocieszenia;
to Bóg, który napełnia duszę i serce tych, którzy są Jego własnością;
to Bóg, który pozwala im odczuć wewnętrznie
ich nędzę i Jego nieskończone miłosierdzie;
który jednoczy się z głębią ich duszy [au fond de leur âme];
który ją napełnia pokorą, radością, ufnością, miłością;
który sprawia, że nie mogą dążyć do niczego innego, jak tylko On sam”[6].

Przygotowani tym tekstem zajrzyjmy już bezpośrednio do „reportażu z wylania Ducha Świętego” w wersji polskiej i we francuskim oryginale. †
W roku łaski 1654.

W poniedziałek 23 listopada, dzień świętego Klemensa, papieża i męczennika oraz innych z martyrologium.
W wigilię św. Chryzogona, Męczennika i innych.

Od około wpół do jedenastej wieczorem do pół godziny po północy. —————OGIEŃ————–

Bóg Abrahama, Bóg Izaaka, Bóg Jakuba (Wj 3, 6),
nie filozofów i uczonych.
Pewność, pewność, odczucie, radość, pokój.
Bóg Jezusa Chrystusa.
Deum meum et Deum vestrum (J 20, 17)
Twój Bóg będzie moim Bogiem (Rt 1, 16)
Zapomnienie o świecie i wszystkim poza Bogiem.
Nie znajdziesz Go poza drogami nauczanymi w Ewangelii.
Wielkość ludzkiej duszy.

„Ojcze sprawiedliwy! Świat Ciebie nie poznał, lecz ja Ciebie poznałem” (J 17, 25)
Radość, radość, radość, łzy radości.

Oddzieliłem się od Niego. ——————————-

Dereliquerunt me fontem aquae vivae (Jr 2, 13).
„Boże mój, czy o mnie zapomnisz?” (Mt 27, 46; por. Ps 22, 2).

Obym nie został oddzielony od Niego na wieki.
————————-
„A to jest życie wieczne: aby znali Ciebie, jedynego prawdziwego Boga, oraz Tego, którego posłałeś, J-C” (J17, 3)
Jezus Chrystus
Jezus Chrystus
Opuściłem go, zaparłem się, ukrzyżowałem
Oddzieliłem się od Niego, ——————————
Obym nigdy nie był od Niego oddzielony!———-

Posiadamy Go tylko na drogach nauczanych w Ewangelii.

Wyrzeczenie się, zupełne i słodkie.

[dodatek na kopii na pergaminie:]

Pełne poddanie Jezusowi Chrystusowi i mojemu przewodnikowi.
Wiecznie w radości za jeden dzień ćwiczeń na ziemi.
Non obliviscar sermones tuos (Ps 119, 16). Amen.   †
L’an de grâce 1654.

Lundi 23 novembre, jour de saint Clément pape et martyr et autres au martyrologe.
Veille de saint Chrysogone martyr et autres.

Depuis environ dix heures et demi du soir jusques environ minuit et demi. —————FEU————–

Dieu d’Abraham, Dieu d’Isaac, Dieu de Jacob,
non des philosophes et des savants.
Certitude, certitude, sentiment, joie, paix.
Dieu de Jésus-Christ.
Deum meum et Deum vestrum.
Ton Dieu sera mon Dieu.
Oubli du monde et de tout hormis Dieu.
Il ne se trouve que par les voies enseignées dans l’Évangile.
Grandeur de l’âme humaine.

Père juste, le monde ne t’a point connu, mais je t’ai connu.
Joie, joie, joie, pleurs de joie.

Je m’en suis séparé. ——————————————————

Dereliquerunt me fontem aquae vivae.
Mon Dieu, me quitterez‑vous ——————————————-

que je n’en sois pas séparé éternellement.
———————————————————————
Cette est la vie éternelle, qu’ils te connaissent seul vrai Dieu et celui que tu as envoyé J.-C.
Jésus-Christ. 
Jésus-Christ. 
je l’ai fui, renoncé, crucifié
Je m’en suis séparé, —————————————————-
Que je n’en sois jamais séparé ! ————————————-

Il ne se conserve que par les voies enseignées dans l’Évangile.

Renonciation totale et douce.

Etc.

Soumission totale à Jésus-Christ et à mon directeur.
Éternellement en joie pour un jour d’exercice sur la terre.
Non obliviscar sermones tuos. Amen.

Dwie godziny listopadowego wieczoru stało się doświadczeniem Bożego ognia: to kluczowe wydarzenie duchowe w życiu wiary Pascala. Do końca życia nosił przy sobie notatkę o tym wydarzeniu. Było ono nieprzewidywalne, niezaplanowane; było zaskakującym, czystym darem łaski przemieniającej serce chrześcijanina-intelektualisty w serce chrześcijanina pełnego danej mu z góry miłości. Bóg przyszedł w postaci płomieni ognia, „Bóg Abrahama, Izaaka i Jakuba, a nie filozofów i uczonych”.

Pośród wspomnianych tu uczonych z całą pewnością znajduje się sam Pascal z poprzedniego okresu swego życia. Ciekawe, że skonfrontował religijną postawę charakterystyczną dla intelektualistów najpierw z patriarchami Starego Testamentu mówiąc o spotkaniu z „Bogiem Abrahama, Izaaka i Jakuba”. Potem zaś, na drugim miejscu, przeszedł do wyrażenia „Bóg Jezusa Chrystusa”.

Idąc tropem nakreślonym przez tego wielkiego chrześcijanina sprzed czterech wieków, zajrzymy nieco później do Starego Testamentu, aby odnaleźć prorocze zapowiedzi Bożego Ognia zstępującego z nieba w sposób zaskakująco analogiczny do nowotestamentowego chrztu w Duchu Świętym. Potem zapytamy wybranych świadków wiary w „Boga Jezusa Chrystusa” na przestrzeni wieków, czy mogą podzielić się analogicznym doświadczeniem.

Musimy jednak dobrze wiedzieć, o co pytamy. Dlatego zanim zanurzymy się w świecie fascynujących świadectw mocy Ducha, musimy uzbroić się w cierpliwość, aby sformułować dokładniej, czego będziemy w tych wyznaniach szukać.

2.2. W poszukiwaniu definicji

a. „Podwójny sakrament” chrztu i bierzmowania: ale czy tylko?
Pierwszym etapem odpowiedzi będzie poszukiwanie jakiejś definicji. Musimy wiedzieć, czego szukamy w świadectwach historii, jako że terminologia opisująca działanie Ducha Świętego bywała w historii bardzo różnorodna.

Na pytanie o kontynuację chrztu w Duchu Świętym tradycyjnie odpowiadano wskazując na dwa sakramenty: chrzest i bierzmowanie. Jest to odpowiedź dobra, ale czy wyczerpująca? Chrzest w Duchu Świętym na pewno jest kontynuowany w tych dwóch sakramentach udzielania Ducha Świętego. Takiej odpowiedzi udziela samo Pismo św.: „Nawróćcie się […] i niech każdy z was ochrzci się w imię Jezusa Chrystusa na odpuszczenie grzechów waszych, a otrzymacie w darze Ducha Świętego” (Dz 2, 38; por. KKK 1226). Bierzmowanie, dziś w tradycji zachodniej oddzielone w czasie od chrztu, stanowiło początkowo wraz z chrztem jeden liturgiczny obrzęd, „podwójny sakrament” (św. Cyprian, por. KKK 1290). Ten sakramentalny wymiar chrztu w Duchu Świętym bywał omawiany przez całe pokolenia znamienitych dogmatyków w doskonałych podręcznikach, nie ma więc potrzeby, aby zajmować się tutaj tym aspektem nauki Kościoła[7].

Chrzest w Duchu Świętym może być również przeżyciem wykraczającym poza sam moment udzielania sakramentów chrześcijańskiego wtajemniczenia. Wskazują na to fragmenty Dziejów Apostolskich:

– doświadczenie chrztu w Duchu Świętym nastąpiło przed sakramentem chrztu (Dz 10, 44-48);
– to samo doświadczenie może się wydarzyć już po chrzcie (Dz 19, 5-7);
– może też nie mieć wyraźnie ustalonego związku z momentem udzielenia chrztu (Dz 2, 1-4).

Istnieje więc przeżyciowy aspekt pozasakramentalny chrztu w Duchu Świętym. Skoro w duchowej Komunii Świętej chrześcijanin spotyka Chrystusa poza czasem Komunii sakramentalnej, zatem może też istnieć – przez analogię – spotkanie z Duchem Świętym w jakimś rodzaju „duchowego bierzmowania”.

b. Missio invisibilis: niewidzialne posłanie Ducha w serca wierzących
Potrzebne jest nam więc teologiczne określenie tego, co mamy na myśli, mówiąc o chrzcie w Duchu Świętym w sensie szerszym, a więc poza momentem bezpośredniego udzielania sakramentu chrztu i bierzmowania. Takie określenie znajdziemy w średniowiecznej teologii scholastycznej, która posługiwała się pojęciem „missio invisibilis”. Oznacza ono „niewidzialną misję” Ducha Świętego. Termin „niewidzialna” miało odróżnić przyjście Bożego Ducha do serca chrześcijanina na mocy aktualnej (tu i teraz) łaski Bożej od misji „widzialnej”, którą rozumiano wieloaspektowo.

Najpierw mówiono więc o widzialnych „misjach” (czy „posłaniach”) Osób Bożych:

– Wcielenie Syna Bożego w Jezusie z Nazaretu;
– zstępowanie Ducha Świętego:
∘ „w postaci cielesnej jakby gołębicy” (Łk 3, 22);
∘ pod postacią płomieni ognia (Dz 2, 3);
∘ lub tchnienia (J 20, 22).

W jeszcze innym sensie „widzialne” działanie łaski Bożej dotyczy sakramentów, gdyż obok niewidzialnej łaski jest w nich obecny widzialny gest człowieka i widzialna materia (np. woda chrztu).

Niewidzialna jest natomiast ta misja Ducha Świętego, którą Pismo Święte nazywa „posłaniem” („Bóg wysłał do serc naszych Ducha Syna swego” – Ga 4, 6) albo „darowaniem” („udziela wam Ducha” – Ga 3, 5). Jest to bezpośrednie posłanie Ducha Świętego do serc wierzących. Zobaczmy, jak powyższe rozróżnienie funkcjonuje w teologicznych poglądach dwóch wybitnych myślicieli średniowiecza, a mianowicie Piotra Lombarda i św. Tomasza z Akwinu.

Piotr Lombard († 1160)
Piotr Lombard jest o tyle ważnym świadkiem wiary Kościoła, że napisane przez niego dzieło – Księga Sentencji – było sztandarowym podręcznikiem teologii dla wielu pokoleń średniowiecznych pasterzy Kościoła, w tym także dla św. Tomasza z Akwinu. Znajdujemy tam wzmiankę o różnych sposobach przychodzenia Ducha Świętego do chrześcijanina:

„Duch posyłany jest jednym widzialnie, innym niewidzialnie […] dawany co dzień niewidzialnie [datur quotidie invisibiliter], wnikając w dusze wiernych”[8].

Widzialne posłania przejawiały się pod postacią gołębicy, szumu lub języków ognia, a nazywane są „zesłaniem Ducha Świętego [missio Spiritus Sancti]”. Widzialny znak oznaczał „duchowe i niewidzialne wlanie Ducha Świętego [spiritualis et invisibilis Spiritus Sancti infusio]”. Inne określenia tego samego to „duchowe i wewnętrzne posłanie – lub darowanie – Ducha Świętego”[9].

Piotr Lombard zatrzymuje się nieco dłużej nad tym duchowym darem, w którym „Duch Święty jest niewidzialnie posyłany do serc wiernych [invisibiliter mittitur in corda fidelium]”.

Najpierw przypomina, że skoro „Duch Święty jest miłością Ojca i Syna, którą miłują siebie nawzajem i nas”, to także jest tą „miłością, którą miłujemy Boga i bliźniego”[10]. Dlatego dar, którym jest Duch Święty, „czyni człowieka miłośnikiem Boga i bliźniego”. Owszem, dodawane są i inne dary [munera], które dziś zapewne nazwalibyśmy charyzmatami, ale „bez miłości nic nie pomagają”.

Średniowieczny teolog przypomina też naukę św. Augustyna, wcześniejszą o kilka wieków, który mówił, że dar Ducha „dawany jest temu, kto nie ma, aby miał [non habenti ut habeat], i temu, kto ma, aby pełniej miał [habenti ut plenius habeat]”[11]. Do św. Augustyna wrócimy nieco później.

Święty Tomasz z Akwinu († 1274)
Święty Tomasz nie wnosi wprawdzie nowych elementów do nauczania Piotra Lombarda, ale powtarzając je, pieczętuje swoim znacznie większym autorytetem – świętego i doktora Kościoła.

Przypomina, że mówiąc o niewidzialnym posyłaniu Ducha [missio invisibilis], nie mamy na myśli sakramentów, jako że te są widzialnym znakiem Ducha [visibilis missio]. Niewidzialne posłanie Ducha skierowane jest wprost do serca wierzącego człowieka i jest autentycznie nowym darem[12].

Akwinata pisze podobnie w swoim najsłynniejszym dziele – w Sumie teologicznej. Sakramentów Kościoła nie uważa on za niewidzialną misję Ducha. Od strony pozytywnej zaś wskazuje, że o missio invisibilis mówimy wtedy, kiedy spełnione są dwa warunki: w człowieku mieszka już łaska Boża [„inhabitatio gratiae”] oraz udzielany jest nowy dar [dosłownie „odnowienie przez łaskę – innovatio per gratami”][13].

Aż chciałoby się powiedzieć, że ten drugi warunek (innovatio) można przybliżyć dzięki współczesnej terminologii: „kiedy następuje odnowa w Duchu Świętym”. * * *

Znając teraz teologiczną terminologię, opisującą już przedmiot naszego zainteresowania (niewidzialne posłanie Ducha – missio invisibilisM), możemy zacząć poszukiwania sposobów rozumienia kontynuacji chrztu w Duchu Świętym w Tradycji Kościoła. A skoro Pascal odesłał nas najpierw do Starego Testamentu („Bóg Izaaka, Bóg Abrahama i Bóg Jakuba…”), to tam właśnie skierujemy najpierw nasze spojrzenie.

Przypisy

[6] B. Pascal, Preuves par discours IV (Laf. 449, Sel. 690); tekst dostępny on line, zob. Bibliografia.
[7] Por. W. Granat, Dogmatyka katolicka, t. VII: Sakramenty święte: chrzest, bierzmowanie, pokuta, Lublin 1966. W części zatytułowanej: Pismo św. Nowego Testamentu o sakramencie bierzmowania, wydarzenie zstąpienia Ducha Świętego w Wieczerniku ukazane zostało jako istotny element drogi prowadzącej do sakramentu bierzmowania w Kościele.
[8] Magistri Petri Lombardi, Sententiae in IV Libris Distinctae, XVI, q. I, a. 2 (Cztery Księgi Sentencji, tłum. bp J. Wojtkowski, Olsztyn 2013).
[9] Tamże, XVI, q. I, a. 2.
[10] Tamże, XVII, q. I, a. 2.
[11] Tamże, XVII, q. IV, a. 3 i q. V, a. 2.
[12] Sancti Thomae de Aquino, Lectura Romana in primum Sententiarum Petri Lombardi, XVI, q.1 a. 4 oraz q. 2 a. 3.
[13] S.Th. I, q. 43, a. 6.

Rozdział 3
BÓG ABRAHAMA, IZAAKA I JAKUBA:
CHRZEST W DUCHU ŚWIĘTYM W STARYM TESTAMENCIE?

Od kiedy pojawił się w Kościele katolickim ruch Odnowy w Duchu Świętym, wiele napisano już o starotestamentowych zapowiedziach chrztu w Duchu Świętym spełnionych w Nowym Testamencie. Zwykle sięga się przy tej okazji po następujące fragmenty, traktując je jako biblijne obietnice i wydarzenia figuratywne:

„Wyleję potem Ducha mego na wszelkie ciało, 
a synowie wasi i córki wasze prorokować będą, 
starcy wasi będą śnili, a młodzieńcy wasi będą mieli widzenia.
Nawet na niewolników i niewolnice wyleję Ducha mego w owych dniach” (Jl 3, 1-2).

„Pan zstąpił w obłoku i mówił z [Mojżeszem]. Wziął z ducha, który był w nim, i przekazał go owym siedemdziesięciu starszym. A gdy spoczął na nich duch, wpadli w uniesienie prorockie […] Mojżesz odparł: ‚[…] Oby tak cały lud Pana prorokował, oby mu dał Pan swego ducha!'” (Lb 11, 25. 29).

„Gdy tylko [Saul] odwrócił się i miał odejść od Samuela, Bóg zmienił jego serce na inne i w tym dniu spełniły się wszystkie owe znaki. Skoro przybyli stamtąd do Gibea, spotkał się z gromadą proroków i opanował go duch Boży. Prorokował też wśród nich” (1 Sm 10, 9-10).

„Wziął więc Samuel róg z oliwą i namaścił go pośrodku jego braci. Począwszy od tego dnia duch Pański opanował Dawida” (1 Sm 16, 13).

„Rzekł Pan do Mojżesza: ‚Oto wybrałem Besaleela, syna Uriego, syna Chura z pokolenia Judy. I napełniłem go duchem Bożym, mądrością i rozumem, i umiejętnością wykonywania wszelkiego rodzaju prac'” (Wj 31, 2-3).

„Takie będzie przymierze, 
jakie zawrę z domem Izraela 
po tych dniach – wyrocznia Pana: 
Umieszczę swe prawo w głębi ich jestestwa 
i wypiszę na ich sercu” (Jr 31, 33)[14].

Fragment z Księgi Joela nie wymaga wyjaśnień: jest cytowany przez samego Apostoła Piotra jako prorocza zapowiedź wydarzenia z Wieczernika. W Księdze Liczb czytamy o „uniesieniu prorockim”, w które wpadli starsi Izraela, co wywołuje zrozumiałe skojarzenie z „prorokowaniem” znanym nam z Dziejów Apostolskich. Księga Samuela zawiera z kolei wzmiankę o Samuelu, którego „opanował duch Boży” i dlatego „prorokował”. Podobnie „duch Pański opanował Dawida”. Księga Wyjścia relacjonuje skutki „napełnienia duchem Bożym” Besaleela, syna Uriego, a Księga Jeremiasza zapowiada nowe przymierze wypisane wprost na sercu wierzącego.

Wydaje się jednak, że do tej pory rzadziej zwracano uwagę na inny rodzaj tekstów, które przekazują doświadczenie napełnienia Bożym Duchem. Powodem jest zapewne terminologia: z oczywistych względów w Starym Testamencie raczej znajdziemy niewiele odniesień wprost do Ducha Świętego. Jednak dokładniejsza lektura pewnych tekstów pokaże nam daleko idące analogie między doświadczeniem starotestamentowych patriarchów i proroków a nowotestamentowym doświadczeniem Kościoła. W ten sposób odsłoni się nam jedno ze znaczeń ukrytych w słowach Pascala o „Bogu Abrahama, Izaaka i Jakuba”.

3.1. Trzej patriarchowie
Kulminacyjne doświadczenia spotkania z Bogiem w życiu trzech wielkich patriarchów Starego Testamentu – Abrahama, Izaaka i Jakuba – można streścić w trzech hasłach: ogień, woda, dar z góry:

– Bóg przychodzi do Abrahama w płomieniach (1),
– moc Boża objawia się wobec Izaaka w znaku źródła wody (2),
– chwała Boża zstępuje wobec Jakuba wprost z otwartego nieba (3).

Zauważmy, że są to trzy znaki charakterystyczne dla późniejszego nowotestamentowego wylania Ducha Świętego. Można więc uważać objawienie się „Boga Abrahama, Izaaka i Jakuba” za proroczą zapowiedź takiego udzielania się ludziom Boga, które zrealizuje się w pełni w Kościele Nowego Testamentu w postaci chrztu w Duchu Świętym.

a. Abraham: Boży ogień
Pierwszym naszym przykładem będzie jedna z kilku scen zawarcia przymierza pomiędzy Bogiem a Abrahamem.

„Gdy słońce chyliło się ku zachodowi, Abram zapadł w głęboki sen i opanowało go uczucie lęku, jak gdyby ogarnęła go wielka ciemność […]. A kiedy słońce zaszło i nastał mrok nieprzenikniony, ukazał się dym jakby wydobywający się z pieca i ogień niby gorejąca pochodnia i przesunęły się między tymi połowami zwierząt. […]
Wtedy to właśnie Pan zawarł przymierze z Abramem, mówiąc: ‚Potomstwu twemu daję ten kraj, od Rzeki Egipskiej aż do rzeki wielkiej, rzeki Eufrat'” (Rdz 15, 12. 17-18).

„Bóg jawi się pierwszemu patriarsze w postaci płonącej pochodni, żywo przywodzącej na myśl „języki ognia” znane nam z Dziejów Apostolskich” (Dz 2, 3).

b. Izaak: Boży dar źródła wody żywej
Drugi przykład zaczerpnięty jest z życia Izaaka, syna Abrahama i dziedzica jego obietnic. Także i tu scenerią jest zawarcie przymierza Boga z patriarchą Izraela:

„Izaak wyruszył do Beer-Szeby. I zaraz pierwszej nocy ukazał mu się Pan i rzekł: ‚Ja jestem Bogiem twego ojca, Abrahama. 
Nie lękaj się, bo Ja będę z tobą. 
I będę ci błogosławił, rozmnażając twoje potomstwo 
przez wzgląd na Abrahama, który Mi służył’. 
Izaak zbudował więc tam ołtarz i wzywał imienia Pana. Rozbił też tam swój namiot, a słudzy Izaaka wykopali tam studnię” (Rdz 26, 23-25).

Pojawienie się studni w opisie przymierza Boga z Izaakiem może się nam wydać mało istotnym detalem. Jednak dokładniejsza lektura Biblii pokaże nam kluczową rolę tego szczegółu. Najpierw wrodzy wobec tego patriarchy Izraela Filistyni „zasypali ziemią wszystkie studnie” (Rdz 26, 15). Wtedy Izaak zaczął je oczyszczać (w. 18). Potem jego ludzie znaleźli obfitszy dar: „słudzy Izaaka […] natrafili na bijące źródło” (w. 19), a więc – mówiąc językiem Nowego Testamentu – na „źródło wody żywej”. W dalszym ciągu czytamy, że „wykopali inną studnię” i „jeszcze inną studnię” (w. 21 i 22). Kiedy wreszcie Bóg zawarł z Izaakiem przymierze i udzielił mu obietnicy, wtedy jeszcze raz pojawia się wzmianka: „słudzy Izaaka wykopali studnię” – w miejscu, gdzie przemówił do niego Bóg i gdzie stanął ołtarz Pana.

Było to tak ważne, że po zawarciu przymierza z Abimelekiem czytamy znowu: „tego dnia słudzy Izaaka przynieśli mu wiadomość o studni”, a on „nazwał tę studnię Szibea” (w. 32).

Studnia – znak życiodajnego błogosławieństwa Bożego – znana nam jest także z Nowego Testamentu. Zauważmy, że miejsce przy studni syna Izaaka, Jakuba (nie wspomnianej nigdzie w Starym Testamencie) staje się scenerią obietnicy Jezusa dla Samarytanki: „Kto zaś będzie pił wodę, którą Ja mu dam, nie będzie pragnął na wieki, lecz woda, którą Ja mu dam, stanie się w nim źródłem wody wytryskającej ku życiu wiecznemu” (J 4, 14), co w Ewangelii Jana łączy się z następnym tekstem:

„Jezus stojąc zawołał donośnym głosem: „Jeśli ktoś jest spragniony, a wierzy we Mnie – niech przyjdzie do Mnie i pije! Jak rzekło Pismo: Strumienie wody żywej popłyną z jego wnętrza”. A powiedział to o Duchu, którego mieli otrzymać wierzący w Niego” (J 7, 37-39).

c. Jakub: chwała zstępująca z otwartego nieba
Studnia tak dobitnie wspomniana w opisie życia Izaaka dała początek nazwie miasta Beer-Szeba (Rdz 26, 33). To samo miejsce stało się dla trzeciego z wielkich patriarchów Izraela scenerią kolejnej wielkiej przygody z Bogiem.

„Kiedy Jakub wyszedłszy z Beer-Szeby wędrował do Charanu, trafił na jakieś miejsce i tam się zatrzymał na nocleg, gdy słońce już zaszło. Wziął więc z tego miejsca kamień i podłożył go sobie pod głowę, układając się do snu na tym właśnie miejscu. We śnie ujrzał drabinę opartą na ziemi, sięgającą swym wierzchołkiem nieba, oraz aniołów Bożych, którzy wchodzili w górę i schodzili na dół. A oto Pan stał na jej szczycie i mówił: ‚Ja jestem Pan, Bóg Abrahama i Bóg Izaaka. Ziemię, na której leżysz, oddaję tobie i twemu potomstwu. A potomstwo twe będzie tak liczne jak proch ziemi'” (Rdz 28, 10-14).

Podsumujmy: „Bóg Abrahama, Bóg Izaaka i Bóg Jakuba” okazuje się tym, który przychodzi w niezaplanowanym, nieoczekiwanym i zaskakującym darze swojej obecności. U początków Starego Testamentu znak tego daru może przybrać postać ognia, wody albo otwartego nieba. Są to trzy elementy, które odnajdujemy połączone w późniejszym wylaniu Ducha Świętego w Nowym Testamencie, zwłaszcza przy zapowiedzi wygłoszonej przez Jana Chrzciciela we wszystkich czterech Ewangeliach. Jezus, wychodząc z wody, widzi niebo otwarte i gołębicę zstępującą z otwartego nieba. W Dziejach Apostolskich znak gołębicy zostanie zastąpiony przez znak płomieni ognia.

3.2. Prorocy Izraela ochrzczeni Duchem Świętym?
Niezwykłe przeżycie „Ognia Pascala” zostało przez niego zinterpretowane jako spotkanie z „Bogiem Abrahama, Bogiem Izaaka i Bogiem Jakuba”. Punktem wyjścia stało się więc dla nas odnalezienie w życiu tych trzech patriarchów Izraela doświadczeń podobnych do nowotestamentowego chrztu w Duchu Świętym. Ale czy koniecznie ma to stać się od razu punktem finalnym naszych poszukiwań w Starym Testamencie?

Okazuje się, że analogiczne podobieństwa wobec świadectw Nowego Testamentu możemy odnaleźć w dalszej historii Izraela, zwłaszcza w życiu wielkich proroków, przy czym elementów wspólnych ze sceną Pięćdziesiątnicy z drugiego rozdziału Dziejów odkrywamy tu stopniowo znacznie więcej.

a. Ognisty krzew Mojżesza: objawienie i powołanie
Zacznijmy od kolejnej fundamentalnej dla wiary Izraela postaci, czyli od Mojżesza. Czy był on prorokiem? Według terminologii starego Izraela jak najbardziej, był nawet największym z proroków. Świadectwo Biblii jest tu jednoznaczne: „Nie powstał więcej w Izraelu prorok podobny do Mojżesza, który by poznał Pana twarzą w twarz, ani [równy] we wszystkich znakach i cudach” (Pwt 34, 10-11). Dlatego jest dla nas sprawą pierwszorzędnej wagi fakt, że w powołaniu Mojżesza odkrywamy przedziwny prawzór chrztu w Duchu Świętym. Bóg objawił mu się w ogniu. Przyjrzyjmy się tej scenie w siedmiu kolejnych odsłonach. Za każdym razem będziemy szukać podobieństw między Mojżeszem-pasterzem a nowym pasterzem owiec Pańskich, Piotrem. W ten sposób ukażą się nam podobieństwa między ogniem Bożym na Synaju (Wj 3) i ogniem Pana na Syjonie (Dz 2):

(1)
„Gdy Mojżesz pasał owce swego teścia, Jetry, kapłana Madianitów, zaprowadził [pewnego razu] owce w głąb pustyni i przyszedł do góry Bożej Horeb” (Wj 3, 1). 

Scena ta znajdzie wiele analogii z zstąpieniem Ducha Świętego w Wieczerniku. Także Piotr został już wcześniej pasterzem i pasł „nie-swoje” owce – gdyż były to owce Jezusa (por. „paś owce moje” – mówi mu Pan Jezus, J 21, 17). Apostoł zaprowadził te „owce” (120 osób tworzących pierwotny Kościół) na „pustynię oczekiwania” do „góry” Wieczernika (do „izby na górze” – Dz 1, 13).

(2)
„Wtedy ukazał mu się Anioł Pański w płomieniu ognia, ze środka krzewu. [Mojżesz] widział, jak krzew płonął ogniem, a nie spłonął od niego” (Wj 3, 2). 

Znakiem dla Mojżesza stały się płomienie ognia. Ogień miał jednak od razu charakter nadprzyrodzonego znaku, gdyż jego natura była zupełnie inna od znanej każdemu człowiekowi z codziennego doświadczenia. Możemy powiedzieć, że chociaż nie spalał krzewu, to rozpalał serce.

Po wiekach również uczniom Jezusa ukazał się posłany od Boga Duch Święty w płomieniach ognia. Ogień ten nie spalił ich, ale rozpalił wewnętrznie.

(3)
„Wtedy Mojżesz powiedział do siebie: ‚Podejdę, żeby się przyjrzeć temu niezwykłemu zjawisku. Dlaczego krzew się nie spala?'” (Wj 3, 3).

Mojżesz początkowo nie rozpoznaje wprost Bożej obecności, przeczuwa jednak fenomen przekraczający codzienność. To, co widzi, jest dla niego niezwykłe. Tekst Septuaginty używa nawet określenia „zjawisko wielkie” [μέγα].

Świadkowie wydarzenia dnia Pięćdziesiątnicy również podeszli, aby przyjrzeć się niezwykłym zjawiskom. Po tym, jak usłyszeli szum z nieba, zobaczyli i usłyszeli uczniów „głoszących wielkie dzieła Boże [μεγαλεῖα]”.

(4)
„Gdy zaś Pan ujrzał, że [Mojżesz] podchodził, żeby się przyjrzeć, zawołał [Bóg do] niego ze środka krzewu: ‚Mojżeszu, Mojżeszu!’. On zaś odpowiedział: ‚Oto jestem'” (Wj 3, 4). 

Samo zjawisko, jakkolwiek niezwykłe, było tylko zapowiedzią czegoś większego, co miało dopiero nastąpić. Celem przywołania Mojżesza i skupienia jego uwagi było słowo bezpośrednio do niego skierowane. Został wezwany po imieniu.

Podobnie, kiedy w dzień Pięćdziesiątnicy Bóg ujrzał zbiegających się świadków wylania Ducha, „zawołał do nich” słowami katechezy Apostoła Piotra: „Mężowie Judejczycy i wszyscy mieszkańcy Jerozolimy, przyjmijcie do wiadomości i posłuchajcie uważnie mych słów” (Dz 2, 14).

(5)
„Rzekł [Bóg do Mojżesza]: ‚Nie zbliżaj się tu! Zdejm sandały z nóg, gdyż miejsce, na którym stoisz, jest ziemią świętą'” (Wj 3, 5). 

Świętość miejsca została tu wyznaczona nie przez rytualny obrys świątynnej budowli, ale przez suwerenne objawienie obecności i mocy Boga. Gdzie Bóg przemawia, tam jest miejsce święte.

Podobną dynamikę odkrywamy w narracji Dziejów Apostolskich. Chociaż Świątynia jerozolimska w tamtym czasie była architektonicznie najokazalszą w całej swojej historii, to jednak Bóg wybiera sobie nowe, zupełnie niepozorne miejsce święte. Jest nim oddalony zaledwie o kilometr Syjon górnego miasta Jerozolimy, ze swoim skromnym Wieczernikiem. Wspólnota, w którą zstąpił płomień Ducha, staje się więc nową świątynią – nowym „miejscem świętym”. Więcej dowiemy się o nim z następnych tekstów Nowego Testamentu: „Niby żywe kamienie, jesteście budowani jako duchowa świątynia, by stanowić święte kapłaństwo, dla składania duchowych ofiar” (1 P 2, 5); „Jesteście świątynią Boga i Duch Boży mieszka w was” (1 Kor 3, 16-17). Tam, gdzie stoi wspólnota napełniona Duchem Świętym, jest miejsce święte.

(6)
„Powiedział jeszcze Pan: ‚Jestem Bogiem ojca twego, Bogiem Abrahama, Bogiem Izaaka i Bogiem Jakuba’. Mojżesz zasłonił twarz, bał się bowiem zwrócić oczy na Boga” (Wj 3, 6). 

Znajdujemy tutaj określenie Boga, jako Tego, którego wyznawali trzej patriarchowie Izraela. Znaczenie tego określenia jest podwójne. Najpierw przywołuje ono osobiste spotkania patriarchów z Bogiem: podobnego spotkania doświadcza teraz Mojżesz. Potem zaś nawiązuje do danej patriarchom obietnicy, która teraz zacznie się spełniać. Do tego właśnie nawiązał Pascal w swoim wspomnieniu Nocy Ognia.

Apostołowie tak samo zrozumieli skutek wylania na nich mocy Bożej w chrzcie Duchem i ogniem, jako wypełnienie zapowiedzi danych patriarchom i ojcom Izraela: „My właśnie głosimy wam Dobrą Nowinę o obietnicy danej ojcom: że Bóg spełnił ją wobec nas jako ich dzieci” (Dz 13, 32-33).

(7)
„Pan mówił:
‚Dosyć napatrzyłem się na udrękę ludu mego w Egipcie i nasłuchałem się narzekań jego na ciemięzców, znam więc jego uciemiężenie […]. Idź przeto teraz, oto posyłam cię do faraona, i wyprowadź mój lud, Izraelitów, z Egiptu'” (Wj 3, 7-10).

Mojżesz otrzymuje misję wyprowadzenia (w sensie fizycznym) Izraela z niewoli egipskiej. Po wiekach skutkiem chrztu w Duchu Świętym w dniu Pięćdziesiątnicy będzie ogłoszenie przez Apostołów nowego Wyjścia ku nowej Ziemi Obiecanej. „Ratujcie się spośród tego przewrotnego pokolenia” (Dz 2, 40). „Każdy, kto uwierzy, jest przez Niego usprawiedliwiony ze wszystkich [grzechów], z których nie mogliście zostać usprawiedliwieni w Prawie Mojżeszowym” (Dz 13, 39).

Mając na względzie powyższe analogie, widzimy, jak bardzo doświadczenie Mojżesza z ognistym krzewem stanowi zapowiedź i wręcz figurę wydarzeń przyszłych, które znajdą swoją realizację w dniu Pięćdziesiątnicy.

b. Żar serafinów Izajasza: objawienie i misja
Przechodzimy do następnego opisu spotkania proroka Starego Testamentu twarzą w twarz z chwałą Bożą. Tym razem będzie to dotyczyć proroka Izajasza. Podobnie jak poprzednio, przytoczymy odpowiedni tekst w kilku odsłonach, aby na bieżąco odnotować zdumiewające zapowiedzi wydarzeń, mających nastąpić po wiekach w Wieczerniku.

(1)
„W roku śmierci króla Ozjasza ujrzałem Pana siedzącego na wysokim i wyniosłym tronie, a tren Jego szaty wypełniał świątynię. Serafiny stały ponad Nim; każdy z nich miał po sześć skrzydeł; dwoma zakrywał swą twarz, dwoma okrywał swoje nogi, a dwoma latał” (Iz 6, 1). 

Mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka, że nie ma tu specjalnych analogii z późniejszym apostolskim doświadczeniem ognistych płomieni. Tajemnica kryje się jednak w słowie „serafin”. Użyte tu imię aniołów

[hebr. „saraf”]

zwykle łączone jest z czasownikiem „lehisaref”. A słowo to oznacza „płonąć”. W ten sposób „serafin” może znaczyć „płomienny”, a przywodzi na myśl istoty widoczne jako ogień.

„Tren szaty” Bożej to chwała samego Boga, obecna na ziemi w Świątyni jerozolimskiej. Chwale tej towarzyszą płomienni wysłańcy, serafini. Osobowy płomień jest zwiastunem i sygnałem przenikającej chwały Pańskiej. Objawi się ona także w postaci osobowego płomienia Ducha Świętego w Wieczerniku.

(2)
„I wołał jeden do drugiego: 
‚Święty, Święty, Święty jest Pan Zastępów. 
Cała ziemia pełna jest Jego chwały'” (Iz 6, 3).

Tam, gdzie pojawia się płomień Pański (serafiny), towarzyszy mu chwalebny głos uwielbienia. Boża chwała nie wzywa do statycznej medytacji, ale do dynamicznego wielbienia. Nie inaczej stało się w scenie Nowego Testamentu: „słyszymy ich głoszących w naszych językach wielkie dzieła Boże” (Dz 2, 11).

(3)
„Od głosu tego, który wołał, zadrgały futryny drzwi, a świątynia napełniła się dymem” (Iz 6, 4). 

Znaki teofanii przywodzą na myśl znane nam z Wieczernika Nowego Testamentu szum wichru i płomienie ognia (Dz 2, 2-3). Nie są to wprawdzie dokładnie te same znaki, ale są tej samej natury i niosą ze sobą teofaniczą obecność Boga w Duchu Świętym.

(4)
„I powiedziałem: 
‚Biada mi! Jestem zgubiony! 
Wszak jestem mężem o nieczystych wargach 
i mieszkam pośród ludu o nieczystych wargach, 
a oczy moje oglądały Króla, Pana Zastępów!’ 
Wówczas przyleciał do mnie jeden z serafinów,
trzymając w ręce węgiel, który kleszczami wziął z ołtarza” (Iz 6, 5-6). 

W tym momencie ogień obecny do tej pory tylko po stronie niebiańskiej, w serafinach, zostaje udzielony człowiekowi: skoro węgiel trzeba było wziąć kleszczami, jest to węgiel rozżarzony. Od tej chwili żar ognia nie tylko jawi się przed oczami proroka w postaci płomiennych wysłańców nieba (serafinów), ale także dotyka go i przenika do jego wnętrza.

(5)
„Dotknął nim ust moich i rzekł: 
‚Oto dotknęło to twoich warg: 
twoja wina jest zmazana, zgładzony twój grzech’. 
I usłyszałem głos Pana mówiącego: 
‚Kogo mam posłać? Kto by Nam poszedł?’ 
Odpowiedziałem: ‚Oto ja, poślij mnie!’ 
I rzekł [mi]: 
Idź i mów do tego ludu” (Iz 6, 7-9).

Bezpośrednim skutkiem udzielenia płomienia Pańskiego jest przyjęcie misji głoszenia słowa Bożego. Doświadczył tego prorok Izajasz. Treść słowa, które miał głosić ludowi, opisana jest w następujących wersetach, które kończą się zapowiedzią powstania „reszty Izraela” (por. Iz 6, 13), a więc tej „małej trzódki”, która naprawdę uwierzy. Po wiekach doświadczą tego Apostołowie: słowo wygłoszone po ich chrzcie Duchem i ogniem wyda owoc w postaci nowej reszty Izraela, Kościoła (Dz 2, 41).

c. Ogień w sercu Jeremiasza
Kolejny prorok Izraela, którym się zainteresujemy, to Jeremiasz. Także i on przeżył Boże nawiedzenie w postaci wewnętrznego ognia. Jego doświadczenie zaczyna się od chwili zwątpienia i rezygnacji.

(1)
„Powiedziałem sobie: Nie będę Go już wspominał 
ani mówił w Jego imię!” (Jr 20, 9) 

Punktem wyjścia jest uświadomienie sobie słabości i absolutnej niewystarczalności ludzkich sił wobec wielkich zadań misyjnych.

Jakże żywo przypomina nam to stan ducha Apostołów. Oni też w swojej przygodzie z Bogiem dotarli do chwili, w której „drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami” (J 20, 19). Owszem, stanowili wspólnotę, ale zamkniętą w sobie: „Weszli do sali na górze i przebywali w niej” (Dz 1, 13). Byli niezdolni do wyjścia, do głoszenia i do przemawiania w imię Jezusa.

(2)
„Ale wtedy zaczął trawić moje serce jakby ogień,
nurtujący w moim ciele. 
Czyniłem wysiłki, by go stłumić, 
lecz nie potrafiłem” (Jr 20, 9). 

Jeremiasz został zaskoczony nieprzewidywalnym nawiedzeniem Boga żywego. Jest to „jakby” ogień, podobnie jak było to w przypadku Mojżesza czy Izajasza. Ogień trawi serce, ale nie na sposób destrukcyjny, tylko ożywiający.

Jest to przejmująca zapowiedź objawienia się Apostołom w Wieczerniku języków „jakby” z ognia.

(3)
„Ale Pan jest przy mnie jako potężny mocarz; 
dlatego moi prześladowcy ustaną i nie zwyciężą” (Jr 20, 11). 

Skutkiem zstąpienia płomienia Pańskiego na Jeremiasza było doświadczenie mocy Bożej. Jego skargi nieoczekiwanie zmieniają się w proroczy hymn uwielbienia: „Śpiewajcie Panu, wysławiajcie Pana! Uratował bowiem życie ubogiego z ręki złoczyńców” (Jr 20, 13).

Czyż nie to samo po wiekach stało się udziałem apostolskiej wspólnoty? Zesłanie Ducha zmieniło ich w grono czcicieli „głoszących wielkie dzieła Boże” (Dz 2, 11). Pośród tych dzieł jedno jaśnieje najbardziej: „Jezusa Nazarejczyka przybiliście rękami bezbożnych do krzyża. Lecz Bóg wskrzesił Go, zerwawszy więzy śmierci” (Dz 2, 23-34). Bóg, jako „potężny mocarz”, zatriumfował nad prześladowcami i złoczyńcami.

d. Blask pochodni Ezechiela
Przechodzimy do następnego z wielkich proroków Izraela. Biblijne pismo nazwane jego imieniem – Księga Ezechiela – zaczyna od długiego i pełnego szczegółów opisu spotkania proroka z Bogiem. Kiedy Ezechiel przebywał na wśród zesłańców nad rzeką Kebar, „Pan skierował słowo” do niego i „była nad nim ręka Pana”. Słowo to przybrało początkowo postać wizji, która zawiera wiele elementów skłaniających do szukania podobieństw z terminologią Dziejów Apostolskich.

Podobnie jak czyniliśmy to w przypadku poprzednich proroków, tak i teraz odczytamy kilka odsłon z proroczej wizji Ezechiela:

(1)
„Piątego dnia miesiąca – rok to był piąty od uprowadzenia do niewoli króla Jojakina – Pan skierował słowo do kapłana Ezechiela, syna Buziego, w ziemi Chaldejczyków nad rzeką Kebar; była tam nad nim ręka Pańska. 
Patrzyłem, a oto wiatr gwałtowny nadszedł od północy, wielki obłok i ogień płonący” (Ez 1, 2-4).

Pierwszymi znakami zapowiadającymi zbliżanie się Bożej obecności był wiatr [πνεῦμα] i ogień [πῦρ]. Czytając ten tekst Ezechiela z łatwością przypominamy sobie nowotestamentowy „szum wichru” i „płomienie ognia” (Dz 2, 2-3), od których zaczęła się wielka przygoda apostolskiej Pięćdziesiątnicy.

(2)
„W środku pomiędzy tymi istotami żyjącymi pojawiły się jakby żarzące się w ogniu węgle, podobne do pochodni, poruszające się między owymi istotami żyjącymi. Ogień rzucał jasny blask i z ognia wychodziły błyskawice” (Ez 1, 13). 

Żarzące się węgle, płomienie, ogień – rozpoznajemy tu dobrze nam już znaną terminologię opisującą także poprzednie doświadczenia proroków – swoiste starotestamentowe figury chrztu w Duchu Świętym. Widziane przez Ezechiela żarzące się węgle stają się uderzająco podobne do języków ognia, skoro przypominają poruszające się pochodnie. Jednak także i tu jest ów „jakby” ogień, podobnie jak na apostołów zstąpiły języki „jakby” z ognia.

(3)
„I wstąpił we mnie duch, , i postawił mnie na nogi; potem słuchałem Tego, który do mnie mówił. Powiedział mi: ‚Synu człowieczy, posyłam cię do synów Izraela'” (Ez 2, 2-3).

W proroka „wstępuje” zesłany od Boga Duch i napełnia go mocą głoszenia dla domu Izraela. Daje mu misję jakby „apostołowania”.

Przypominamy sobie, jak wieki później zesłanie Ducha Świętego zmieniło wspólnotę apostolską w grono posłanych głosicieli. Przywołujemy także frazę z pierwszej po zesłaniu Ducha Świętego katechezy Apostoła Piotra:

„Niech więc wie z niewzruszoną pewnością cały dom Izraela” (Dz 2, 36).

Ze wszystkich opisów spotkań proroków Starego Testamentu z przemieniającym ich ogniem Pana doświadczenie Ezechiela odtworzone w greckiej wersji Septuaginty wykazuje zapewne najwięcej podobieństw do drugiego rozdziału Dziejów Apostolskich. Powiew i ogień zwiastują nadejście Ducha. Duch napełnia proroka i czyni go apostołem dla ludu Bożego.

e. Strumień ognia Daniela
Nasz przegląd scen obrazowo zapowiadających chrzest w Duchu Świętym w Starym Testamencie kończymy duchowym doświadczeniem proroka Daniela:

„W pierwszym roku [panowania] króla babilońskiego Baltazara miał Daniel sen […]:
Patrzałem,
aż postawiono trony,
a Przedwieczny zajął miejsce.
Szata Jego była biała jak śnieg,
a włosy Jego głowy jakby z czystej wełny.
Tron Jego był z ognistych płomieni,
jego koła – płonący ogień.
Strumień ognia się rozlewał
i wypływał od Niego” (Dn 7, 1. 9-10).

Ogień przedziwnie łączy się w tych obrazach z frazeologią bardziej charakterystyczną dla wody (strumienie czy nawet rzeki ognia, który się rozlewa). Jest to znakiem wychodzenia Boga do ludzi i udzielania się im. * * *

Podsumujmy: rozpoczęliśmy tę część naszych rozważań od pytania o możliwą kontynuację nowotestamentowego doświadczenia chrztu w Duchu Świętym także w czasach poapostolskich. Ale słowa Błażeja Pascala kazały nam rozszerzyć pole poszukiwań. Przecież po przeżyciu swojej „nocy ognia” zapisał on w odruchu serca: Ten, z którym się spotkałem, to „Bóg Abrahama, Bóg Izaaka i Bóg Jakuba”. Ta myśl zachęciła nas do pytania o jakieś ślady prawzoru chrztu w Duchu Świętym w Starym Testamencie. Mniej chodziło nam tu o werbalne zapowiedzi przyszłych wydarzeń, a bardziej o faktyczne doświadczenia duchowe zrelacjonowane na kartach Starego Testamentu, które stanowią swego rodzaju analogię dla przeżyć uczniów Jezusa w dniu Pięćdziesiątnicy.

Odnaleźliśmy takie biblijne sceny dotyczące najpierw trzech wymienionych przez Pascala patriarchów. Każdy z nich spotkał Boga w taki sposób, który może być odczytany jako prefiguracja wydarzeń z Dziejów Apostolskich. Abrahamowi objawił się Bóg jako ogień w znaku poruszających się pochodni; Izaakowi – jako dawca źródeł wody; Jakubowi zaś w znaku chwały Pańskiej zstępującej z otwartego nieba.

Okazało się, że jeszcze wyraźniejsze obrazy biblijne można znaleźć w przeżyciach proroków. Słynna scena ognistego krzewu Mojżesza, żar płomienistych serafinów u Izajasza, ogień w sercu Jeremiasza, blask poruszających się wobec Ezechiela pochodni i wreszcie strumień ognia widziany przez Daniela – to wszystko jest scenerią wybrania i wysłania na apostolską misję kolejnych mężów Bożych Izraela. W tym znaczeniu możemy – przez analogię – powiedzieć, że wszystkich wielkich proroków Izraela łączy jedna cecha. Dla ich misji decydujący był ich chrzest ogniem, czyli prefiguracja chrztu w Duchu Świętym.

Przypisy

[14] Por. E.R. Lee, Baptism in the Holy Spirit: Old Testament Promise, „Enrichment Journal” 4 (2009); tekst dostępny on line, zob. Bibliografia.

Rozdział 4
BÓG JEZUSA CHRYSTUSA:
PRZYKŁADY HISTORYCZNYCH DOŚWIADCZEŃ CHRZTU W DUCHU ŚWIĘTYM

Jakkolwiek pasjonujące mogą być starotestamentowe wzorce udzielania się Bożego Ducha pośród szumu wiatru i ognistych języków, to jednak czas już przejść do tego, co z pewnością jest dla nas ważniejsze: kontynuacja znanego nam z Dziejów Apostolskich chrztu w Duchu Świętym w kolejnych wiekach Kościoła.

Wiemy już, że szukamy doświadczeń opisanych w średniowieczu teologicznym określeniem: „niewidzialna posłanie Ducha Świętego” [missio invisibilis]. Wiemy, że opis doświadczeń często odwołuje się do terminologii odmiennej niż ta, użyta w Nowym Testamencie. Jedno ma pozostać niezmienne: Bóg wychodzi naprzeciw modlitewnemu oczekiwaniu uczniów Jezusa, aby przemienić ich życie przez obfite wylanie Ducha Świętego. To przeżycie mocy Ducha ma swój fundament w sakramencie chrztu i bierzmowania. Ale nie ogranicza się do niego: może go czasem poprzedzać, jak u biblijnego Korneliusza (Dz 10); może nastąpić bez czasowej korelacji z sakramentem (Dz 2); może też zbiegać się w czasie z udzielaniem sakramentu (Dz 19)[15].

W tej części naszej pracy zaczniemy od poszukiwania śladów chrztu w Duchu Świętym w najważniejszym źródle teologii, jakim jest liturgia. Następnie przejdziemy do ojców i doktorów Kościoła oraz do kilku wybranych przykładów świadectw wielkich świętych. Wszystko to mieści się w pojęciu Tradycji Kościoła. Tytułem porównania dołączymy też intrygujące świadectwo poszukiwania mocy chrztu w Duchu Świętym w duchowości średniowiecznych albigensów.

4.1. Liturgia
Co mówi Tradycja Kościoła na temat chrztu w Duchu Świętym? Odpowiedź na to pytanie zaczniemy od spojrzenia na liturgię. Liturgiczne teksty nie są jakimś pobożnościowym dodatkiem do wiary Kościoła, ale raczej wyrażają jej najgłębszy fundament. Mówi o tym Katechizm Kościoła Katolickiego:

„Gdy Kościół celebruje sakramenty, wyznaje wiarę otrzymaną od Apostołów. Wyraża to dawna zasada: lex orandi, lex credendi. Prawo modlitwy jest prawem wiary; Kościół wierzy tak, jak się modli. Liturgia jest elementem konstytutywnym świętej i żywej Tradycji” (KKK 1124).

Kiedy zbliża się doroczna uroczystość Zesłania Ducha Świętego, Kościół modli się kolektami zawartymi w liturgii Eucharystii, nie tylko wspominając dawne wydarzenie z Wieczernika, ale także prosząc o nowe wylanie Ducha. Wspólnota wierzących nie uważa, że skoro składa się z ochrzczonych i bierzmowanych, to taka modlitwa jest zbędna. Wręcz przeciwnie, z liturgii jasno wynika oczekiwanie na prawdziwie nowe wylanie Ducha Świętego: „Niech zstąpi na nas moc Ducha Świętego [adveniat nobis virtus Spiritus Sancti]…” (Pn 7 Tyg. Wlk).

Co więcej, modlimy się nie tylko o odnowione działanie Ducha, ale i o Niego samego, aby osobiście przyszedł na nowo do naszych serc:

„Niech Duch Święty przybędzie, aby w nas zamieszkać i uczyni z nas świątynię swej chwały” (Wt 7 Tyg. Wlk.).

Dwa dni później wyrażamy tę samą nadzieję wołaniem, szczególnie mocnym w oryginalnej wersji łacińskiej (która mówi: „niech z mocą wyleje na nas swoje duchowe dary”):

„Niech Duch Święty przemieni nas wewnętrznie swoimi darami” (Czw 7 Tyg. Wlk.).

W sam dzień uroczystości Zesłania Ducha Świętego Kościół śpiewa przed Ewangelią aklamację: „Przyjdź, Duchu Święty, napełnij serca swoich wiernych i zapal w nich ogień swojej miłości”. Wyraźnie mówi się tu o dwóch aspektach: najpierw o nowym przyjściu samego Bożego Ducha, który może na nowy sposób napełnić serca chrześcijan, a potem także o (największym) darze przyniesionym przez Ducha – darze ognia miłości.

Podobne rozróżnienie zachowuje śpiewana wtedy sekwencja: prosimy w niej nie tylko o rozmaite dary Ducha (światło, orzeźwienie), ale przede wszystkim o Niego samego (Przybądź, Duchu Święty…, Przyjdź, Dawco łask drogich).

Kulminacją modlitwy o napełnienie Duchem Świętym jest kolekta mszalna z Niedzieli Zesłania Ducha Świętego. Płomienne wezwanie modlitewne rozbrzmiewa w ten dzień na całej kuli ziemskiej tymi samymi słowami, we wszystkich krajach, gdzie świętuje się katolicką liturgię:

„Boże, ześlij dary Ducha Świętego [Spiritus Sancti dona defunde] na całą ziemię i dokonaj w sercach wiernych cudów [nunc per credentium corda perfunde], które zdziałałeś w początkach głoszenia Ewangelii [evangelicae praedicationis exordia]”.

Liturgiczny język odwołuje się tu do języka Wulgaty. Święty Paweł w Liście do Rzymian pisze: „miłość Boża rozlana [diffusa] jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który został nam dany” (Rz 5, 5). Słowo „diffusa” (od „diffundo”), stoi w liturgii obok wielu bliskoznacznych wyrażeń: „de-fundo” (wylać), „di-fundo” (rozlać), „ef-fundo” (wylać), „in-fundo” (wlać), „per-fundo” (przelać, rozlać) wskazujących na wielorakie i wciąż nowe zsyłanie Bożego Ducha.

Ciekawe, co by się stało, gdyby rzeczywiście każdy wierzący przejął się dogłębnie słowami liturgii, z wiarą i nadzieją wziął tego dnia do ręki Dzieje Apostolskie, sprawdził jakież to cuda zdziałał Bóg w sercach wierzących w początkach głoszenia Ewangelii – i całkiem po prostu uwierzył, że to, o co Kościół modli się w Eucharystii, może się stać. Potrzeba nam takiej wiary, że Bóg swoje działanie, właśnie takie, może odnowić. Ciekawe, co stałoby się z nami wszystkimi, gdybyśmy zechcieli z całą otwartością przyjąć dar, o który słowami liturgicznej kolekty się modlimy. Dar ten to chrzest w Duchu Świętym, którego „Bóg wylał na nas [effudit]” (Tt 3, 6 Vlg). Przecież Kościół nigdy nie modli się o rzeczy, które spełnić się nie mogą! Taka modlitwa nie miałaby sensu…

Tak rozumieli liturgię wielcy święci dawnych wieków. Jako pierwszy przykład weźmy papieża Leona Wielkiego († 461). Święty papież i doktor Kościoła przypomina, że liturgiczne święto Zesłania Ducha Świętego to nie tylko wspomnienie dawnych wydarzeń z Wieczernika. Nie jest to również tylko konstatacja aktualnego „stanu posiadania” Kościoła. Będąc jednym i drugim, jest też oczekiwaniem na istotnie nowe udzielanie się Bożego Ducha:

„Dzień Pięćdziesiątnicy: od tego dnia spływa wciąż deszcz charyzmatów [imbres carismatum] i rzeki błogosławieństw [flumina benedictionum]”[16].

Święty Leon Wielki w nieco dłuższym wywodzie przekonuje, że możliwe jest kolejne zsyłanie Ducha Świętego na wierzących, chociaż wcześnie już Go otrzymali. Mogą jednak otrzymać Bożego Ducha pełniej:

„Apostołowie przed męką Pana nie byli pozbawieni Ducha Świętego […], wszystkim bowiem, którzy uwierzyli w Pana Jezusa, udzielony został Duch Święty, a Apostołowie przyjęli moc odpuszczania grzechów, kiedy po swoim zmartwychwstaniu Pan tchnął na nich i rzekł:
‚Weźmijcie Ducha Świętego: Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie – zatrzymane’. […]
Jednak potem Apostołowie zostali napełnieni nową obfitością [nova abundantia] Ducha Świętego, co dało im nową gorliwość i skuteczność”[17]. * * *

Po tym krótkim spojrzeniu na liturgiczne przepowiadanie wielkiego papieża końca starożytności czas zapytać, jak tego typu nauczanie bywało przeżywane na przestrzeni wieków przez ludzi wkraczających w świat Ewangelii? Oto trzy wybrane przykłady z pierwszego tysiąclecia istnienia chrześcijaństwa. Jeden z nich to moment podjęcia decyzji o chrzcie przez młodego Augustyna, przyszłego biskupa Hippony, wielkiego świętego i doktora Kościoła. Drugi przykład dotyczy przełomu życia wiary u słynnego biblisty starożytnego Kościoła, św. Hieronima. A trzeci, bardziej rozbudowany, będzie zawierać nie tylko nauczanie, ale i sceny z modlitewnego życia św. Symeona Nowego Teologa. Ten bizantyjski mnich z XI wieku jest w pełnym tego słowa znaczeniu świętym całego, niepodzielonego jeszcze wtedy Kościoła i może służyć jako prawdziwy doktor Kościoła w kwestii możliwości praktycznego doświadczenia przyjęcia Ducha Świętego przez każdego chrześcijanina.

Dlaczego akurat te trzy przykłady? Gdyż mogą służyć za ilustracje trzech sytuacji duchowych, które możemy uważać za modelowe, a mianowicie:

(1) Najpierw powiemy o sytuacji „Korneliuszowej”, która dotyczy św. Augustyna – jego chrzest w Duchu Świętym wprowadza do mającego nastąpić dopiero później sakramentu chrztu (por. Dz 10).

(2) Potem przejdziemy do sytuacji „Pawłowej”. Tu przykładem będzie św. Hieronim, do którego można odnieść słowa Pisma: „został napełniony Duchem Świętym – i jakby łuski spadły mu z oczu”, jakie zostały wypowiedziane o św. Pawle (por. Dz 9,17-18).

(3) Na koniec zaś pojawi się wzór sytuacji „Janowej”, gdzie Duch Święty zdaje się bardziej oddziaływać w długich przedziałach czasu i w systematycznie powracających nawiedzeniach. Tu wzorem posłuży nam bizantyjski święty, Symeon Nowy Teolog.

Zauważmy przy tym, że mówimy tu o kwalifikowanych świadkach wiary, najbardziej reprezentatywnych odpowiednio dla zachodnio-łacińskiej oraz dla wschodnio-greckiej Tradycji chrześcijaństwa. Wszyscy trzej uznani są za świętych i za wzorcowych nauczycieli chrześcijańskiej wiary.

4.2. Święty Augustyn: świadek i nauczyciel

a. Augustyn przekazuje nauczanie o darze Ducha Świętego
Zaczniemy od późniejszych lat życia Augustyna (354–430). Będąc już biskupem, duszpasterzem wiernych w Afryce Północnej, podejmuje pytanie: Czy modlić się o nowy dar Ducha Świętego także dla tych, którzy od dawna są chrześcijanami? Musiało to być ważne dla wielu słuchaczy jego kazań, którzy – jak się wydaje – niekiedy zakładali, że ochrzczony katolik ma już tylko dziękować za dar Ducha otrzymany dawno temu przy chrzcie, a oczekiwanie na przyjście Bożego Ducha ma dotyczyć tylko nowych, nieochrzczonych jeszcze kandydatów.

Augustyn przekonuje ich, zachęcając do modlitwy o wylanie Ducha Świętego nie tylko dla tych, którzy dopiero przystępują do wiary, ale także dla tych, którzy już są ochrzczeni:

„Nie na próżno Duch Święty został obiecany
nie tylko temu, kto Go nie ma [non habenti],
ale także temu, kto już Go ma [habenti]:
temu, co nie ma – aby miał [ut habeatur],
a temu, co ma – aby miał w większej obfitości [ut amplius habeatur]”.

Augustyn podał też argument biblijny: skoro Elizeusz prosił Eliasza „niechby dwie części Ducha, który jest w tobie, przeszły na mnie” (por. 2 Krl 2, 9), to najwyraźniej obecność Bożego Ducha w sercu wierzącego i praktykującego człowieka może się potęgować[18].

Ten sam argument można też wywieść z Nowego Testamentu, jak uczył biskup Hippony, komentując Ewangelię św. Jana:

„Uczniowie mieli już Ducha Świętego, którego obiecywał im Pan, gdyż bez Ducha nie mogliby uznać Go za Pana. A jednak nie mieli jeszcze tak w pełni [nec adhuc habebant], jak obiecywał to Pan”.

W jakimś paradoksalnym sensie „i mieli Go, i jednak nie mieli [et habebant, et non habebant]”, gdyż „nie mieli Go jeszcze tak w pełni, jak mieli mieć”. W swojej charakterystycznej, wpadającej w ucho rytmicznej prozie homiletycznej, Augustyn przepowiadał:

„Mieli Ducha mniej, a miał być im dany więcej [dandus amplius].
Mieli Go w sposób ukryty, a mieli otrzymać jawnie [manifeste]”.

Ukoronowaniem tego wywodu jest zdanie, które koniecznie powinniśmy zapamiętać:

„Do istoty większego daru [maius donum] Ducha Świętego należy także żywa świadomość posiadania [ut innotesceret quod habebant]”.

Dlatego, kontynuował Augustyn, nie należy się dziwić, że Pan Jezus aż dwa razy udzielił swoim Apostołom daru Ducha Świętego przez dostrzegalne wylanie [manifestam impertitionem]. Augustyn odnosi się tu najpierw do Ewangelii Janowej – „Weźmijcie Ducha Świętego” (J 20, 22), a potem do Dziejów Apostolskich – „Ukazały się im języki z ognia […] i wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym” (Dz 2, 4). „Czyż nie tego samego Ducha w nich tchnął, który potem został im zesłany z nieba?”.

Dlaczego tak się stało? Gdyż Apostołom (i później innym chrześcijanom) Duch jest dawany „według miary” [secundum mensuram, por. Ef 4, 7]. Tylko Chrystusowi „Duch nie jest dany według miary [non ad mensuram]”; w innych ludziach ten dar wzrasta, aż napełni człowieka – ale tylko do miary jego aktualnych możliwości duchowych [donec propria mensura compleatur][19].

Jest to bardzo ważna zasada, a wynika z niej, że jeśli wskutek przepowiadania słowa Bożego i praktyki życia wzrasta w człowieku wiara, to pojawia się w jego sercu jakby nowa przestrzeń duchowa, która może być miejscem oczekującym na nowe przyjście Ducha Bożego. Taki człowiek może więc słusznie oczekiwać na Jego nowe wylanie, a posługa duszpasterska powinna mu w tym pomóc.

Dlatego uczniowie, którzy już otrzymali Ducha Świętego po zmartwychwstaniu Chrystusa, później, w dzień Pięćdziesiątnicy, otrzymali Go o wiele pełniej.

b. Od teorii do praktyki
Augustyn wiedział o tym wszystkim nie tylko z lektury Pisma Świętego, ale także z własnego życiowego doświadczenia. Podobnie jak listy św. Pawła są w pełni zrozumiałe tylko w świetle faktów z życia Apostoła (jak inaczej moglibyśmy zrozumieć jego nauczanie o darmowej łasce, o Ciele Chrystusa, o charyzmatach!) – tak samo ma się sprawa z dziełami Augustyna. Teologia jego przepowiadania nie jest teorią zza biurka, ale ujętym w słowa osobistym doświadczeniem mocy słowa Bożego w życiu. Zajrzyjmy więc do autobiografii tego doktora Kościoła, a lektura przekona nas, że w kulminacyjnym momencie swojego nawrócenia Augustyn przeżył prawdziwy chrzest w Duchu Świętym.

W ósmej księdze Wyznań czytamy o tym momencie jego życia, w którym po długich poszukiwaniach przekonał się już o prawdzie chrześcijaństwa. Całą mocą swojego przenikliwego intelektu wiedział już, że nauka Chrystusa głoszona przez Kościół jest prawdziwa. Wydawałoby się więc, że nic nie stoi na przeszkodzie, aby zapisać się w parafii na bezpośrednie przygotowanie do chrztu. Pozostawało jednak pewne ale…

„Mówiłem sobie w głębi duszy: ‚Niech się już stanie! Niech się stanie!’ – i same te słowa zdawały się mnie prowadzić na próg decyzji. Już prawie ją podejmowałem – i powstrzymywałem się […]. Ciągle odwlekałem ten moment, w którym miałem umrzeć dla śmierci, a dla życia żyć zacząć”[20].

Augustyn, przyszły święty, miał słuszne teologiczne przekonania, ale nie miał chrześcijańskiej mocy. Można powiedzieć, że w sensie duchowym na razie przyjął chrzest Janowy na odpuszczenie grzechów, ale wciąż czekał na chrzest Duchem Świętym i ogniem. Wciąż był na etapie: „pozostań w mieście, aż będziesz przyobleczony mocą z wysoka” (por. Łk 24, 49). Jego „miastem duchowym” stała się wiejska posiadłość jego przyjaciela Alipiusza, gdzie na modlitwie oczekiwał na dar z wysoka.

Długie oczekiwanie spełniło się. Narzędziem, którym posłużył się Bóg, było słowo Boże. Wydarzenia miały dwuetapowy przebieg. Najpierw Augustyn przypomniał sobie, co niewiele dni wcześniej mówiono mu o św. Antonim Egipskim, inicjatorze ruchu pustelników i mnichów:

„Dowiedziałem się, że Antoni przez lekcję ewangeliczną, którą przypadkiem usłyszał w kościele, otrzymał tak wyraźne pouczenie, jakby bezpośrednio do niego były zwrócone słowa: ‚Idź, sprzedaj wszystko, co masz'”.

Nie poprzestając na wspomnieniu, zapragnął odtworzyć to wydarzenie w swoim życiu, tu i teraz. Sięgnął więc po słowo w postaci leżącej na stole księgi Nowego Testamentu, która otworzyła się na Liście do Rzymian: „Chwyciłem książkę, otworzyłem i czytałem w milczeniu słowa, na które najpierw padł mój wzrok”.

To miejsce, które przyszły święty znalazł w listach Apostoła, zawierało następujące wezwanie:

„Żyjmy przyzwoicie jak w jasny dzień: nie w hulankach i pijatykach, nie w rozpuście i wyuzdaniu, nie w kłótni i zazdrości. Ale przyobleczcie się w Pana Jezusa Chrystusa i nie troszczcie się zbytnio o ciało, dogadzając żądzom” (Rz 13, 13).

I te słowa stały się nośnikiem mocy Ducha. Tylko pozornie bowiem to orędzie Pisma Świętego ma charakter moralizatorski, wzywający jedynie, aby „być lepszym”. W rzeczywistości cała moc orędzia leży tu w zapowiedzi „mocy z wysoka”, ukrytej w słowach „przyobleczcie się w Pana Jezusa”. Dlatego Augustyn kontynuuje:

„Ledwie doczytałem tych słów, stało się tak, jakby do mego serca wlane zostało światło ufności [quasi luce securitatis infusa]”[21].

Odnajdujemy to instynktowne nawiązanie do terminologii dobrze nam znanej z łacińskiej Wulgaty: „miłość Boża rozlana [diffusa] jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który został nam dany” (Rz 5, 5). U Augustyna zaś łaska strumienia mocy i światła została „wlana” [infusa]. Skutkiem była taka przemiana, jak u Apostołów w dzień Pięćdziesiątnicy. Skończyło się rozdygotane poszukiwanie i wewnętrzna szamotanina, zaczął się czas służby Pańskiej i głoszenia słowa Bożego.

Zauważmy jeszcze, że u Augustyna dynamika zdarzeń miała charakter podobny do doświadczenia Korneliusza (Dz 10): najpierw przeżyty chrzest w Duchu Świętym prowadził do późniejszego, rychłego przyjęcia sakramentalnego chrztu.

4.3. Święty Hieronim: chłostany Bożym słowem
Kolejny świadek chrztu w Duchu Świętym to ojciec Kościoła, słynny biblista i mnich, Hieronim († 420). Żył praktycznie w tym samym czasie co św. Augustyn, tyle że wiele czasu spędził w Ziemi Świętej. Zajrzymy do jednego z jego listów, aby poznać niezwykłe doświadczenie duchowe, które stało się udziałem prawie już trzydziestoletniego człowieka. Od dawna był głęboko zaangażowany w życie wiary, choć bardziej angażował swój intelekt niż serce:

„Gdy przed bardzo wielu laty wyrzekłem się domu dla królestwa niebieskiego i udałem się na służbę Bożą do Jerozolimy, nie mogłem się obejść bez biblioteki, którą sobie w Rzymie z największą gorliwością i trudem założyłem. […]
Po łzach, które wydobywały się z głębi serca na wspomnienie dawnych grzechów, brałem do ręki Plauta[22]. Jeśli zaś kiedy, opamiętawszy się, zaczynałem czytać Proroków, budziła we mnie odrazę ich mowa niewykwintna. […]
Aż tu nagle [podczas ciężkiej choroby] porwany w duchu, zaciągnięty zostałem przed trybunał Sędziego, a tu tyle blasku i światła rzucała jasność Jego otoczenia, że rzucony na ziemię, nie śmiałem oczu podnieść w górę. Zapytany o swój stan, powiedziałem, że jestem chrześcijaninem. A ów, który siedział z przodu, rzekł: ‚Kłamiesz, jesteś cyceronianinem, a nie chrześcijaninem! Gdzie skarb twój, tam i serce twoje!'”.

W tym duchowym widzeniu Hieronima sprawy przybrały dalej nieoczekiwany obrót. Obecni przed niebiańskim tronem pomocnicy Sędziego zaczęli chłostać nieszczęsnego grzesznika, uświadamiając mu w ten sposób, że na miano chrześcijanina na razie nie zasługuje. „Zacząłem wołać i jęcząc mówiłem: «Zmiłuj się nade mną, Panie, zmiłuj się nade mną»” – pisze dalej Hieronim. Wreszcie duchowa wizja dobiegła końca:

„Wracam na ziemię, otwieram oczy zalane obfitym strumieniem łez […] Odtąd z taką gorliwością czytałem księgi Boskie, z jaką przedtem nigdy nie czytałem dzieł ludzkich”[23].

Chrzest w Duchu Świętym, jak widzimy, nastąpił w innym momencie życia, niż było to u Augustyna. Nie poprzedzał chrztu, ale był duchowym i przeżyciowym dopełnieniem sakramentu. Rolę palącego ognia spełniły bicze Bożego sądu, a rolę oczyszczającej wody – strumienie łez. Dopiero wtedy Hieronimowi otworzyły się w zupełnie nowy sposób oczy na Pismo Święte jako na głos Boga żywego.

4.4. Symeon Nowy Teolog: wewnętrzne doświadczenie Ducha
Grecki mnich i wybitny pisarz chrześcijańskiego średniowiecza Symeon żył w latach 949–1022, a przez dwadzieścia pięć lat (980–1005) był przełożonym (higumenem) klasztoru św. Mamasa koło Konstantynopola. Obdarzony został przez potomnych przydomkiem „Nowy Teolog” dla podkreślenia wagi jego mistycznego pisarstwa[24]. W ten sposób stawiano go na podobnej płaszczyźnie co św. Jana Apostoła, zwanego na Wschodzie Janem Teologiem, oraz św. Grzegorza z Nazjanzu († 390), również w tym właśnie sensie zwanego Grzegorzem Teologiem. Określenie „Nowy Teolog” miało więc znaczyć, że oto po wielu wiekach pojawił się wreszcie ktoś godny kontynuować dzieło tak znamienitych poprzedników.

a. Udzielanie Ducha Świętego ma być doświadczane
Cały teologiczny impet i niezrównana finezja intelektualna Symeona zostały skierowane ku dziedzinie, którą dzisiaj określilibyśmy jako teologię duchowości. Jego pasją było wykazanie, że świadome przeżywanie łaski Bożej winno stawać się udziałem każdego chrześcijanina. Głosił, że przeżycie to jest dostępne na mocy działania Ducha Świętego proporcjonalnie do wiary człowieka. Symeon w swoim nauczaniu podkreślał nagły i nieoczekiwany charakter doświadczenia królestwa; miało ono być nie tyle prostą nagrodą za praktykę ascetyczną, co raczej darem od Boga jako chrzest w Duchu Świętym[25]:

„Na tym polega narodzenie się na nowo: […] stajemy się duchowi, poczęci i stworzeni na nowo przez Ducha Świętego.
Oto, czym jest nowe stworzenie w Chrystusie, bracia!
Oto, co się dokonuje i realizuje każdego dnia w wierzących i prawdziwie wybranych, którzy – mając udział we wszystkich tych dobrach i pozostając w ciele – czynią to na sposób świadomy”[26].

Już ten pierwszy przytoczony fragment pozwala na odczytanie najbardziej charakterystycznego (a trzeba dodać – i najbardziej dyskutowanego!) elementu teologii Symeona. Twierdził on bowiem, że łaska Boża działa w człowieku w sposób uchwytny dla jego świadomości. Przemieniony chrześcijanin powinien zdawać sobie sprawę z aktu przeżycia nowego narodzenia, chrztu w Duchu Świętym i doświadczenia nowego stworzenia. W przeciwnym przypadku „nowe stworzenie” nie objęłoby całego człowieka, poza jego oddziaływaniem pozostałaby świadoma sfera egzystencji chrześcijańskiej. Odnajdujemy tu echo Tradycji Kościoła wyrażonej pięć wieków wcześniej przez znane nam już słowa św. Augustyna: „Do istoty większego daru Ducha Świętego należy także żywa świadomość posiadania”.

Niektóre teksty Symeona Nowego Teologa brzmią tak, że z najwyższą łatwością możemy je odnieść do naszych czasów, tak pełnych „chrześcijan wierzących, ale niepraktykujących”. Oto przykład, jak surowe napominanie „chrześcijan nominalnych” może znaleźć swoisty wzór u Symeona, w pełnej temperamentu polemicznej teologii i przywiązaniu do mocy biblijnego słowa:

„Ci, którzy nie zmienili się wcale wskutek działania, poznania i kontemplacji, jakżeż nie wstydzą się nazywać siebie chrześcijanami? Jakżeż nie drżą, gdy zasiadają z kapłanami i biorą udział w liturgii Ciała i Krwi Mistrza? […] Są chrześcijanami ci ludzie? Ale jaki chrześcijanin przyzna im to miano!?”[27].

Symeon jest też świadkiem Tradycji, która – jak widzieliśmy – trwała nieprzerwanie od czasów Nowego Testamentu, przez najdawniejszych świadków wiary pierwotnego Kościoła: zarówno wiary w możliwość duchowej śmierci nowo narodzonego chrześcijanina, jak i w odnowienie duchowych narodzin ku nowemu życiu. Symeon nie waha się wprost zastosować tekstu Ewangelii św. Jana (J 3, 3) do sytuacji życiowej nie tylko poganina przychodzącego po raz pierwszy do Chrystusa, ale także chrześcijanina, który niestety odstąpił od żywej wiary. Oto jeśli odnowienie daru nowego narodzenia związane jest z pokutą, wyznaniem grzechów i łzami, wtedy przychodzi „łaska z wysoka” (ἄνωθεν, jak w J 3, 3)[28]. Albo, jak oddaje to Symeon innymi jeszcze słowami, nazywając pokutę drugim chrztem:

„Człowiek drży i łzy płyną spontaniczne, bez bólu oczyszczając go i przynosząc mu drugi chrzest, ten chrzest, o którym mówi nasz Pan w Ewangelii: ‚jeśli ktoś nie narodzi się na nowo z wody i Ducha, nie wejdzie do królestwa niebieskiego’; albo jeszcze: ‚jeśli ktoś nie narodzi się na nowo z wysoka’ […] – a mówiąc ‚z wysoka’, Pan wskazuje na narodzenie z Ducha”[29].

b. Nowo narodzony chrześcijanin ochrzczony Duchem Świętym
W niektórych sformułowaniach używanych przez Symeona nowe narodzenie jest po prostu utożsamione z chrztem w Duchu Świętym. Okazuje się więc konsekwencją i bezpośrednim darem przyniesionym przez Jezusa Chrystusa wraz z Duchem Parakletem. W komentarzu do biblijnego tekstu J 1, 12-14 (o ludziach, którym słowo Boże „dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi, […] którzy z Boga się narodzili”) Symeon pisze:

„Narodzenie oznacza tu przemianę duchową, która staje się prawdziwa i widzialna w chrzcie Duchem Świętym, jak to sam Pan – który nie kłamie – oznajmił osobiście: ‚Jan chrzcił wodą, ale wy zostaniecie ochrzczeni Duchem Świętym'”[30].

Jeśli więc „wszyscy, którzy uwierzyli w Niego, są narodzeni na nowo z wysoka i zostali również ochrzczeni w najświętszym Duchu”[31], to „ci, którzy przyjęli Boga dzięki czynom wiary, zasłużyli na imię bogów, zrodzeni z Ducha”[32].

Temat nowego narodzenia łączy się tu z wątkiem theosis, czyli przebóstwienia człowieka, często przedstawianym przez teologów Wschodu jako szczyt Bożych obietnic: największym otrzymanym przez człowieka darem jest to, że tych, „których zrodzisz przez Twojego Ducha Świętego […], uczynisz Twoimi synami, a raczej braćmi”[33].

c. Herezja chrześcijaństwa bez doświadczenia?
Symeon za niebezpieczne odejście od wiary uważał mniemanie, że możliwości współczesnego wierzącego w materii doświadczania łaski działającej w jego sercu są zdecydowanie mniejsze niż przed wiekami. Wyraźnie formułował polemiczne cele swojej teologii, wyrażanej w traktatach teologicznych i etycznych, w „rozdziałach gnostycznych”, ale na pierwszym miejscu w katechezach:

„Oto pragnę zmierzyć się z tymi, którzy mówią, że mają Ducha Bożego na sposób nieświadomy, i którzy wyobrażają sobie, że mają Go od czasu chrztu świętego, że są w posiadaniu skarbu, ale nie czują go w sobie. Przyznają [oni], że nic nie odczuli w czasie chrztu, i mniemają, że dar Boży zamieszkał w nich od tego czasu na sposób nieświadomy i nieodczuwalny […]; twierdzą też, że nigdy nie mieli odczucia w czasie kontemplacji i że wszystko otrzymali tylko przez wiarę i rozumowanie, a nie przez doświadczenie”[34].

Słowa, które rezerwował dla tego typu chrześcijan są bardzo ostre: nazywał ich duchowymi trupami. Jeśli nas dziś szokują, to musimy sobie uświadomić, że są wiernym echem nauczania Biblii: „Znam twoje czyny: masz imię, [które mówi], że żyjesz, a jesteś umarły” (Ap 3, 1). W takim właśnie duchu Symeon pisał:

„Jeśli jest On światłem, a ci, co przyodziewają się w Niego, nic nie odczuwają, to czym różnimy się od trupów? […] Jeśli ci, co spożywają Jego Ciało i piją Jego Krew, mają życie wieczne, a my – spożywający – nie więcej odczuwamy wpływu na nas, niż gdybyśmy spożywali pokarm materialny, to [tak, jakbyśmy] otrzymali zwykły chleb, a nie równocześnie Boga […]. Jeśli to wszystko staje się w nas bez naszej wiedzy i naszego doświadczenia, to któż mógłby wyrazić nędzę naszej nieświadomości!”[35].

W świetle tych reprezentatywnych fragmentów nauczania Symeona Nowego Teologa, bizantyjskiego mnicha żyjącego w samym sercu wschodniego średniowiecza, można uważać za łącznika między epokami. Łączył bardziej zobiektywizowaną Tradycję biblijną i patrystyczną (gdzie nacisk kładziono na dar otrzymany przez wiarę i chrzest, niezależny od świadomości obdarowanego) z bardziej subiektywną tradycją nowożytną, gdzie silniej podkreśla się osobiste przeżycie nowego narodzenia, chrztu w Duchu Świętym i egzystencjalne zaangażowanie w nowe, duchowe życie.

A na zakończenie niech zabrzmią jeszcze dwa fragmenty opisu doświadczenia samego św. Symeona jako najbardziej przekonujący argument prawdziwości jego nauczania o wewnętrznym doświadczeniu chrztu w Duchu Świętym:

(1)
„– Widziałem.
– Co widziałeś, synu mój?
– Światło, ojcze, łagodne, tak łagodne, że wydało mi się nie dość mocne.
A podczas gdy to mówi, serce jego skacze i drży, i zapala się pragnieniem tego, co ujrzał. A potem znowu zaczyna mówić wśród łez:
– Ojcze, światło mi się objawiło. Dach mojej celi natychmiast zniknął i świat się rozpłynął […] przed Jego obliczem, i pozostałem sam wobec samego światła. Nie wiem, ojcze, czy moje ciało też tam było, czy też z niego wyszedłem, nie wiem tego, przez tę chwilę nie wiedziałem nawet, czy dalej przyodziany jestem w ciało. Była we mnie radość niewymowna, która dalej jeszcze jest we mnie, miłość i pragnienie gwałtowne, tak że potoki łez płynęły jak źródło […].
A on odpowiedział:
– Synu, to był On”[36].

(2)
„Zacząłem [modlitwę] Hagios ho Theos, kiedy nagle wybuchnąłem łzami i porwany zostałem miłością Bożą, tak że nie zdołałbym przedstawić słowami radości i rozkoszy tego momentu.
I oto wielkie światło zajaśniało przed mym umysłem. Wpadłem jakby w ekstazę: zapomniałem, gdzie się znajduję i co tam robię, i wołałem tylko Kyrie eleison – gdyż, po odzyskaniu przytomności, ze zdumieniem zauważyłem, że to właśnie powtarzam.
Ale kto mówił albo kto poruszał moim językiem, tego nie wiem, Bóg to wie”[37].

4.5. Inne wybrane przykłady

a. Święty Patryk: z Wieczernika Pięćdziesiątnicy z misją do pogan
Patryk urodził się w 385 r., prawdopodobnie w dzisiejszej Walii, w tradycyjnej rodzinie chrześcijańskiej. W wieku szesnastu lat porwano go i sprzedano w niewolę do pogańskiej Irlandii. Po sześciu latach udało mu się uciec i przedostać aż do Galii. Tam przyjął święcenia kapłańskie, po czym wrócił do Irlandii, gdzie głosił Ewangelię jako biskup misyjny. Dzieło św. Patryka doprowadziło do ewangelizacji całej wyspy oraz zorganizowania tam Kościoła. Patryk prowadził surowe życie zakonne i zasłynął wieloma cudami. Już za młodu, w irlandzkiej niewoli, jak wspomina św. Patryk, działał w nim płomień Ducha Bożego:

„Modliłem się już przed świtem i nie odczuwałem żadnego zła i żadnego duchowego lenistwa. Teraz rozumiem, dlaczego tak było: już wtedy Duch płonął we mnie”[38].

Chociaż doświadczał Bożego wpływu na sposób codziennej pomocy, to jednak później doświadczył nowego napełnienia Duchem Świętym:

„Innego razu ujrzałem Kogoś, kto modlił się we mnie. Było to tak, jakbym był wewnątrz mojego ciała, a usłyszałem Go ponad mną, to jest ponad mym wewnętrznym człowiekiem [super interiorem hominem]. Modlił się On z mocą, wśród wzdychań [fortiter orabat gemitibus].
Byłem zdumiony i zadziwiony, i rozważałem – Któż modlił się we mnie? A na końcu modlitwy zrozumiałem: to był Duch [Spiritus].
Zbudziłem się wtedy i wspomniałem na słowo Apostoła, który rzekł:
‚Duch przychodzi z pomocą naszej słabości. Gdy bowiem nie umiemy się modlić tak, jak trzeba, sam Duch przyczynia się za nami w błaganiach, których nie można wyrazić słowami [gemitibus inenarrabilibus]’. Powiedział też: ‚Pan jest naszym obrońcą i wstawia się za nami'”[39].

Wspomniane tu „słowo Apostoła” to fragment z Listu do Rzymian (Rz 8, 26). Święty Patryk, wyjaśniając dalej dar obecności Ducha, znowu sięgał do Pisma Świętego, do tego samego tekstu, do którego odwoływał się Apostoł Piotr w dzień Pięćdziesiątnicy:

„Nasze zadanie to głosić ludziom, którzy cierpią głód i niedostatek […]
Jak rzekł Pan przez swego proroka:
‚W ostatnich dniach – mówi Bóg – wyleję Ducha mojego na wszelkie ciało, 
i będą prorokowali synowie wasi i córki wasze, 
młodzieńcy wasi widzenia mieć będą, 
a starcy – sny. 
Nawet na niewolników i niewolnice moje 
wyleję w owych dniach Ducha mego, 
i będą prorokowali (Dz 2, 17-18)'”[40].

Najwidoczniej św. Patryk utożsamiał się z tym samym poruszeniem Ducha, które niegdyś – w jerozolimskim Wieczerniku – zapoczątkowało ewangelizacyjną misję Apostołów Pana Jezusa. W poruszającej apologii pisanej pod koniec swego życia, wyznaje:

„Nie mogę ukryć daru Boga, którego udzielił mi w ziemi mojego wygnania. Szukałem Go wtedy usilnie – i znalazłem Go, a On wybawił mnie od wszelkiego zła – przez Ducha swego, który mieszka we mnie [propter inhabitantem Spiritum]”[41].

b. Święty Filip Neri: „miłość Boża rozlana w sercach naszych”
Następny przykład pochodzi z czasów o ponad tysiąc lat późniejszych. Dostrzegamy w ten sposób spełnianie się biblijnej zasady: „Jezus Chrystus – wczoraj i dziś, ten sam także na wieki” (Hbr 13, 8).

Tym kolejnym przykładem jest postać wielkiego apostoła XVI-wiecznego Rzymu. Święty Filip Neri (1515–1595) – bo o nim mowa – podobnie jak św. Augustyn przeżył napełnienie Duchem Świętym, kiedy miał niespełna 30 lat, w roku 1545[42]. Swojemu przyjacielowi kard. Karolowi Boromeuszowi wyznał kiedyś, że „prosił Ducha Świętego, aby mu udzielił Ducha [supplicava lo Spirito Santo perché gli desse Spirito]”.

Wspominał też, że przy zbliżającym się święcie Pięćdziesiątnicy owego 1545 r., podczas modlitwy w katakumbach św. Sebastiana, wyraźnie odczuł poruszenie Ducha, i że od tej pory to doświadczenie zawsze mu już towarzyszyło. Pewien świadek życia św. Filipa potwierdził, że ten bywał tak uniesiony do Boga, iż nadmiar ognia i Ducha zdawały się rozszerzać jego piersi, jak gdyby nie mogąc pomieścić tak wielkiego daru. Nazwano to „nadzwyczajnym wylaniem Ducha Świętego [effusione di Spirito Santo]”, tak intensywnym, że Filip wołał niekiedy w modlitwie: „Już więcej nie mogę, mój Boże!”.

Wracając zaś do przełomowego przeżycia z 1545 r., Filip Neri ujrzał wtedy „kulę ognia [globo di fuoco], która wniknęła w jego usta i zamieszkała w piersiach”[43]. Po 400 latach papież Pius XII w tym właśnie wydarzeniu „rozszerzenia serca” uznał źródło charyzmatu nadzwyczajnego miłosierdzia św. Filipa Neri[44]. Zstąpienie Ducha Świętego przyniosło więc Filipowi nie tylko doświadczenie wewnętrzne, ale również objawiło się wyraźnie w misyjnej i apostolskiej mocy, która zmieniła duszpasterskie oblicze Rzymu XVI wieku siłą promieniującej radości. Jan Paweł II nawet nazwał wprost Filipa „prorokiem radości [profeta della gioia]”[45], z całą pewności w myśl nauczania św. Pawła: „owocem Ducha jest miłość, radość, pokój…” (Ga 5, 22).

4.6. Chrzest w Duchu Świętym średniowiecznych albigensów (katarów)
Do tej pory w naszej panoramie chrześcijańskiego doświadczenia chrztu w Duchu Świętym koncentrowaliśmy się głównie na środowiskach ortodoksyjnych: czy to w Kościele wschodnim, czy też w duchowości chrześcijańskiego Zachodu. Teraz skierujemy naszą uwagę na pewien zdecydowanie niekatolicki nurt pobożności średniowiecznego chrześcijaństwa, czyli ruch katarów. W XII i XIII wieku katarzy gromadzili ludzi poszukujących życia zgodnego z Ewangelią i cechujących się – jak zobaczymy – żarliwym pragnieniem chrztu w Duchu Świętym. Niekiedy tak rozumiany chrzest w Duchu pojmowali jako nowe narodzenie. Niestety, owe poszukiwania duchowe dokonywały się w radykalnej opozycji do Kościoła katolickiego, którego autorytet katarzy odrzucali.

a. Consolamentum średniowiecznych katarów
Historia katarów naznaczona jest tragicznym przełomem na początku XIII wieku. W latach 1209–1229 na południu Francji wydano katarom wojnę w formie krucjaty, która zakończyła się pogromem tysięcy wyznawców tego ruchu. Wskutek tego wielu katarów rozproszyło się, a z biegiem czasu z powodu trwających prześladowań (we Francji, Włoszech i w Niemczech) ich liczba topniała, aż do zaniku wspólnot katarskich pod koniec XIV stulecia.

Wierzenia i praktyki katarów różniły się bardzo w zależności od miejsca ich działania i okresu historycznego, ale wielu autorów podaje liczne szczegóły, na podstawie których można sobie wyrobić w miarę spójny obraz ich religii, a zwłaszcza najbardziej interesującego nas na tym miejscu problemu chrztu Duchem Świętym. Poniżej, tytułem przypomnienia, najpierw w kilku zdaniach zarysowane zostaną wschodnie i zachodnie duchowe źródła tego ruchu, aby naszkicować tło zasadniczej części naszego rozważania, która pozwoli przybliżyć katarski ryt zwany consolamentum jako próbę kontynuacji biblijnego chrztu Duchem Świętym i nowego narodzenia z Boga. Próbę, co trzeba podkreślić, podjętą jako alternatywa dla sakramentu katolickiego chrztu i bierzmowania.

b. Źródła wierzeń katarów

Źródła wschodnie
Dalekie źródła duchowości katarów znaleźć można po części w średniowiecznym bałkańskim ruchu bogomiłów (bogomolców), datującym się od około 930 r.[46]. Zapoczątkowany przez prezbitera imieniem Bogomił, ruch ten głosił istnienie dwóch synów Bożych: złego Satanaela i dobrego − Chrystusa. Bogomolcy byli więc wyznawcami dualizmu – dobra i zła. Według nich Satanael stworzył świat materialny, co było jego winą, gdyż pierwotny plan Boży obejmował tylko rzeczywistość duchową. Wskutek tego błędu Chrystus musiał przyjść z nieba po to, aby przemóc Satanaela (Szatana), uwolnić duchowy pierwiastek w człowieku i w ten sposób zwyciężyć zło. Bogomolcy odrzucali sakramenty i obrazy religijne (jako elementy materialne w religii), natomiast ze Starego Testamentu uznawali tylko Psalmy i księgi prorockie. Ruch ten był aktywny w Bułgarii, a w Bośni dotrwał aż do XV wieku, czyli do najazdu muzułmańskiego.

Wiele szczegółów dostarcza powstały prawdopodobnie w latach 1111–1118 tekst Panoplii dogmatycznej autorstwa Eutyma Zigabena, egzegety bizantyjskiego. Pisze on o dwóch etapach wtajemniczenia u chrześcijańskich wyznawców dualizmu. Pierwszy etap to modlitwy i wyznanie grzechów prowadzące do ponownego chrztu (anabaptidzousi) w celu oczyszczenia ze zmazy chrztu pierwszego (czyli sakramentu katolickiego). W oznaczonym dniu kładziono na głowie kandydata Ewangelię św. Jana, czytano jej Prolog, wzywano Ducha Świętego i recytowano Ojcze nasz. Etap drugi, następujący po okresie próbnym, polegał na tym, że przy ponownym położeniu Ewangelii na głowie, śpiewie hymnów uwielbienia oraz przez nałożenie rąk wszystkich obecnych mężczyzn i kobiet włączano kandydata do grona „doskonałych”. Przez modlitwę wstawienniczą połączoną z nałożeniem rąk − jak wierzyli zebrani − zstępuje Duch Święty. Był On jednak pojmowany odmiennie niż w ortodoksyjnym chrześcijaństwie, a mianowicie jako indywidualna dusza człowieka zagubiona podczas upadku: teraz dusza ta mogła powrócić na swoje miejsce. To właśnie był Paraklet, czyli jak to interpretowano: Boży Pocieszyciel. Od tego czasu „doskonały” był już pewny swojego zbawienia, a wszyscy wierni kłaniali mu się na znak szacunku[47].

Nie wszystkie elementy tej wizji wiary zostały przejęte przez późniejszych katarów zachodnioeuropejskich, ale warto zauważyć najważniejsze elementy mające związek z pojmowaniem nowego narodzenia: odrzucanie sakramentalnego chrztu katolickiego (zwłaszcza gdyby miało to dotyczyć chrztu przyjętego w dzieciństwie) oraz podkreślanie roli wspólnotowej modlitwy „doskonałych” w akcie przyjęcia mocy Ducha Świętego przez kandydata na kolejnego „doskonałego”.

Źródła zachodnie
Od XI wieku począwszy w wielu regionach Francji istniały grupy i ruchy heterodoksyjne związane z manichejskimi ideami dualistycznymi: wierzono w istnienie dobrego i złego bóstwa. Wyznawców nazywano katarami (od katharoi – „czyści”), chociaż oni sami nazywali się po prostu „dobrymi ludźmi” (boni homi; bos hommes). Czasem zwano ich albigensami od francuskiego miasta Albi, w rejonie którego było ich więcej. Katarzy głosili, że katolicki chrzest nie daje odpuszczenia grzechów; może ono nastąpić tylko przez nałożenie rąk wierzących chrześcijan i przez dar Ducha Świętego, który nauczy prawdziwego znaczenia Pisma Świętego. Już w połowie XI wieku Roger II († 1065), biskup Châlons-sur-Marne, uskarżał się na niektórych chłopów swojej diecezji, którzy uczęszczali na tajemne spotkania, gdzie − jak twierdzili − otrzymywali Ducha Świętego przez nałożenie rąk. W XII wieku na południu Francji i na północy Włoch istniały już całe kościoły katarów z biskupami i sławnymi szkołami, które nawet zwoływały swoje własne synody (na przykład synod w Saint-Felix, ok. 1170 r.). Wspólnoty te utrzymywały żywe kontakty z podobnymi sobie, choć o wiele bardziej radykalnymi Kościołami wschodnimi w Bułgarii, Grecji i Tracji. Przedstawiciele katarów udawali się tam po nowe napełnienie Duchem, zwane przez nich z łacińska „consolamentum”, aby po powrocie udzielać go z kolei miejscowym wyznawcom, nawet takim, którzy już raz je wcześniej otrzymali[48]. Sama nazwa „consolamentum” nawiązuje do Ducha Parakleta z Ewangelii Janowej: określenie to często tłumaczono jako „Pocieszyciel” (J 16, 7) (od łac. „consolor” – „pocieszać”).

c. Chrzest Duchem Świętym w praktyce katarów

Ludowa praktyka nowego narodzenia przez chrzest duchowy
Już w XI i XII wieku na południu Francji istniały więc grupy negujące wartość katolickiego chrztu sakramentalnego, zarówno dzieci, jak i dorosłych, gdyż uznawały skuteczność jedynie chrztu duchowego dokonywanego przez nałożenie rąk. Tradycyjny katolicki chrzest wodą uważały za chrzest Janowy, podczas gdy zgodnie z ich wiarą chrztem w Duchu Świętym miał być wyłącznie chrzest Jezusowy (czyli przez nałożenie rąk). Allain de Lille pisał o katarach (ok. 1190–1194), że według nich do skuteczności przekazywania Ducha Świętego należy koniecznie nałożenie rąk wierzących współbraci[49]. Wierzono przy tym, że wszelki grzech zostaje usunięty, jeśli nakłada ręce „doskonały”, a więc członek kościoła katarów, czyli człowiek sam ochrzczony wcześniej w Duchu[50].

Bonacursus, były biskup katarów nawrócony później na katolicyzm, zaświadczał w Manifestatio haeresis catharorum (ok. 1176–1190), że niektórzy z nich faktycznie zaprzeczali, jakoby sakramentalny chrzest wodą udzielał Ducha Świętego, i przypisywali to tylko nakładaniu rąk, które nazywano odnowieniem i chrztem w Duchu Świętym[51].

Jacques de Capellis z Mediolanu w połowie XIII wieku pisze w Summa contra haereticos, że albigensi mają sakrament nakładania rąk nazywany „chrztem Ducha Świętego” (baptismum spiritus sancti), bez którego według nich nikt nie może zostać zbawiony. Mają prawdziwą strukturę kościelną z biskupami, zastępcami biskupów (których nazywali synami: „syn starszy” i „syn młodszy”) oraz diakonami. Pod nieobecność wyższych przełożonych władzę nakładania rąk mają też diakoni. Sam obrzęd chrztu w Duchu Świętym przebiegał następująco: po zebraniu się całej grupy, kobiet i mężczyzn, stawiano kandydata na środku. Następnie przełożony wygłaszał nauczanie (oratio) na temat wiary i obyczajów katarskich, o zbędności i braku owocności wiary Kościoła rzymskiego i jego sakramentów, po czym pytał kandydata, czy chce w ogłoszonej właśnie wierze trwać do końca życia. Po pozytywnej odpowiedzi kandydata przełożony zgromadzenia kładł mu na głowie księgę Ewangelii, a wszyscy obecni kładli prawą dłoń albo na jego głowie albo na ramionach. Przełożony wznosił wtedy modlitwę w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego, odmawiał siedmiokroć Ojcze nasz oraz czytał Prolog Ewangelii Janowej. Uczestnicy zgromadzenia wierzyli, że w ten właśnie sposób dokonywało się odpuszczenie grzechów i napełnienie łaską Ducha Świętego[52]. Zauważmy, że te dwa elementy: negatywny (odpuszczenie win) i pozytywny (napełnienie Duchem) to nic innego jak treść biblijnego nowego narodzenia.

Raynier Sacconi w Summa de catharis (ok. 1250 r.) potwierdza: nakładanie ręki z modlitwą katarzy nazywają consolamentum i duchowym chrztem lub chrztem Ducha Świętego (baptismum spiritus sancti) oraz uczą, że tylko w ten sposób można dostąpić odpuszczenia grzechów i otrzymania Ducha Świętego. Niektórzy skrajni albigensi głosili jednak, że ręka – jako element materialny – jest stworzona przez diabła, dlatego to nie nakładanie rąk, ale Modlitwa Pańska przyjęta z wiarą miałaby być przyczyną chrztu duchowego. Wszyscy jednak wspólnie wyznawali, że gdyby nakładający ręce przełożony żył w grzechu, to odpuszczenie grzechów nie nastąpi. Przy tym nakładanie rąk zawsze było wspólnotowe: ręce nakładały co najmniej dwie osoby[53].

Katarski Rytuał prowansalski z XIII wieku używa na określenie consolamentum nazwy „chrzest duchowy” i precyzuje, że w ten sposób udziela się Ducha Świętego w Kościele Bożym przez modlitwę i nałożenie rąk „dobrych ludzi” (czyli chrześcijan katarów). Przewodniczący zgromadzeniu „starszy” i inni „dobrzy ludzie” kładą swoje prawe dłonie na kandydacie i modlą się: „Ojcze, ześlij na niego swoją łaskę i Twojego Ducha Świętego”[54].

Wpływy katarów nie ograniczały się tylko do krajów romańskich, ale sięgały dalej, aż do Niemiec. Opat premonstratensów, Evervin ze Steinfeld, pisze w liście z 1143 r. do Bernarda z Clairvaux o pewnych mieszkańcach Kolonii, którzy nie cenią sobie chrztu wodą i zastępują go innym chrztem, który nazywają chrztem ogniem i Duchem, powołując się przy tym na tekst Ewangelii: „On was chrzcić będzie Duchem Świętym i ogniem” (Mt 3, 11). „Nie dbają o nasz chrzest”, pisał opat ze Steinfeld, gdyż – jak wyjaśniał – uważają, że ich chrzest jest wyższy od tradycyjnego chrztu katolickiego, który utożsamiali tylko z Janowym chrztem wodą. Ich chrzest natomiast sprawowany był bez wody, lecz przez nałożenie rąk – powoływali się tu na tekst z Dziejów Apostolskich o nałożeniu rąk na Szawła z Tarsu przez Ananiasza, w wyniku czego Paweł „przejrzał i został napełniony Duchem Świętym” (por. Dz 9, 11-19). Każdy tak ochrzczony nazwany był wybranym i mógł z kolei sam przekazywać ów chrzest. Wspólnota katarów miała trzy stopnie: słuchacz (auditor), wierzący (credens), wybrany (electus). Wierzącym i wybranym zostawało się po okresie próby, za każdym razem przez nałożenie rąk[55].

W swoich kazaniach przeciw katarom (Sermones contra catharos) mnich Eckbert (opat Schönau od 1167 r.) wzmiankuje zwolenników takich praktyk. W opinii katarów człowiek zdolny do przyjęcia chrztu musiał być w wieku używania rozumu (z czego wynikało, że nie można udzielić chrztu dziecku). Jednak i tak nie mieli tu na myśli chrztu wodą, ale chrzest ogniem (in igne), ponieważ – jak mawiali – „chrzest wodą na nic się nie przyda”. Katarzy powoływali się przy tym na słowa Ewangelii św. Mateusza o chrzcie w Duchu Świętym. Praktykę tę Eckbert nazywa „ponownym chrztem”. Jej praktyczny przebieg opisuje tak: Zgromadzeni w zamkniętym, jasno oświetlonym pokoju stawiają pośród siebie tego, który ma być ochrzczony, czyli włączony do społeczności katarów. Przewodniczący (archicatharus) chrzci go przez nałożenie ręki[56].

Rytuał katarów: duchowe odrodzenie przez nałożenie rąk (consolamentum)
Najważniejszy średniowieczny dokument wspólnot katarskich to rytuał łaciński napisany ok. 1250 r., a więc już po wojnie katarskiej[57]. Dokument ten zawiera pouczenia liturgiczne, tekst proponowanej homilii oraz opis obrzędu udzielenia pierwszego stopnia inicjacji katarskiej – tak zwane udzielenie modlitwy Ojcze nasz, czyli włączenie do wspólnoty wierzących. Zawiera też opis drugiego stopnia wtajemniczenia, a mianowicie udzielenia consolamentum, czyli włączenia do wspólnoty doskonałych.

Według Rytuału chrzest duchowy, czyli consolamentum, odbywa się przez nałożenie rąk[58]. Można go otrzymać zaraz po tak zwanym otrzymaniu Modlitwy Pańskiej[59], a więc przy pominięciu okresu przygotowania. Jest to chrzest duchowy na odpuszczenie grzechów, który następuje przez modlitwę oraz nałożenie rąk „dobrych chrześcijan” (tj. katarów)[60].

Przez ten chrzest Bóg udziela siły i mocy, aby ochrzczeni w ten sposób sami mogli z kolei oczyszczać innych przez podobny chrzest. Autor Rytuału powołuje się tu m.in. na następujące teksty Ewangelii:

„Jezus znowu rzekł do nich: ‚Pokój wam! Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam’. Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: ‚Weźmijcie Ducha Świętego!'” (J 20, 21-22).

„Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, cokolwiek zwiążecie na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążecie na ziemi, będzie rozwiązane w niebie. Dalej, zaprawdę, powiadam wam: Jeśli dwóch z was na ziemi zgodnie o coś prosić będzie, to wszystko otrzymają od mojego Ojca, który jest w niebie” (Mt 18, 18-19).

„Jezus podszedł do nich i przemówił tymi słowami: ‚Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi. Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego'” (Mt 28, 18-19)[61].

W Rytuale katarskim chrzest taki nazywa się nawet wprost „chrztem nałożenia rąk”[62]. Według Rytuału jest to powrót do pierwotnej praktyki uczniów Jezusa: prawdziwi chrześcijanie są dziedzicami uczniów i dlatego praktykują chrzest nałożenia rąk na odpuszczenie grzechów[63]. O tym chrzcie, według rytu katarskiego, mówił Apostoł Paweł: „Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał […], nic mi nie pomoże” (1 Kor 13, 1. 3) − gdyż miał na myśli: „Gdybym nie miał chrztu duchem miłości − nic mi nie pomoże”. Chrzest nałożenia rąk „jest − jak się wydaje − konieczny do zbawienia”[64].

A oto fragment z homilii wygłaszanej przy udzielaniu consolamentum:

„Nazywa się to duchowym chrztem Jezusa Chrystusa i chrztem Ducha Świętego, jak mówił Jan Chrzciciel: ‚Ja was chrzczę wodą dla nawrócenia; lecz Ten, który idzie za mną, mocniejszy jest ode mnie; ja nie jestem godzien nosić Mu sandałów. On was chrzcić będzie Duchem Świętym i ogniem’ (Mt 3, 11), co oznacza: On sam obmyje was i oczyści w zrozumieniu duchowym i w dobrych dziełach.

Przez ten chrzest należy rozumieć to odrodzenie duchowe (spiritualis renatio), o którym Chrystus mówił Nikodemowi: ‚Jeśli się ktoś nie narodzi z wody i z Ducha, nie może wejść do królestwa Bożego’ (J 3, 5)”[65].

Udzielający chrztu kładzie na głowie wierzącego księgę, a wszyscy zebrani kładą na nim swoją prawą dłoń[66]. Katarzy utrzymują, iż chrzest ten pochodzi z ustanowienia Chrystusa, a jego skutkiem jest odpuszczenie grzechów[67]. Rytuał łaciński jest wyraźnie bardziej stonowany w odniesieniu do katolicyzmu niż radykalnie antykatolickie formy dualizmu pochodzące z Bizancjum: zaznacza, że nie należy gardzić pierwszym chrztem ani dotychczasowym chrześcijaństwem. Po prostu ten nowy, duchowy chrzest nałożenia rąk jest konieczny, gdyż ten uprzedni nie wystarczyłby do zbawienia. Co ważne, dopiero od chwili przyjęcia consolamentum człowiekowi przysługuje miano chrześcijanina (christianus); do tej pory był jedynie kandydatem, nazywanym wierzącym (credens)[68].

Z przytoczonych tu przykładów wyłania się dość jednolity obraz consolamentum rozumianego przez katarów jako chrzest w Duchu Świętym.

Po pierwsze, sięgano po Pismo Święte, oczekując spełnienia w praktycznym życiu ewangelicznej zapowiedzi: „On was chrzcić będzie Duchem Świętym i ogniem” (por. Mt 3, 11).

Po drugie, odrzucano tradycyjny, katolicki sakrament chrztu jako wypełnienie tej biblijnej zapowiedzi. Tłumaczono, że do przyjęcia Bożego daru potrzebna jest świadoma wiara, a katolicy zwykle udzielali sakramentalnego chrztu małym dzieciom. W oczach katarów pozbawiało to chrztu jakiejkolwiek mocy. Drugim powodem odrzucania katolickiego chrztu był jego (oczywisty przecież) związek z materią: skoro używano do jego celebracji wody, to w odbiorze katarów stanowiło to niegodne odwołanie się do gorszej, materialnej części świata. Katarzy co najwyżej byli więc gotowi widzieć w chrzcie tylko to samo, co czynił Jan Chrzciciel jako przygotowanie do przyjęcia orędzia Chrystusa. Wreszcie pojawiał się też motyw grzeszności katolików, a zwłaszcza katolickich szafarzy sakramentów: dowodzono, że grzesznik nie może udzielić duchowego daru, skoro jego grzech wskazuje, iż sam Ducha nie ma.

Po trzecie, określenie chrzest Duchem Świętym (lub chrzest w Duchu) odnoszono – wskutek odrzucenia „chrztu wodą” – do pewnego rodzaju modlitwy. Chrzest w Duchu polegał więc na wspólnotowej modlitwie o ten duchowy dar dla osoby ubiegającej się o niego. Skuteczność tej modlitwy wymagała, aby modląca się wspólnota składała się tylko z osób, które już wcześniej otrzymały tak rozumiany chrzest w Duchu. Praktyczny przebieg modlitwy obejmował nałożenie rąk (najbliżej stojący dotykali swoimi dłońmi głowy i ramion osoby oczekującej na consolamentum), symboliczne położenie Biblii na kandydata oraz przekazanie mu słowa z Pisma Świętego dostosowanego do tej okazji.

Po czwarte, ten właśnie modlitewny akt chrztu w Duchu sprawiał, że człowiek stawał się chrześcijaninem: do tej pory był tylko kandydatem na ucznia Chrystusa. Skutek ten obejmował również odpuszczenie w tej właśnie chwili wszystkich popełnionych grzechów i napełnienie łaską, a więc nowe narodzenie. Wydaje się, że z tego właśnie powodu uprzywilejowanym tekstem biblijnym stosowanym podczas duchowego chrztu był Janowy Prolog (J 1, 1-17). Tam przecież czytamy, że „wszystkim tym, którzy Je [Słowo] przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego – którzy ani z krwi, ani z żądzy ciała, ani z woli męża, ale z Boga się narodzili” (J 1, 12-13). Owo „przyjęcie Słowa” było rozumiane jako akt modlitewny, skierowana do Boga prośba o chrzest w Duchu. Można by więc powiedzieć – posługując się (nieco sztucznie, co prawda) katolicką terminologią – że za materię tego sakramentu uważano nałożenie rąk przez zgromadzoną wspólnotę „doskonałych”. * * *

Podsumujmy kolejny etap naszej wędrówki przez wieki duchowego życia Kościoła w poszukiwaniu chrztu w Duchu Świętym. Zainspirował nas – jeszcze w poprzednim rozdziale – ten fragment opisu Nocy Ognia u Błażeja Pascala, gdzie uznał on swoje doświadczenie płomienia Pańskiego za spotkanie z „Bogiem Jezusa Chrystusa”. A skoro „Jezus Chrystus – wczoraj i dziś, ten sam także na wieki” (Hbr 13, 8), to nie powinno nas dziwić, że Kościół Chrystusa zawsze oczekiwał na powtarzanie się wydarzeń z jerozolimskiego Wieczernika.

To oczekiwanie dostrzegliśmy najpierw w modlitwach liturgicznych. Liturgia to źródło będące na samym szczycie autorytetów wiary, gdyż lex orandi lex credendi est (reguła modlitwy jest regułą wiary).

Realizację instynktownego oczekiwania ludzi Kościoła na wylanie Ducha Świętego do serc wierzących ujrzeliśmy u św. Augustyna. Przejawiło się to zarówno w jego życiu (stał się więc świadkiem mocy Ducha), jak i w jego nauczaniu (został kwalifikowanym nauczycielem Kościoła). Dołączyło do tego doświadczenie św. Hieronima wraz z dotknięciem serca przez ogień pokuty i wodę łez.

Więcej miejsca poświęciliśmy mało u nas znanej postaci św. Symeona Nowego Teologa. Średniowieczny bizantyjski mnich jest w pełnym tego słowa znaczeniu zarówno świadkiem prawosławia, jak i nauczycielem katolicyzmu, gdyż żył w szczęśliwym czasie przed podziałem Kościoła. A uczył z niestrudzoną pasją o tym, że chrześcijanin ma być człowiekiem narodzonym na nowo, że ma doświadczać swojego chrztu w Duchu Świętym i ma wystrzegać się niezdrowego oddzielania wiary od przeżycia.

Potem towarzyszyły nam oddzielone o tysiąc lat jeszcze dwa przykłady świętych Kościoła. Zarówno św. Patryk, jak i św. Filip Neri są żywymi przykładami podstawowej zasady; zmienia się terminologia opisu i kulturowe uwarunkowania interpretacji. Ale jedno pozostaje niezmienne: Bóg zsyła dary Ducha Świętego na całą ziemię i dokonuje w sercach wiernych tych cudów, które zdziałał w początkach głoszenia Ewangelii.

Zakończyliśmy zaś – dla porównania – przykładem z duchowości albigensów. To niekatolickie przecież wyznanie cieszyło się wielką popularnością na pograniczu Francji, Italii i Niemiec, co jest dowodem tak wielkiego pragnienia odnowy duchowej w tamtych czasach, że mogło nawet prowadzić całe rzesze wyznawców do grup pozostających poza Kościołem.

Przypisy

[15] „Któż może odmówić chrztu tym, którzy otrzymali Ducha Świętego tak samo, jak my?” (Dz 10, 47); „I wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym” (Dz 2, 4); „Przyjęli chrzest w imię Jezusa. A kiedy Paweł włożył na nich ręce, Duch Święty zstąpił na nich” (Dz 19, 5-6).
[16] Sancti Leonis Magni Romanis Ponttifici Opera Omnia, PL 54–56, Sermo LXXV de Pentecoste I, 2.
[17] Tenże, Sermo LXXV de Pentecoste II, 4–5.
[18] Augustinus Hipponesis, In Evangelium Ioannis Tractatus Centum Viginti Quatuor, Tractatus 74,2; por. tłum. włoskie Omelia 74,2; tekst dostępny on line, zob. Bibliografia.
[19] Tractatus 74, 3.
[20] Święty Augustyn, Wyznania VIII, 11 (Confessiones; tekst dostępny on line, zob. Bibliografia).
[21] Tamże, VIII, 12.
[22] Titus Maccius Plautus (ok. 250–184 p.n.e.) – rzymski komediopisarz.
[23] Hieronim, List 22, 30 Ad Eustochium [Sancti Eusebii Hieronymi Stridonensis Presbyteri, Epistolae Secundum Ordinem Temporum ad Amussim Digestae et in Quatuor Classes Distributae; tekst dostępny on line, zob. Bibliografia.
[24] Por. Y. Congar, Wierzę w Ducha Świętego, Warszawa 1997, t. I, s. 143n.
[25] J. Meyendorff, Teologia bizantyjska, Warszawa 1984, s. 97.
[26] Syméon le Nouveau Théologien, Traités théologiques et éthiques, t. II, V, 463–483, seria: Sources Chrétiennes 129, Paris 1967 [dalej: Ethiques], s. 115.
[27] Syméon le Nouveau Théologien, Catéchèses, t. II, Catéchèses, XV, 100–118, seria: Sources Chrétiennes 104, Paris 1964 [dalej: Catéchèses], s. 231.
[28] Syméon le Nouveau Théologien, Chapitres théologiques, gnostiques et pratiques, 3, 45, seria: Sources Chrétiennes 51, Paris 1957 [dalej: Chapitres], s. 93.
[29] Chapitres, 1, 35, s. 50.
[30] Ethiques, X, 441–446, s. 291.
[31] Syméon le Nouveau Théologien, Hymnes, 44, 262n, seria: Sources Chrétiennes 196, Paris 1973 [dalej: Hymnes], s. 89.
[32] Hymnes, 52, 56, s. 203.
[33] Hymnes, 53, 39, s. 215.
[34] Ethiques, V, 1–12, s. 81.
[35] Tamże, X, 754–777, s. 315.
[36] Tamże, V, 296–316.
[37] Katecheza XV, 78–103.
[38] Patrick, Confessio: Patrick’s Declaration of the Great Works of God, w: Celtic Spirituality 25, red. O. Davies, New York – Mahwah 1999, s. 67–90, s. 71; Libri Epistolarum Sancti Patricii Episcopi. Liber Primus: Confessio; tekst dostępny on line, zob. Bibliografia.
[39] St. Patrick, Confessio, s. 73.
[40] Tamże, s. 77.
[41] Tamże, s. 75.
[42] E. A. Cerrato, Il Cuore di Filippo, „L’Osservatore Romano” z 26 maja 2013 r.; por. Filippo Neri: la radice; teksty dostępne on line, zob. Bibliografia.
[43] Frajese V., Filippo Neri, santo (Dizionario biografico); tekst dostępny on line, zob. Bibliografia.
[44] Dalla Lettera di Sua Santità Pio XII a P. Paolo Caresana C.O., Preposito dell’Oratorio di Roma,
nel IV centenario della „Pentecoste” di S. Filippo
(1944); tekst dostępny on line, zob. Bibliografia.
[45] Lettera di Giovanni Paolo II ai Membri della Confederazione dell’Oratorio nella Ricorrenza del IV Centenario della Morte di San Filippo Neri (4 października 1994 r.); tekst dostępny on line, zob. Bibliografia.
[46] Skrótowe dane na ten temat można znaleźć w Rytuale katarów i w komentarzach do tego tekstu: Rituel cathare (Rytuał katarów), red. Ch. Thousellier, seria: Sources Chrétiennes 236, Paris 1977 [dalej: RC].
[47] Tamże, s. 131–135.
[48] Tamże, s. 138–152.
[49] „baptismus non valet sine manus impositione”.
[50] Ch. Thouzellier, Introduction, dz. cyt., s. 148–150.
[51] „[…] impositione manum quam baptismum appellant, et renovationem sancti Spiritus”, tamże, s. 152.
[52] Jacques de Capellis, Summa contra haereticos, w: RC, s. 272–274.
[53] Raynier Sacconi, Summa de Catharis, w: RC, s. 276–277.
[54] Consolamentum cathare. Rituel provençal, 22, w: RC, s. 285n.
[55] Evervin de Steinfeld, List do Bernarda z Clairvaux, w: RC, s. 267.
[56] Eckbert de Schönau, Sermones contra catharos, VIII, w: RC, s. 268.
[57] To właśnie cytowany już wyżej Rytuał katarów: Rituel cathare, red. Ch. Thousellier, seria: Sources Chrétiennes 236, Paris 1977.
[58] „baptismum sanctum impositionis manuum”, tamże, 13, 4.
[59] Tamże, 7, 1.
[60] Tamże, 8, 7-9.
[61] Tamże, 9, 48.
[62] „baptismum impositionis manuum”, tamże, 9, 11.
[63] Tamże, 10, 12.
[64] „sine quo nullus salvari potest”, tamże, 12, 26-29.
[65] Tamże, 9, 10-20.
[66] Tamże, 14, 14-15.
[67] Por. tamże, 13, 5-11.
[68] Tamże, 14, 49.

Rozdział 5
PŁOMIENNY BÓG MISTYKÓW

Do tej pory szukaliśmy naszych przykładów w historii Kościoła jedynie w kręgu duszpasterzy. Święci Augustyn, Hieronim i Patryk byli biskupami z nadzwyczajną aktywnością zaangażowani w ewangelizację. Święci Symeon i Filip Neri to prezbiterzy Kościoła z gorliwością głoszący ludowi słowo Boże (tylko dla stworzenia szerszego tła dołączyliśmy jeszcze fragment o średniowiecznych albigensach). W ten sposób spojrzeliśmy na jedną stronę chrześcijańskiego życia, bardzo istotną i fundamentalną – ale nie jedyną.

Do istoty Kościoła należy przecież także szerzej pojęty wymiar charyzmatyczny. W tej sferze działania Ducha Świętego rozpoznajemy wspólnoty zakonne żyjące według swoich darów i charyzmatów. Najbardziej znane postaci z tego kręgu to wielcy mistycy katolickiej Tradycji. I właśnie w ich stronę skierujemy teraz nasz wzrok. Znajdziemy tu doświadczenie Hildegardy z Bingen, z jej niezwykłym przeżyciem chrztu w Duchu Świętym. Zaznajomimy się następnie z duchową propozycją św. Gertrudy, z jej drogą wyznaczoną przez etapy wewnętrznej aktualizacji kolejnych sakramentów, w tym bierzmowania. Święta Katarzyna ze Sieny podpowie nam słowa swojej modlitwy. Sięgniemy też do mistyki Karmelu. Święta Teresa od Jezusa podzieli się z nami swoim doświadczeniem potężnego działania Ducha Świętego, a uczony mistyk i znamienity pisarz, św. Jan od Krzyża, wprowadzi nas w krainę żywego płomienia miłości, którym – jak od razu się domyślamy – jest Duch Święty.

5.1. Święta Hildegarda z Bingen: autoportret z Duchem Świętym
Święta Hildegarda z Bingen († 1179) to bardzo ważny świadek wiary w epoce późnego średniowiecza. Oddana jako dziecko do klasztoru benedyktynek, z biegiem czasu została tam mniszką, a potem nawet przeoryszą. Nasze współczesne, potoczne wyobrażenia o roli kobiet w średniowiecznym Kościele doznają wyraźnej korekty, kiedy dowiemy się, że jej publiczna sława rozpoczęła się od korespondencji ze słynnym św. Bernardem z Clairvaux († 1153). To także jej sprawą zajął się sam papież Eugeniusz III w roku 1147, podczas synodu w Trewirze, wydając zezwolenie na publikację jej dzieła, a w późniejszych czasach zdarzyło się jej korespondować z cesarzem. A co powiemy na to, że zajmowała się także duszpasterstwem, głosząc słowo ludowi Bożemu (na co dziś raczej nie byłoby szans)?

Zacznijmy od fragmentów fundamentalnego dla nas dzieła św. Hildegardy pod tytułem Scivias. Jest to skrót od dłuższej wersji tytułu: Scito vias Domini, czyli Poznaj drogi Pana. Książka zawiera 35 zdumiewających ilustracji namalowanych jako pomoce do zrozumienia kolejnych duchowych wizji Hildegardy.

Święta uczyła oczywiście, że dar Ducha Świętego jest przekazywany w sakramencie chrztu[69]. Wtedy to w sercu pojawia się źródło szczęścia i zbawienia. Następnie sakrament bierzmowania udziela niezmierzonej słodyczy Ducha Świętego. Bierzmowani przyozdobieni są lśniącymi darami Ducha. Ukoronowaniem tej drogi jest Eucharystia, w której dusze wiernych zapalają się płomiennym darem Ducha i zalane są oświeceniem Bożym[70].

Ta ściśle sakramentalna wizja drogi duchowej została jednak harmonijnie połączona z perspektywą wewnętrznego doświadczenia: Hildegarda w wieku 42 lat przeżyła osobiste zesłanie Ducha Świętego. Z lektury prologu do Scivias dowiadujemy się o tym niezwykłym punkcie zwrotnym w życiu Hildegardy, który stał się nowym początkiem jej duchowej przygody:

„W roku 1141 od Wcielenia Jezusa Chrystusa Syna Bożego,
kiedy miałam 42 lata i siedem miesięcy
otwarło się niebo [aperto caelo],
przyszło ogniste światło [igneum lumen] lśniące z mocą
i wlało się [transfudit] w mój umysł.
Całe me serce i całe wnętrze
jakby zapłonęło płomieniem [flamma inflammavit],
jednak nie palącym, ale ogrzewającym [non ardens sed calens],
tak jak słońce rozgrzewa rzecz, na którą pada jego promień.
Natychmiast zrozumiałam znaczenie orędzia ksiąg:
Psałterza, Ewangelii i innych pism Starego i Nowego Testamentu.
A nie chodziło tu o zrozumienie wyrazów, podziału sylab czy też gramatycznych przypadków i czasów, ale o moc i tajemnice sekretów przedziwnych wizji”[71].

Kiedy czytamy te słowa, przypomina nam się podobny opis z Wyznań św. Augustyna. Było to więc takie wylanie Ducha Świętego, które pozwoliło zebrać w jedno całe dotychczasowe doświadczenie duchowe Hildegardy.

Niedługo potem Hildegarda namalowała jedną ze swoich iluminacji – autoportret, w którym na znak jej Pięćdziesiątnicy otoczona jest rozdzielonymi językami ognia. Ukazana jest tam z tabliczką do pisania i w obecności sekretarki (w drugiej wersji – z mnichem). W obu wersjach spływa na nią z nieba strumień ognia. W innej wizji została nawet wezwana do głoszenia słowa Bożego w Duchu Świętym, w miarę jak Bóg przez nią przemawiał[72].

Potwierdzeniem autentyczności jej doświadczenia chrztu w Duchu Świętym była reakcja otoczenia, a zwłaszcza największych kościelnych autorytetów owego czasu. Święty Bernard z Clairvaux potwierdził jej duchowe namaszczenie. Pierwszą wersję Scivias Hildegarda przekazała arcybiskupowi z Mainz, a w roku 1147 na Synodzie w Trewirze przy udziale papieża Eugeniusza została „w imię Chrystusa i św. Piotra” upoważniona do ogłoszenia wszystkiego, „czego nauczyła się od Ducha Świętego”[73].

Powszechnie uważano ją wtedy za prorokinię, korespondowała z papieżami i świeckimi władcami, którym nie szczędziła słów napomnienia, jeśli uważała to za stosowne. Udawała się na wyprawy misyjne, osobiście głosząc słowo we Frankonii, Lotaryngii, Szwabii i w krajach nad Renem – często w stylu apokaliptycznym. W takim celu Hildegarda podjęła serię misji ludowych, wzywając do nawrócenia wiernych w Mainz, Würzburgu, Bambergu, Trewirze, Metzu, Bonn i w Kolonii. Te fakty pomogą nam zrozumieć niezwykły rozgłos zyskany przez jej powszechnie wówczas znane doświadczenie duchowe.

Starała się też wziąć czynny udział w zakończeniu schizmy spowodowanej pojawieniem się trzech antypapieży mianowanych przez cesarza Fryderyka Barbarossę[74].

Zakończmy słowami Hildegardy, które zapewne warto wziąć do siebie:

„Kto ma mądrość w Duchu Świętym [scientiam in Spiritu Sancto]
i skrzydła wiary,
ten niech nie lekceważy mojego napomnienia,
lecz niech chętnie je podejmie ku rozkoszy swej duszy”[75].

5.2. Święta Gertruda z Helfty: „jeśli chcesz otrzymać Ducha Świętego…”
Przeniesiemy się teraz do czasów, w których żyła św. Gertruda z Helfty (1256–1302), kolejna wielka mistyczka niemieckiego średniowiecza. W ciągu czterdziestu pięciu lat swojego życia w Turyngii doświadczyła zdumiewających łask duchowych i bardzo głębokiego wglądu w ścieżkę wewnętrznego zbliżania się chrześcijanina do Boga. W klasztorze żyła od czasu, gdy osiągnęła piąty rok życia, była tam wychowywana przez nie mniej słynną mistyczkę, Mechtyldę z Hackeborn (1241–1299). W roku 1281, gdy miała dwadzieścia pięć lat, Gertruda przeżyła pierwszą wizję mistyczną i swoje głębokie nawrócenie.

Zacznijmy od pewnej wizji, której Gertruda doświadczyła podczas modlitwy w wigilię uroczystości Zesłania Ducha Świętego. Usłyszała wtedy głos Jezusa, który zachęcał ją do przyjęcia Bożego Ducha: „Otrzymasz moc Ducha Świętego, który przyjdzie na ciebie”. Ujrzała najpierw jaskinię w swoim sercu, a potem strumień miodu wypływający z Serca Jezusa. Strumień wypełnił całą jaskinię. Zrozumiała wtedy, że otrzymała namaszczenie i łaskę Ducha Świętego.

Syn Boży pobłogosławił wtedy tę jaskinię tak, jak błogosławi się źródło chrzcielne. Zanurzyła się tam i dostąpiła nowego narodzenia, wyszła bielsza niż śnieg. Skierowała do Boga kolejne modlitwy, po czym otrzymała dary Ducha Świętego, dar rady i mocy[76]. Pojęła wtedy jasno, że oto Pan spełnił swoją obietnicę z poprzedniego dnia: „Otrzymasz moc Ducha Świętego”[77].

a. Ćwiczenia duchowe na drodze do chrztu w Duchu
Jednym z ważniejszych dzieł św. Gertrudy są ćwiczenia duchowne − Exercitia[78]. Dla naszego tematu, czyli chrztu w Duchu Świętym, teksty te są niezmiernie istotne. Wystarczy rzut oka na temat pierwszego ćwiczenia, aby odnaleźć się w samym centrum pragnień tak wielu − również współczesnych nam − chrześcijan: Exercitium I: De recuperanda innocentia baptismaliM (O odzyskaniu niewinności chrztu).

Święta zapowiada w swoich Ćwiczeniach możliwość przeżycia – przez ochrzczonego już skądinąd człowieka – nowego narodzenia w mocy Ducha Świętego i przywrócenie mu w ten sposób pełni daru dziecięctwa Bożego[79], otrzymanego niegdyś w sakramencie chrztu. Jako biblijną podstawę swego nauczania Święta podaje następujący tekst zaczerpnięty z Nowego Testamentu:

„W odpowiedzi rzekł do niego Jezus: ‚Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się ktoś nie narodzi powtórnie, nie może ujrzeć królestwa Bożego’. Nikodem powiedział do Niego: ‚Jakżeż może się człowiek narodzić, będąc starcem? Czyż może powtórnie wejść do łona swej matki i narodzić się?’. Jezus odpowiedział: ‚Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się ktoś nie narodzi z wody i z Ducha, nie może wejść do królestwa Bożego'” (J 3, 3-5).

Gertruda łączy z tą zapowiedzią Jezusa nadzieję aktualnego działania Ducha Świętego, nawiązując do fragmentu ze Starego Testamentu: „Mnie

[także]

stworzył Duch Boży, i tchnienie Wszechmocnego mnie ożywiło” (Hi 33, 4). Nadzieję tę Święta opiera na tym, co Bóg już uprzednio zdziałał w jej życiu przez swoją suwerenną łaskę, gdy zaczął spełniać biblijne obietnice związane z sakramentem chrztu.

Widać to wyraźnie w nieustannie potwierdzanym liturgicznym kontekście Ćwiczeń. Co niezmiernie istotne, zalecane przez Świętą wspomnienie chrztu dla uświadomienia sobie łaski z nim związanej nie koncentruje się na rocznicy jej własnego chrztu, a więc na przeżyciu ściśle osobistym. Jej myśl biegnie nie po torach indywidualizmu, ale według mentalności eklezjalnej, charakterystycznej dla najlepszych tradycji Kościoła. Dlatego w swoich Ćwiczeniach wskazuje ona, że okresem szczególnie przydatnym do owocnego przeżycia mocy swojego własnego chrztu jest czas Paschy i Pięćdziesiątnicy, liturgicznie związany z tymi sakramentalnymi tajemnicami[80].

Kolejny element, wyraźnie łączący pragnienie odnowienia łaski nowego narodzenia z Tradycją Kościoła, to wezwanie, by na początku ćwiczenia pierwszego odczytać Wyznanie wiary, czyli Credo[81]. Następuje przy tym skojarzenie odnowienia chrztu z zaproszeniem przez Boga do życia szczęśliwego i błogosławionego: „Wielu powiada: «Któż nam ukaże szczęście?». Wznieś ponad nami, o Panie, światłość Twojego oblicza!” (Ps 4, 7). Tak należy rozumieć darowane chrześcijaninowi nowe narodzenie, a pomagają w tym kolejne teksty, w których Gertruda łączy drogę do Ojca z drogą nadziei: „Niech będzie błogosławiony Bóg i Ojciec Pana naszego, Jezusa Chrystusa. On w swoim wielkim miłosierdziu przez powstanie z martwych Jezusa Chrystusa na nowo zrodził nas do żywej nadziei” (1 P 1, 3); oraz: „Odpowiedział mu Jezus: «Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie” (J 14, 6).

W praktycznych zaleceniach katechezy św. Gertrudy na temat odnowienia łaski narodzenia z Boga, nieustannie, jak echo, brzmią odniesienia do liturgii sakramentu chrztu. Kiedy w zwróconej do Boga modlitwie błagalnej wspomina się konieczne warunki przywrócenia daru nowego narodzenia, wówczas przywołuje się towarzyszący obrzędom chrzcielnym od starożytności akt wyrzeczenia się złego ducha i zwrócenie się ku Duchowi Bożemu[82].

Zauważyć warto, że dynamika tego tekstu odpowiada bardzo dokładnie dynamice dzisiejszego przeżywania w Kościele liturgii Wielkiego Postu, przygotowującego do odnowienia przyrzeczeń chrzcielnych. Jeden z ważnych wątków przewijających się od początku czterdziestodniowego przygotowania do Paschy aż po pełne przeżycie jej owoców duchowych w dniu Pięćdziesiątnicy – to chrześcijańska walka o wyzwolenie z uwikłania w podstępy szatana. Celem tak podjętej walki jest pełniejsze przyjęcie nowego życia i odnowienie napełnienia Duchem Świętym. Droga od corocznego wyzwalania się z dzieł mocy ciemności przez głębsze przyjęcie nowego narodzenia i mocy Ducha jest najbardziej fundamentalnym działaniem Pana w duszy, przewidzianym przez liturgię jako dar dla wszystkich chrześcijan bez wyjątku.

b. Etapy drogi
Wróćmy jednak do tekstu Ćwiczeń św. Gertrudy, w których następuje teraz seria odniesień do kolejnych aspektów rytu chrzcielnego. Oto elementy, z których ma skorzystać chrześcijanin przeżywający Ćwiczenia, pragnący odnowić w sobie darowaną mu niegdyś w sakramencie chrztu łaskę nowego narodzenia.

Znak krzyża
Wezwaniu do uczynienia znaku krzyża na czole i na piersi towarzyszy prośba o zaufanie – skoncentrowana, rzecz ciekawa, na przykazaniach Pańskich[83]. Znak krzyża powraca powtórnie, tym razem w postaci zachęty do wzięcia do ręki zwycięskiego znaku krzyża, który staje się orężem w walce duchowej[84].

Nałożenie ręki
Następuje prośba o nałożenie ręki przez Jezusa[85], zilustrowana następującym fragmentem słowa Bożego: „w cieniu swej ręki mnie ukrył” (Iz 49, 2); „Szczęśliwi, którzy mieszkają w domu Twoim, Panie, nieustannie Cię wychwalają” (Ps 84, 5).

Wpisanie imienia do księgi życia
Kolejny punkt Ćwiczeń to nawiązanie do starożytnego obrzędu wpisania do księgi życia (czyli spisu ochrzczonych) imienia kandydata do chrztu[86]. Skojarzony z tym w Ćwiczeniach fragment biblijny wyraźnie wskazuje na łaskę chrztu, rozumianą jak najbardziej personalistycznie i dialogicznie. Łaska ta nie jest czymś, co się otrzymuje, ale jest Kimś, z kim się wchodzi w przymierze na kształt przymierza małżeńskiego stojącego u podstaw rodziny: „Nazwą cię «Moje w niej upodobanie», a krainę twoją – «Poślubiona». Albowiem spodobałaś się Panu” (Iz 62, 4).

Zanurzenie w źródle chrzcielnym
Następuje duchowe odnowienie zanurzenia w źródle chrzcielnym[87]. Zanurzenie to przynosi jako skutek odnowienie osobistej więzi, wewnętrznej relacji z Panem. Tym razem jest to zanurzenie symboliczne, przez wiarę w Boże miłosierdzie, dzięki ofierze krzyża Chrystusa, a moc Jego Krwi sprawić może ponowne napełnienie Duchem Świętym[88]. Biblijne teksty przywołane w celu przedstawienia celu tej części Ćwiczeń to cała seria fragmentów Ewangelii św. Jana mówiących o otrzymaniu Ducha Świętego z tego źródła, jakim jest sam Jezus Chrystus:

„O, gdybyś znała dar Boży i [wiedziała], kim jest Ten, kto ci mówi: «Daj Mi się napić», to prosiłabyś Go, a dałby ci wody żywej” (J 4, 10).

„Jezus wstał i zawołał donośnym głosem: «Jeśli ktoś jest spragniony, a wierzy we Mnie − niech przyjdzie do Mnie i pije!” (J 7, 37).

Teksty z Ewangelii Janowej uzupełnione są tu fragmentem z Pierwszego Listu św. Jana: „namaszczenie, które otrzymaliście od Niego, trwa w was” (1 J 2, 27).

Namaszczenie
Zgodnie z dynamiką sakramentu odrodzenia chrześcijańskiego następuje teraz odnowienie duchowego namaszczenia. Wspomina się więc dar chrzcielnego odrodzenia z wody i z Ducha Świętego w połączeniu z prośbą o odpuszczenie grzechów i o takie działanie mocy Ducha, które pozwoli wejść do życia wiecznego[89]. Bardzo interesujące są skojarzenia biblijne Gertrudy związane z namaszczeniem chrzcielnym. Najpierw przywołany jest tekst Ewangelii św. Mateusza: „Albowiem słodkie jest moje jarzmo, a moje brzemię lekkie»” (Mt 11, 30), a potem tekst o wonnym olejku nardowym, który przeznaczony jest dla Oblubienicy z Pieśni nad Pieśniami: „Gdy król na uczcie przebywa, nard mój rozsiewa woń swoją” (Pnp 1, 12).

Biała szata
Następuje odnowienie przywdziania białej szaty, zgodnie z obrzędami sakramentu chrztu i odnośnymi tekstami Nowego Testamentu[90]. Użyte tu sformułowania nawiązują do Pawłowego „przyobleczenia się w Jezusa Chrystusa” (Rz 13, 14) oraz do białej szaty świętych mieszkańców nieba z Apokalipsy św. Jana.

Przyjęcie światła
Podobnie jak przyjmowanie światła zapalonej świecy skłania do troski, by jej płomień nie zagasł, tak uczestnik Ćwiczeń św. Gertrudy woła o pomoc Zbawiciela, aby „uczył go, jak nienagannie strzec [łaski] chrztu”[91].

Komunia eucharystyczna
Zgodnie z dynamiką starożytnego wtajemniczenia chrześcijańskiego, łączącego w sobie sakramenty chrztu i Eucharystii, następuje teraz duchowa Komunia eucharystyczna przez wypowiedzenie słów należących do tekstu liturgii mszalnej[92]. Personalistyczny charakter daru Komunii, czyli zjednoczenia z Osobą Chrystusa, przypomniany jest przez następujące teksty: „pokój Boży, który przewyższa wszelki umysł, będzie strzegł waszych serc i myśli w Chrystusie Jezusie” (Flp 4, 7); „w Tobie jest źródło życia i w Twej światłości oglądamy światłość” (Ps 36, 10); „Uświęć ich w prawdzie. Słowo Twoje jest prawdą” (J 17, 17).

Odczuwanie łaski Bożej
Nieco zaskakuje dzisiejszego czytelnika Ćwiczeń, że dopiero teraz następuje odnowienie bierzmowania, chociaż odnowienie duchowego namaszczenia odbyło się już wcześniej. Można to wyjaśnić w ten sposób, że zgodnie z łacińską nazwą sakramentu, confirmatio, nacisk położony jest na udzielenie mocy do walki duchowej: „abym zawsze zwycięsko wychodził z tysiąca podstępów szatańskich”[93].

Aspekt walki i potrzebnego do niej uzbrojenia (przyobleczenia się w moc duchową) jasno wynika z przytoczonych na tym miejscu przez św. Gertrudę stosownych fragmentów biblijnych:

„Weźcie też hełm zbawienia i miecz Ducha, to jest słowo Boże” (Ef 6, 17).

„Bo nie zdobyli kraju swoim mieczem ani ich nie ocaliło własne ramię, lecz prawica i ramię Twoje, i światło Twego oblicza, boś ich umiłował” (Ps 44, 4).

„Ale przyobleczcie się w Pana Jezusa Chrystusa i nie troszczcie się zbytnio o ciało, dogadzając żądzom” (Rz 13, 14).

Ćwiczenia św. Gertrudy, oprócz wyraźnych i formalnych odniesień do kolejnych elementów symboliki chrzcielnej, zawierają także elementy otwarcie przeżyciowe. Dlatego po wymienionej serii odwołań do symboli chrztu znajdziemy teraz wyrażoną wprost prośbę o odczucie wiary w Duchu Świętym, o poznanie smaku wiary i o kosztowanie słodyczy Ducha. Przeżycie to nie rozpływa się w jakimś bezowocnym pragnieniu doznań, gdyż od razu łączy się z nim głód spełniania woli Bożej[94]. Oddaje to ducha biblijnego wersetu: „Ziemia, która pije deszcz często na nią spadający i rodzi użyteczne rośliny dla tych, którzy ją uprawiają, otrzymuje błogosławieństwo od Boga” (Hbr 6, 7).

Zaślubieni z Jezusem
Jako pożądanego skutku podjęcia drogi pierwszego z Ćwiczeń św. Gertruda oczekiwała przywrócenia stanu łaski sakramentu chrztu: innocentia baptismali. Nowe narodzenie w sposób oczywisty zakłada jednak dalszy ciąg, a mianowicie wzrastanie w łasce nowego życia. Na czym ta łaska miała polegać? By zastosować tu niezwykle cenne sformułowania Katechizmu Kościoła Katolickiego: na obdarowaniu przez Boga żywą i osobistą relacją z Bogiem żywym i prawdziwym (por. KKK 2558). Jest to sformułowanie z naszych czasów, ale znakomicie oddaje intuicje zarówno starożytnych, jak i średniowiecznych chrześcijan w materii nowego narodzenia.

Warto sięgnąć także do innego dzieła wielkiej Świętej, a jest nim Zwiastun Bożej miłości (Legatus divinae pietatis)[95], by odkryć głęboko biblijne natchnienia kryjące się za jej duchowością oblubieńczą. Kiedy bowiem czytamy w księdze Apokalipsy o obietnicy zjednoczenia Pana z poszukującym Go człowiekiem, to przedstawiony tam obraz jest głęboko eucharystyczny: „Oto stoję u drzwi i kołaczę: jeśli ktoś posłyszy mój głos i drzwi otworzy, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze Mną” (Ap 3, 20). Obiecana jedność z Chrystusem zrealizuje się najpełniej nie tylko w rozmowie wewnętrznej modlitwy, ale w akcie „wieczerzania”, czyli spożywania Wieczerzy Pańskiej. W tym właśnie duchu autorka Zwiastuna poleca, aby przed komunią św. wzbudzić w sobie pragnienie, by mocą ożywiającego sakramentu Eucharystii odnowiło się w duszy to małżeństwo duchowe, które w Duchu zostało zawarte mocą wiary[96].

W Duchu Świętym
Niezwykły żar uczuć modlitwy nowo narodzonego chrześcijanina uwidacznia się także, gdy w Ćwiczeniach przyzywa się Ducha Bożego, jak choćby wtedy, gdy brzmi wołanie: „Rozpal mnie, bym Cię kochała. Oświeć mnie, bym Cię poznała. Pociągnij mnie, bym się w Tobie rozkoszowała. Opanuj mnie, bym się Tobą radowała”[97].

Święta bywa też bardzo praktyczna w swoich radach duchowych dotyczących pragnienia ponownego lub głębszego otrzymania Ducha Świętego. W komentarzu do tekstu z II niedzieli wielkanocnej, kiedy to czyta się na Mszy św. fragment Ewangelii św. Jana 20, 22 o spotkaniu Jezusa Zmartwychwstałego z uczniami w Wieczerniku, Gertruda stawia za wzór dynamikę tej sceny i pisze: „jeśli chcesz otrzymać Ducha Świętego, trzeba, byś na wzór uczniów najpierw dotknął boku i ręki [Pana]”. Ma to być dotknięcie duchowe polegające najpierw na rozważaniu z wdzięcznością miłości Bożego Serca, które przeznaczyło nas odwiecznie na synów i dziedziców królestwa, a potem − na wspomnieniu wszelkich dzieł zbawienia, które Pan podjął z miłości do nas, a zwłaszcza Jego męki i śmierci. Wreszcie przychodzi kolej na odpowiedź serca ludzkiego, które spotyka się z uprzedzającym aktem miłości Bożej: „oddaj Bogu całe swoje serce w zjednoczeniu z Jego miłością”; „ofiaruj się we wszystkim, co trzeba zdziałać lub przecierpieć, jeśli Pan tego sobie zażyczy”[98].

W naszej wędrówce przez wieki w poszukiwaniu śladów chrztu w Duchu Świętym nieco więcej uwagi poświęciliśmy św. Gertrudzie, choć zwykle pozostaje ona w cieniu innych wielkich postaci średniowiecza. Ta XIII-wieczna Święta posłużyła nam jednak za dość reprezentatywny przykład tego, jak w sposób bardzo głęboki i jednocześnie niezmiernie praktyczny można mówić o Duchu Świętym. Jej Ćwiczenia także dziś zachwycają z jednej strony niezłomnym przekonaniem o zbawczej mocy wiary w dzieło Jezusa na krzyżu i w dzieło Jezusa dokonane w sercu chrześcijanina przez chrzest, a z drugiej strony zapałem do odnowienia tego daru w bardzo osobistym i egzystencjalnym doświadczeniu napełnienia Duchem Świętym.

5.3. Święta Katarzyna ze Sieny modli się o nowe wylanie Ducha
Zakończmy spojrzenie na reprezentantki średniowiecznego mistycyzmu modlitwą napisaną osobiście przez św. Katarzynę ze Sieny († 1380). Ośmielimy się nazwać ten tekst „Modlitwą do Trójcy Świętej o nowe wylanie Ducha Świętego”[99]:

„Duchu Święty, przyjdź do mego serca,
Twą mocą pociągnij je do Ciebie, Boże,
udziel mi daru miłości i Bożej bojaźni.

Strzeż mnie, Chryste, od wszelkiej złej myśli:
rozgrzej mnie i rozpal mnie najczulszą miłością Twoją,
a każda przeciwność lekka mi się będzie zdawać.

Ojcze mój Święty, i miły mój Panie,
wspomóż mnie we wszelkiej mej posłudze,
Chryste, moja miłości, moja miłości… Amen”.

„O Spirito Santo, vieni nel mio cuore:
per la tua potenzia trailo a te, Dio,
e concedimi carità con timore.

Custodimi Cristo, da ogni mal pensiero:
riscaldami e rinfiammami del tuo dolcissimo amore,
sicché ogni pena mi paja leggiera.

Santo mio Padre, e dolce mio Signore,
ora aiutami in ogni mio ministero.
Cristo amore, Cristo amore. Amen”

5.4. Święta Teresa od Jezusa: Duch Święty niech będzie z Dostojnością Waszą
Święta Teresa od Jezusa (1515–1582), zwana również św. Teresą z Ávili, żyła w bardzo burzliwych i niespokojnych czasach, w których z pewnością wielu prosiło Ducha Świętego o światło i moc, by należycie zrozumieć i ocenić bardzo złożoną dynamikę wydarzeń rozgrywających się na arenie XVI-wiecznej Europy. Jej doświadczenie życia wewnętrznego powszechnie jest uznawane za jeden ze szczytowych przykładów duchowości chrześcijańskiej. Była nie tylko charyzmatyczną reformatorką zakonu karmelitańskiego, ale również autorką dzieł, które po dziś dzień uchodzą za klasykę mistyki. Do najważniejszych z nich należą: Życie [Ż] (1565), Sprawozdania duchowe (1560–1581), Droga doskonałości (1565–1568), Twierdza wewnętrzna [M] (1577), Podniety miłości Bożej (1571–1575), Wołania duszy do Boga (1569), Księga fundacji (1573–1582) i inne pomniejsze[100].

a. Veni Creator Spiritus
W swoim pierwszym dziele, Życie, które przez 20 lat „uwięzione” było w inkwizycyjnym archiwum, św. Teresa opisuje wydarzenie, które możemy uznać za wyraźną interwencję Ducha Świętego w jej życie. Miało to miejsce w roku 1558, gdy 43-letnia wówczas Święta przebywała w klasztorze Wcielenia w Ávili[101]. Pod nieobecność swojego stałego spowiednika Teresa korzystała z posługi jednego z ojców jezuitów, prawdopodobnie o. Juana de Prádanos[102]. Jego kierownictwo duchowe z tego okresu Mistyczka wspomina w następujący sposób:

„Ojciec ten począł mię wieść do wyższej doskonałości. Mówił mi, że niczego nie powinnam zaniechać, co tylko uczynić mogę dla podobania się Bogu w zupełności. Postępo­wał jednak ze mną z wielką oględnością i łagodnością, bo jeszcze dusza moja nie miała potrzebnego męstwa, przeciwnie, była jeszcze bardzo miękka, zwłaszcza gdy chodziło o porzucenie pewnych przyjaźni, w których, choć nie było obrazy Bożej, było jednak dużo ludzkiego przywiązania, i zdawało mi się, że zrywać je byłoby niewdzięcznością. Tak też wymawiałam się spowiednikowi: kiedy nie ma w tym obrazy Bożej, mówiłam, czemuż więc miałabym okazywać się nie­wdzięczną?

On na to zalecił mi, abym przez kilka dni tę sprawę polecała Bogu i odmawiała hymn Veni Creator, prosząc o światło ku poznaniu, co w tym razie będzie doskonalszego. Gdy więc pewnego dnia, po długim rozmyślaniu i błagalnej do Pana modlitwie, aby mi dopomógł czynić wolę Jego we wszystkim, zaczęłam ów hymn, w ciągu odmawiania tegoż przyszło na mnie zachwycenie tak nagłe, że prawie całkiem odeszłam od siebie; nie mogłam żadnej o tym mieć wątpliwo­ści, bo rzecz była jawna.

Było to pierwszy raz, że mi Pan użyczał tej łaski zachwycenia. Usłyszałam te słowa: Nie chcę już, byś obcowała z ludźmi tylko z aniołami. Wielki mię strach ogarnął, tak z powodu silnego wstrząśnięcia, jakie w duszy mojej sprawiło zachwycenie, jak i dlatego, że słowa one brzmiały gdzieś w najdalszej głębi ducha mego. Byłam więc przestraszona, do czego zapewne przyczyniła się także nowość rzeczy, przedtem mi nie znanej; ale z drugiej strony uczułam i wielką pociechę, która i potem, gdym ochłonęła z przerażenia, we mnie pozostała” (Ż 24, 5)[103].

To doświadczenie mocy Ducha Świętego przyniosło owoc zupełnie niespodziewanej przemiany wewnętrznej św. Teresy:

„Słowa one boskie najzupełniej we mnie się sprawdziły, bo od tego czasu nigdy już nie zdołałam zawrzeć przyjaźni ani znajdować przyjemności, ani szczególną łączyć się miłością, jeno z takimi, w których widziałam miłość Boga nad wszystko i ochotną do służby Jego gotowość. Nie potrafię inaczej ani nie zważam na to, czy to krewni lub dawni przyjaciele; z wyjąt­kiem dusz oddanych bogomyślności, przestawanie z kim bądź innym jest dla mnie krzyżem uciążliwym; tak mnie się przynajmniej zdaje, owszem, sądzę, że bez żadnej wątpliwości mogę twierdzić, że tak jest.

Od tego dnia takiego nabrałam męstwa do opuszcze­nia wszystkiego dla Boga, jak Jemu spodobało się w tej jednej chwili – bo dłużej to zdaje mi się, nie trwało – swoją służebnicę przemienić w innego człowieka. Już teraz nie było potrzeba przynaglać mię rozkazem. Przedtem spowiednik mój, widząc mię tak mocno uwikłaną w one przywiązania, nie śmiał kazać mi stanowczo, bym się ich wyrzekła; snadź czekał, ażby Pan sam to zdziałał, jako i uczynił; bo ja już nie spodziewałam się, bym zdołała z tych więzów się wyzwolić. Tak ciężką mi była ta walka, że już myślałam jej zaniechać, pocieszając się tym, że nie chodzi tu o rzecz zdrożną. Pan sam potargał więzy moje i dał mi męstwo do wykonania tej ofiary.

Wyznałam to wszystko spowiednikowi swojemu i wyrzekłam się wszystkiego według zalecenia jego; tym zaś, z którymi przedtem w tak czułej żyłam przyjaźni, przykład mój i odwaga, z jaką się od nich oderwałam, wielką stały się zachętą i pomocą ku dobremu” (Ż 24, 6-7)[104].

Swoje wyznanie Teresa kończy następującą modlitwą uwielbienia:

„Niech będzie Bóg błogosławiony na wieki, iż w jednej chwili dał mi to wyzwolenie, którego ja całą, przez wiele lat, pracą swoją wywalczyć na sobie nie mogłam, choć nieraz tak usilnie z sobą walczyłam, że zdrowie moje mocno na tym cierpiało. Gdy zaś raczył to sprawić we mnie Ten, który możny jest i prawdziwy Pan wszystkiego stworzenia, bez najmniejszej już trudności ani przykrości ofiarę tę spełniłam” (Ż 24, 8)[105].

Uwielbienie św. Teresy jest świadectwem autentycznej przemiany serca ku większej wolności w dysponowaniu sobą dla spraw Bożych, które zawsze jawi się jako konsekwencja działania Ducha Świętego. Dlatego C. García skomentował tę modlitwę św. Teresy, przywołując słowa św. Pawła z 2 Kor 3, 17: „Pan zaś jest Duchem, a gdzie jest Duch Pański – tam wolność”[106]. Podobna przemiana dokonała się 15 wieków wcześniej w sercach Apostołów w pamiętnym dniu Pięćdziesiątnicy. Wiele lat później, w innym swoim dziele pt. Twierdza wewnętrzna św. Teresa przypisze Duchowi Świętemu działanie przemieniające w procesie rozwoju duchowego, które wyrazi w metaforze przepoczwarzania się jedwabnika:

„Robak ten jest to obraz duszy naszej. Naonczas ożywia się ten robak, gdy ciepłem Ducha Świętego zagrzany, poczyna korzystać z ogól­nych pomocy łaski, których Bóg użycza każdemu; gdy poczyna używać środków, które Pan w Kościele swoim pozostawił, uczęszczania do spowiedzi, czytania dobrych książek, słucha­nia słowa Bożego; są to bowiem lekarstwa, których skuteczno­ścią dusza umarła w grzechach, w zapomnieniu o Bogu i w okazjach do złego – może wrócić do życia. Wtedy więc poczyna żyć i dalej żywi się tymże pokarmem i pobożnym rozmyślaniem, dopóki nie wzmoże się i nie urośnie do tej miary, o której tu jedynie chcę mówić, bo tamte początki i stopniowe przygotowania pomijam, jako niepotrzebne do mojego tu założenia. Wyrósłszy zatem, poczyna ten robak snuć z siebie jedwab i budować dom, w którym ma umrzeć. Domem tym dla duszy – jak to pragnęłabym jasno wytłumaczyć – jest Chrystus” (5M 2, 3-4)[107].

Przytoczony fragment określa także bardzo konkretne środki („uczęszczanie do spowiedzi, czytanie dobrych książek, słucha­nie słowa Bożego”) prowadzące do życia i wzrastania w Duchu Świętym, którego celem jest zawsze upodabnianie się w Chrystusa.

b. Gołębica
W ikonografii św. Teresa od Jezusa jest prawie zawsze przedstawiana z postacią gołębicy, symbolizującą osobę Ducha Świętego. Wiąże się to z pewną wizją mistyczną, której Święta doświadczyła przy lekturze hiszpańskiego przekładu słynnego dzieła Vita Christi, autorstwa żyjącego w XIV wieku kartuskiego mnicha, Ludolfa z Saksonii. Doświadczenie to zostało opisane w księdze Życia:

„Pewnego dnia, a było to w wigilię Zesłania Ducha Świętego, po Mszy schroniłam się na miejsce samotne, gdzie często przebywałam na modlitwie i wziąwszy do rąk dzieło jednego Kartuza, czytałam w nim fragmenty odnoszące się do jutrzejszej uroczystości. Natrafiłam na objaśnienie znaków, po których ma się poznawać obecność Ducha Świętego bądź w początkujących, bądź w postępujących, bądź w doskonałych. Rozważając pilnie wskazane tam znaki tego trojakiego stanu i stosując je do siebie, przyszłam do wniosku, że o ile mogę sądzić o sobie, snadź z łaski i miłosierdzia Boga jest we mnie Duch Święty, za co poczęłam czynić Mu dzięki najgorętsze. […] W ciągu takich rozważań moich nagle, bez żadnego wiadomego mi powodu, przyszło na mnie wielkie uniesienie ducha.

Miałam uczucie, jak gdyby dusza moja, nie czując się zdolną znieść takiego szczęścia niezmiernego i jakoby nie mogąc wytrzymać w ciele, siłą wyrywała się z niego. Uniesienie to w inny sposób niż zwykle, jak mi się zdawało, na mnie działające, tak było gwałtowne, że niepodobna było opanować go, a duszę czułam w sobie tak do dna wstrząśniętą, że nie wiedziałam, co jej jest ani czego chce. Siły tak mię zupełnie odeszły, że siedząco nie mogłam się utrzymać i musiałam się oprzeć o ścianę. W tejże chwili ujrzałam nad moją głową gołębicę, różną bardzo i większą od naszych ziemskich gołębi. Miast pierza miała na skrzydłach jakby łuski z masy perłowej, silny blask z siebie wydające. Zdawało mi się, że słyszę szelest poruszania tych skrzydeł. Tak unosiła się nade mną przez czas jednego Zdrowaś Maryjo, aż dusza moja, gubiąc się w zachwy­ceniu i ją straciła z oczu.

Duch się uspokoił, czując w sobie gościa tak miłego, choć zdawałoby się, że taka cudowna łaska powinna go była raczej zatrwożyć i przerazić. Ale wobec rozkoszy z niej płynącej trwoga ustąpiła miejsca. Ledwo zakosztowałam tej rozkoszy, uczułam w sobie spokój nad­ziemski i tak pozostałam w zachwyceniu. Chwała tego zachwycenia była ogromna. Większą część świąt chodziłam tak pogrążona w sobie i nieprzytomna, że nie wiedziałam, co z sobą począć ani jakim sposobem taka niezmierna łaska i szczęśliwość może się we mnie zmieścić. Nic prawie nie widziałam ani nie słyszałam od tej wielkiej szczęśliwości i rozkoszy wewnętrznej.

Od onego dnia czuję w sobie bardzo wielki postęp, nierównie wyższy stopień miłości Bożej i nierównie silniejsze w cnotach utwierdzenie. Chwała bądź Panu i dziękczynienie za nieskończoną dobroć Jego na wieki, amen” (Ż 38, 9-11)[108].

W opisie tym uderza nie tylko stan mistycznego uniesienia i szczęśliwości, ale nade wszystko bardzo konkretny owoc tego spotkania, a mianowicie: wewnętrzny pokój, „bardzo wielki postęp, nierównie wyższy stopień miłości Bożej i nierównie silniejsze w cnotach utwierdzenie”. Wydaje się, że mamy tu po raz kolejny do czynienia ze swego rodzaju kryterium autentycznej komunikacji Ducha Świętego. Istota tej komunikacji nie polega bynajmniej na emocjonalnej niezwykłości przeżycia, ale na konsekwencjach, jakie to nawiedzenie po sobie pozostawia. Jest nimi zawsze trwały postęp w życiu duchowym.

c. Język wody, ognia i zapachu
Jeden ze znawców duchowości św. Teresy od Jezusa, J. Castellano Cervera, określa rozważania przestawione w czwartym mieszkaniu Twierdzy wewnętrznej jako doświadczenie bardzo podobne do tego, które dziś określa się mianem „chrztu w Duchu Świętym”[109]. Zostało ono opisane przez karmelitańską Mistyczkę „językiem wody, ognia, zapachu, typowych symboli Ducha Świętego”[110]. Chodzi o metaforę dwóch źródeł, którą św. Teresa posługuje się dla ukazania przejścia od etapu osobistej aktywności i wysiłku ascetycznego do fazy biernej modlitwy mistycznej, gdzie wszystko staje się darem łaski:

„Weźmy na przykład dwa zdroje z dwoma zbiornikami, do których spływa woda. […] dwa one zbior­niki oba się napełniają wodą, ale każdy w sposób odmienny: do jednego spływa woda więcej z daleka, za pomocą różnych sztucznych wodociągów, drugi umieszczony w samymże miej­scu, skąd wytryska woda, napełnia się od razu, bez żadnego szumu. A jeśli zdrój jest obfity, jaki jest ten, który mam na myśli, tedy napełniwszy zbiornik, spływa z niego wielkim strumieniem, który, nie potrzebując żadnych wodociągów ani pomocy ręki ludzkiej, sam z siebie nieustannie i coraz dalej wody nim płynące roznosi. W tym więc cała różnica.

Woda płynąca za pomocą wodociągów są to, wedle rozumienia mego, te „pociechy” na rozmyślaniu powstające, których nabywamy przez rozważanie rzeczy stworzonych i przez pracę umysłu naszego, za czym woda ona, jeśli wreszcie, jak mówiłam, spłynie na duszę i sprawi w niej jaki pożytek, spływa z szumem, bo ostatecznie my sami własnym staraniem naszym ją sprowadzamy. Tamta druga woda przeciwnie, tryska do duszy z samegoż zdroju, którym jest Bóg. Stąd to, gdy spodoba się boskiej dobroci Jego użyczyć nam tej łaski nadprzyrodzonej, działanie Jego sprawuje w nas te smaki z niewypowiedzianym pokojem, cichością i słodkością, które przenikają aż do dna istności naszej. Jak i czym się to dzieje, tego nie wiem; ale ta pociecha i słodkość nie daje się uczuć – jak to bywa z pociechami tej ziemi – w sercu, przynajmniej z początku; potem dopiero całe je napełnia, za czym ta woda rozlewa się i nurtuje po wszystkich mieszkaniach, po wszystkich władzach duszy, aż w końcu dochodzi i do ciała.

Dlatego mówiłam, że te smaki poczynają się w Bogu, a kończą się w nas; i rzecz pewna, jak się o tym przekona każdy, kto doświadczy, że i zewnętrzny człowiek cały cieszy się tym smakiem i tą słodkością. […] ten smak duchowy brał początek swój z serca; poczyna się on z czegoś bardziej wewnętrznego, z jakiejś ukrytej głębi; musi to chyba być sam środek i rdzeń duszy, jak to później zrozumiałam i jak o tym w dalszym ciągu mówić będę. […]

Woda ta niebieska, gdy zacznie płynąć z tego źródła, o którym mówi­łam, to jest z głębi jestestwa naszego, rozszerza się coraz dalej rozprzestrzeniając całe wnętrze nasze, i sprowadza za sobą pewne dobra, na określenie których nie ma wyrazu, ani też dusza sama nie zdoła pojąć tego, co jej się udziela w onej chwili błogosławionej. Czuje w sobie nieopisaną jakąś słodką won­ność, jak gdyby tam w głębi jej tliło się ognisko, z którego się wznosi wonny dym położonego na nim kadzidła; nie widzi ani ognia, ani światła, ani gdzie ono jest; ale ciepło i wonność dymu z ogniska wychodzącego przenika ją całą, a częstokroć – jak mówiłam – i samoż ciało uczestniczy w tej rozkoszy. […] Ale nie jest to rzecz, której dość byłoby pragnąć, aby ją uzyskać; sami z siebie, jakkolwiek byśmy się starali i usiłowali, nigdy jej nie zdołamy osiągnąć, i to jedno już dowodzi, że nie jest to dzieło z marnego kruszcu natury naszej uczynione, ale dzieło utworzone z przeczystego złota mądrości Bożej” (4M 2, 2-6).

W opinii J. Castellano powyższy opis jest mistycznym doświadczeniem słów Jezusa: „Jeśli ktoś jest spragniony, a wierzy we Mnie – niech przyjdzie do Mnie i pije! Jak rzekło Pismo: Strumienie wody żywej popłyną z jego wnętrza. A powiedział to o Duchu, którego mieli otrzymać wierzący w Niego” (J 7, 37-39)[111]. Niewątpliwie mamy tu do czynienia z niezwykłym opisem działania Ducha Świętego w samej głębi jestestwa człowieka, w samym „środku i rdzeniu duszy”, czyli tam, gdzie dostęp ma sam Bóg. Oczywiście termin „chrzest w Duchu Świętym” nie występuje w dziełach św. Teresy, jednakże przytaczane wyżej opisy jej przeżyć stanowią swoistą fenomenologię tego doświadczenia.

Mając na względzie głęboką zażyłość karmelitańskiej Mistyczki z Duchem Świętym, rozumiemy, dlaczego dość często swoje listy (L) do różnych osób rozpoczynała pozdrowieniem: „Duch Święty niechaj będzie z Waszą Miłością”[112], „Duch Święty niechaj zawsze będzie z Tobą”[113], „Duch Święty niech mieszka zawsze w duszy Waszej Miłości”[114], „Duch Święty niechaj będzie z Tobą zawsze i niechaj ci daje łaskę zrozumienia całej wielkości dobrodziejstwa, jakie zawdzięczasz Panu”[115], „Łaska Ducha Świętego niech będzie z Waszą Miłością”[116]. Pozdrowienie to możemy potraktować dziś jako nigdy nie przebrzmiewające życzenie św. Teresy od Jezusa skierowane do ludzi każdego miejsca i wszystkich czasów.

5.5. Święty Jan od Krzyża: ogarnięty żywym płomieniem
Święty Jan od Krzyża (1542–1591), karmelita, mistyk, doktor Kościoła to także wybitny hiszpański poeta, który uchodzi za mistrza języka hiszpańskiego. W Kościele znany reformator zakonny, współpracownik św. Teresy z Ávili w dziele reform zakonu karmelitańskiego. Kształcił się u jezuitów oraz na Uniwersytecie w Salamance i w tym właśnie czasie wstąpił do karmelitów. Kiedy jego plany reformy spotkały się ze sprzeciwem części współbraci, został uwięziony. Wówczas, w więzieniu, powstało jedno z jego najwspanialszych dzieł: Pieśń duchowa[117]. Ta właśnie książka zainteresuje nas tu najbardziej, z niej dowiemy się, jak św. Jan od Krzyża pojmował opis zesłania Ducha Świętego w dniu Pięćdziesiątnicy. Było to dla niego nie tylko wspomnienie odległej przeszłości, ale nade wszystko zachęta do modlitwy o podobne doświadczenie także dziś.

Na początek jednak zauważmy, że zgodnie z główną myślą wyrażoną w swoim najbardziej znanym dziele, Droga na Górę Karmel, Mistyk karmelitański kładł szczególny nacisk na rozwój duchowej drogi wraz z jej etapami oczyszczenia. Tego elementu nie mogło więc zabraknąć także w jego nauczaniu na temat życia w Duchu Świętym: „Duch Święty rani duszę wyniszczając i pochłaniając niedoskonałości jej złych nawyków” (ZPM I, 18), a „o sile tego oczyszczenia [purgación] […] rozprawialiśmy, mówiąc o ciemnej nocy w Drodze na Górę Karmel” (ZPM I, 25).

Wracając już do obrazów ilustrujących działanie Ducha Świętego w sercu chrześcijanina, należy zauważyć, iż są one pełne potęgi i mocy:

„Rozgłośny szum potoków, jest to napełnienie [henchimiento] tak obfite, że napełnia duszę dobrami, i jest taką potęgą, która ją opanowuje, że zdaje się być potężnym hukiem grzmotu. Głos ten jest duchowy […] lecz jest pełen majestatu, siły i potęgi, rozkoszy i chwały. […] Ten głos duchowy i szum napełnił dusze Apostołów, gdy Duch Święty zstąpił na nich gwałtownym strumieniem [vehemente torrente], jak mówią Dzieje Apostolskie (Dz 2, 2)” (PD 14, 10).

a. Obraz płomieni
Inne dzieło Jana od Krzyża, które będzie nam pomocne, to Żywy płomień miłości (Llama de amor viva). Tytułowy żywy płomień to nie „coś”, tylko „Ktoś”. Mowa tu o tym ogniu, którym jest Duch Święty, czytamy bowiem w Dziejach Apostolskich znane nam dobrze słowa: „Ukazały się im też języki jakby z ognia, które się rozdzieliły, i na każdym z nich spoczął jeden” (Dz 2, 3). Dlatego Jan od Krzyża pisze: „Ten płomień, którym jest Duch Święty […]” (ZPM I, 1).

Także i tu nie brakuje zadziwiających swoją śmiałością tekstów na temat działania Ducha Świętego:

„Rozpaleniem jest Duch Święty, jak mówi Mojżesz: «Pan, Bóg nasz, to ogień trawiący [fuego consumidor]» (Pwt 4, 24)” (ZPM II, 2).

„Ten ogień Ducha Świętego płonie, podobnie jak to było w dziejach Apostolskich, gdzie ogień, przychodząc z wielką gwałtownością [con grande vehemencia], objął Apostołów (Dz 2, 3)” (ZPM II, 3).

Obraz płomieni przeniesiony zostaje dalej w historię, na chrześcijan współczesnych Janowi od Krzyża:

„Tym płomieniem miłości jest duch Oblubieńca duszy, to jest Duch Święty: czuje Go dusza w sobie [siente ya el alma en sí] nie tylko jako ogień, który ją ogarnął i przemienił w słodką miłość, lecz również jako ogień, który nadto płonie w niej samej i czyni ją płomieniem, jak sama mówi. Płomień ten, za każdym swoim wybuchem, zanurza duszę w chwale i orzeźwia ją obfitością życia Bożego” (ZPM I, 3).

Od tego czasu ten właśnie Duch miłości nie przestaje działać w Kościele. To ten sam Duch, mocą którego wołał św. Paweł: „miłość Chrystusa przynagla nas” (2 Kor 5, 14).

b. Obraz strumieni wód
Żaden obraz wyrażony przez człowieka nie jest w stanie oddać bogactwa Bożego działania, dlatego też mistycy uciekają się często do języka paradoksu, stąd Duch Święty „chociaż jest ogniem, jest zarazem i wodą” (ZPM III, 8). Jego przyjście można wtedy porównać do wewnętrznego zalewu Ducha, którego udzielania się – jak się wyraził św. Jan od Krzyża – bywają gwałtowne. W naszych czasach częściej używamy wyrażenia „wylanie” Ducha Świętego, ale w starszych tłumaczeniach spotykamy słowo „zalew”, które może bardziej kojarzy się nam z falą powodziową sunącą po kraju.

Oto jak Jan od Krzyża rozumiał wyobrażenia przyjścia Ducha Świętego opisane na początku Księgi Ezechiela (Ez 1). Znajdują się tam przedziwne obrazy o istotach Bożych, które przybywają na tajemniczych powozach, płonących pojazdach. Mistyk zdaje się interioryzować język apokaliptyki do wymiarów świadomości współczesnego mu chrześcijanina:

„Co odczuwa dusza, gdy słyszy szum wstrząsu jego skrzydeł, o którym mówi prorok, że był on jak głos wód wielkich i jak głos Wszechmogącego (Ez 1, 24), co oznacza gwałtowność wód Bożych: w przyjściu Ducha Świętego w płomieniu miłości, zalewają duszę, uweselając ją” (ZPM III, 16).

„Gwałtowność wód Bożych” – to słowa kojarzące się z powodzią, z wodą, która wyrwała się z brzegów i rozlała po całym kraju. Wyrażeń porównujących działanie Ducha Bożego do strumieni wody spotkamy u Jana od Krzyża dużo, czasem odnoszą się do źródełka, które szemrze o zmierzchu, a czasem mówią o gwałtownej powodzi:

„[Dusza:] głębię jej istoty zalewają strumienie chwały [ríos de gloria] przepełniające ją rozkoszą, odczuwa, że «płyną z jej żywota rzeki wody żywej» (J 7, 38), o którym mówił Zbawiciel” (ZPM, 1).

„Wewnętrzny zalew Ducha [embestimiento interior del Espíritu Santo] […]:
Bóg zbliżył się do duszy i przeniknął ją na wskroś w Duchu Świętym, którego udzielania bywają gwałtowne, gdy są pełne ognia” (ZPM I, 35).

Niekiedy „duchowe skutki przelewają się z duszy na zmysły” (ZPM II, 14), wówczas „z tego dobra rozlewa się czasem i na ciało namaszczenie Ducha Świętego. Raduje się wtedy cała istota zmysłowa i wszystkie części ciała” (ZPM II, 22).

c. Święto napełnienia Duchem Świętym
Święto Zesłania Ducha Świętego to nie tylko wspomnienie przeszłości, ale także przeżycie teraźniejszości: „Wspólne poruszenia [vibramientos, movimientos] Boga i duszy […] te wybuchy płomieni, są świętem radości” (ZPM III, 10). Właściwym świętowaniem tajemnicy obecności Ducha Bożego pośród nas jest wewnętrzne doświadczenie Jego działania. Oto kilka fragmentów, które ilustrują obietnicę „święta Ducha Świętego w duszy”:

„W samej bowiem istocie duszy, dokąd ani szatan, ani świat, ani żaden zmysł sięgnąć nie zdoła, odbywa się to święto Ducha Świętego [fiesta del Espíritu Santo]” (ZPM I, 9).

„W tym płomieniu łączą się i wznoszą akty woli, porwanej i pochłoniętej przez żar Ducha Świętego [la llama del Espíritu Santo]. Ma to podobieństwo z aniołem, który wzniósł się do Boga w płomieniach ofiary Manuego (Sdz 13, 20)” (ZPM I, 4).

„Tak wzniosła jest rozkosz wskutek tego ognia, jaki w niej rozpala Duch Święty [llamear del Espíritu Santo], że daje jej smak tego, co zawiera w sobie życie wieczne i dlatego nazywa ona ten płomień żywym […] jak to wyraża Dawid «Serce moje i ciało moje uweseliły się do Boga żywego» (Ps 83, 3)” (ZPM I, 6).

„Tchnienie, którym Bóg owiewa duszę […] przez to tchnienie zanurza ją najgłębiej w Duchu Świętym” (ZPM IV, 17). * * *

W naszych poszukiwaniach przykładów przeżycia chrztu w Duchu Świętym u wielkich postaci chrześcijaństwa w historii Kościoła nie mogło zabraknąć mistyków. Sięgnęliśmy po tych największych: zakonne mistyczki (Hildegarda, Gertruda, Katarzyna ze Sieny, Teresa od Jezusa) okazały się niewiastami tęskniącymi za powtórzeniem łaski Pięćdziesiątnicy Dziejów Apostolskich. Ich tęsknota doczekała się odpowiedzi Boga, który – na różne sposoby – udzielił im osobistego doświadczenia chrztu w Duchu Świętym. Ten etap naszych rozważań zakończyliśmy fragmentami pism św. Jana od Krzyża. Autor ten kojarzony jest zwykle z nad wyraz surowymi wezwaniami do radykalnej pokuty. Tu jednak objawił się jako mistrz słowa w opisach Bożego Ducha przychodzącego w płomieniach i w strumieniach wód.

Przypisy

[69] św. Hildegada, Scivias – Poznaj drogi Pana, tom I–III, Legnica 2012, 2, wizja 4. Inne tłumaczenia dzieła Hildegardy zob. Bibliografia.
[70] Tamże, 2, wizja 3; 4; 6.
[71] Tamże.
[72] Scivias, 1, wizja 1.
[73] Burgess Stanley M., The Holy Spirit (Kindle Locations 1575–1577).
[74] Tamże.
[75] Hildegard von Bingen: SCIVIAS – Wisse die Wege (Kindle Locations 106–107).
[76] The Life and Revelations of Saint Gertrude, s. 414–415 (The Life and Revelations of Saint Gertrude, London 1870); tekst dostępny on line, zob. Bibliografia.
[77] Tamże, s. 418.
[78] Św. Gertruda z Helfty, Ćwiczenia, Kraków 1999; por. Les Exercises, seria: Sources Chrétiennes 19, Paris 1967 [dalej Ex].
[79] „Desidera renasci in Deo per novae vitae sanctitatem et restitui in novam infantiam”, Ex I, 5.
[80] Ex I, 1-5.
[81] Ex I, 13.
[82] Ex I, 21-23.
[83] „da mihi vivam fedem coelestium praeceptorum […] ut effici merear templum Dei, et habitaculum Spiritus Sancti”, Ex I, 57-60.
[84] Ex I, 104-105.
[85] Ex I, 62.
[86] Ex I, 136.
[87] „[…] immersione fontis”, Ex I, 141.
[88] „reple me Spiritum tuum”, Ex I, 145.
[89] „me regenerasti ex aqua et Spiritu Sancto: […] dignare me linire chrismate Spiritus tui in vitam aeternam”, Ex I, 153-156.
[90] „fac me te duce baptismalis innocentiae, candidam, sanctam et immaculatam servare”, Ex I, 166.
[91] „Jesu, doce me baptismum meum irreprehensibiliter custodire”, Ex I, 172.
[92] Ex I, 180.
[93] Ex I, 218.
[94] „ut possis gustum fidei in Spiritu Sancto sapere […], fac me tui Spiritus degustare suavitatem”, Ex I, 88-93.
[95] Gertruda z Helfty, Zwiastun Bożej miłości, Kraków 2001 [dalej: Leg].
[96] „ut renovare dignaretur in anima ejus matrimonio spirituale, quo ipsi in spiritu esse desponsata per fidem”, Leg, IV, XXIX, 1, 1-4.
[97] Ex II, 34-36.
[98] „Si desideras Spiritum Sanctum suscipere, oportet te ad modum discipulorum meorum prius latus et manus meas contrectare” Leg, IV, XXXII, 1, 6-25.
Tytułem uzupełnienia podaję tematy ostatnich czterech ćwiczeń z programu ułożonego przez św. Gertrudę: Exercitium IV: Exercitium professionis animae erga Deum; Exercitium V: Exercitium Divini amoris; Exercitium VI: Exercitium laudis et gratiarum actions; Exercitium VII: Exercitium suppletionis pro peccatis et praeparationis ad mortem.
[99] S. Catarina da Siena, Libro della divina dottrina volgarmentedetto Dialogo della divina provvidenza; tekst dostępny on line, zob. Bibliografia.
[100] Polskojęzyczne fragmenty dzieł św. Teresy od Jezusa zostały zaczerpnięte z: św. Teresa od Jezusa, Dzieła, t. 1–3, tłum. H.P. Kossowski, Kraków 1987. Natomiast cytaty hiszpańskojęzyczne pochodzą ze strony internetowej Santa Teresa de Jesús, Escritos.
[101] Por. św. Teresa od Jezusa, Dzieła, dz. cyt., t. 1, przyp. 6, s. 317.
[102] Por. tamże, przyp. 5, s. 316.
[103] „El me dijo que lo encomendase a Dios unos días y rezase el himno de Veni, Creator , porque me diese luz de cuál era lo mejor”, V 24, 5.
[104] V 24, 6-7.
[105] V 24, 8.
[106] Por. C. García, Espíritu Santo, w: Santa Teresa de la “A” a la “Z”; tekst dostępny on line, zob. Bibliografia.
[107] „Entonces comienza a tener vida este gusano, cuando con la calor del Espíritu Santo se comienza a aprovechar del auxilio general que a todos nos da Dios …” CI V, 2, 3-4.
[108] „Y leyendo las señales que han de tener los que comienzan y aprovechan y los perfectos, para entender está con ellos el Espíritu Santo, leídos estos tres estados, parecióme, por la bondad de Dios, que no dejaba de estar conmigo, a lo que yo podía entender”, V 38, 9-11.
[109] Por. J. Castellano Cervera, Introduccion a la lectura el Castillo Interior, Roma Teresianum 1992, s. 165.
[110] Tenże, Dottrina e messaggio di S.Teresa di Gesù, dottore della Chiesa. Introduzione generale. Libro della Vita – Cammin di perfezione – Castello interiore, Roma Teresianum 2005, s. 110.
[111] Por. tenże, Introduccion…, s. 165.
[112] L 14. 15. 16. 20. 21.
[113] L 1. 17. 19.
[114] L 13. 26.
[115] L 24.
[116] L 27. 31. 34. 37. 38.
[117] Św. Jan od Krzyża, Dzieła, Kraków 1975, por. też: San Juan de la Cruz, Cántico Espiritual [Obras Completas de San Juan de la Cruz (Spanish Edition). Kindle Edition]. Por. S.F. Ruiz, Święty Jan od Krzyża: pisarz, pisma, nauka, Kraków 1998, s. 327–347. Na oznaczenie pochodzenia przytaczanych fragmentów dzieł św. Jana od Krzyża stosować będziemy następujące skróty: PD – Pieśń Duchowa, ZPM – Żywy płomień miłości.

Rozdział 6
PAPIEŻE XX I XXI WIEKU

Od charyzmatycznych mistyków przechodzimy teraz na same szczyty hierarchii Kościoła. Zaczniemy od papieża Leona XIII, który sprawował swoją funkcję na przełomie XIX i XX wieku (1878–1903). Tu czeka nas pierwsza niespodzianka: rola odegrana przez charyzmatyczną siostrę zakonną, Elenę Guerrę, w papieskim głoszeniu nowej ery Ducha Świętego. Następnie przejdziemy do postaci św. Jana XXIII (był papieżem w latach 1958–1963), inicjatora Soboru Watykańskiego II. Nas zainteresuje on najbardziej jako zwiastun nowej Pięćdziesiątnicy. Wreszcie przyjdzie czas na papieży czasów najnowszych: bł. Paweł VI, św. Jan Paweł II i papież Franciszek, na ich sposób dostrzegania realizacji Pięćdziesiątnicy naszych czasów.

Wprowadzającym mottem do tego tematu niech staną się teraz słowa pochodzące wprawdzie z XIX wieku (z roku 1870), ale znakomicie ilustrujące nadchodzące już czasy. To fragment z konstytucji dogmatycznej Soboru Watykańskiego I. Dokumenty tego zgromadzenia są znane zdecydowanie słabiej niż Soboru Watykańskiego II. Niech więc poniższy przykład zachęci nas do lektury tych nieco zapomnianych tekstów:

„Takie przyjęcie Ewangelii, które wymagane jest do zbawienia, jest niemożliwe bez oświecenia i natchnienia Ducha Świętego, który wszystkim daje słodycz przy skłonieniu się ku prawdzie i przyjęciu jej”[118].

6.1. Leon XIII w duchowym dialogu z bł. Eleną Guerrą
Zacznijmy nasze studium nauczania Leona XIII od fragmentu niedawnego artykułu z katolickiego tygodnika, który tak oto relacjonował bieg wydarzeń prowadzących do narodzin katolickiej Odnowy w Duchu Świętym:

„Dopiero z perspektywy czasu widać, jak rozsypane na stole puzzle zaczynają do siebie pasować. [Już] pisaliśmy o dziwnym „zbiegu okoliczności”: o włoskiej mistyczce, błogosławionej siostrze Elenie Guerra z Zakonu Sióstr Oblatek Ducha Świętego, która wielokrotnie miewała wizje tego, że Kościół XX wieku będzie Wieczernikiem przygotowanym na nową Pięćdziesiątnicę, i uparcie słała listy do papieża Leona XIII.

Ten 1 stycznia 1901 r. w imieniu całego Kościoła odmówił modlitwę: Veni Creator Spiritus i publicznie wyraził pragnienie, by nadchodzący wiek stał się szczególną przestrzenią działania Ducha Świętego. Tego samego dnia (sic!) Duch Święty objawił swą moc za oceanem – w mieście Topeka w stanie Kansas – i obdarował grupę protestanckich studentów charyzmatami opisanymi w Pierwszym Liście do Koryntian. Nic dziwnego, że 1 stycznia 1901 r. uważany jest za początek tzw. chrześcijaństwa charyzmatycznego”[119].

Elena Guerra (1835–1914) to włoska błogosławiona, założycielka Zakonu Sióstr Oblatek Ducha Świętego [Oblate dello Spirito Santo]. Nazwana została Apostołką Ducha Świętego [Apostola dello Spirito Santo][120]. Cieszyła się wielkim uznaniem ze strony papieża Leona XIII, do którego zwracała się w licznych listach. Jako swoją główną misję odczytała przywrócenie roli Ducha Świętego do centrum życia chrześcijańskiego. Główny nacisk kładła nie tyle na mocne postanowienia woli, co raczej na poddanie się obecności Bożego Ducha, aby to On sam działał w sercu chrześcijanina. Założyła ruch Nieustannego Wieczernika [Cenacolo permanente] i upowszechniała papieską encyklikę o Duchu Świętym. Została beatyfikowana przez papieża Jana XXIII 26 kwietnia 1959 roku.

Logikę jej myśli najlepiej odzwierciedlają zacytowane poniżej, pełne pasji, wiary i ognia słowa, skierowane w 1885 roku do papieża Leona XIII:

„Zaleca się tyle form pobożności, i słusznie, ale o tej pobożności, która zgodnie z duchem Kościoła ma być pierwsza, milczy się.

Praktykuje się tak rozmaite nowenny, i słusznie, ale ta nowenna, którą z nakazu samego Zbawiciela przeżyła Najświętsza Maryja Panna i Apostołowie, jest teraz prawie zapomniana.

Kaznodzieje wychwalają wszystkich świętych, i słusznie, Ale kto kiedy słyszy kazanie ku czci Ducha Świętego, który przecież kształtuje świętych?

Dlatego, Ojcze Święty, tylko Ty możesz sprawić, by chrześcijanie wrócili do Ducha Świętego, aby Duch Święty wrócił do nas, by obalił niegodziwe panowanie demona i udzielił nam oczekiwanej odnowy oblicza ziemi.

Oby zaczęła się nowenna Pięćdziesiątnicy!
Oby tego roku z każdego zakątka chrześcijaństwa wzniosły się jednomyślne i gorliwe modlitwy do nieba, jak niegdyś w Wieczerniku jerozolimskim, aby zstąpił Boży Duch [per far discendere il divino Spirito] – ileż i jakich błogosławieństw i łask przyniosłyby nam takie modlitwy?

A nasza umiłowana Matka, Maryja – która była z Apostołami w tamte błogosławione dni, I tak wiele się z nimi modliła, czyż nie byłaby z nimi razem w naszym Nowym Wieczerniku?”[121].

a. Provida Mater (1895)
W 1895 r. siostra Elena napisała pierwszy list do Leona XIII. Czytamy w nim, że zwieńczeniem i ukoronowaniem dzieła odkupienia jest wylanie [infusione] Ducha Świętego w stworzeniach. Odpowiedź papieża stanowił krótki list do wiernych Provida Matris Charitate[122] z tego samego roku, w którym ustanowił nowennę modlitewną między uroczystościami Wniebowstąpienia a Zesłania Ducha Świętego. Nowenna – to z łacińska tyle co „dziewięć dni”, na wzór czasu modlitw pierwotnego Kościoła od wstąpienia Zmartwychwstałego Chrystusa do nieba dnia czterdziestego, aż po Pięćdziesiątnicę.

Papież zachęcał wszystkich w swoim liście do naśladowania Apostołów, którzy „trwali jednomyślnie na modlitwie razem z Maryją, Matką Jezusa” (Dz 1, 14), czekając na „moc z wysoka” oraz na dary wszystkich charyzmatów [doni di tutti i carismi]. Zapraszał też, aby za wzorem Maryi Panny oraz Apostołów trwać na modlitwie w nowennie przed świętem Pięćdziesiątnicy. Miała to być modlitwa przeżywana zgodnie i z największą gorliwością [concordi e con straordinario ardore]: „Ześlij Twego Ducha Stworzyciela i odnów oblicze ziemi”.

Leon XIII przypomniał najpierw w swoim liście sakramentalne źródło działania Ducha Świętego w człowieku, mianowicie przez chrzest i bierzmowanie, cytując Ewangelię Janową: „Co narodziło się z Ducha, jest Duchem” (J 3, 7).

Ale czy na tym kończy się udzielanie Ducha Świętego człowiekowi? Leon XIII zauważa: „I dzisiaj może nie brakować takich, którzy, gdyby ich zapytać, jak kiedyś Paweł Apostoł, czy przyjęli Ducha Świętego, odpowiedzieliby podobnie: «Nawet nie słyszeliśmy, że istnieje Duch Święty» (Dz 19, 2)”. Podpowiada zatem: „Zamieszkiwanie Ducha Świętego w duszach pobożnych pociąga za sobą wielu sposobami hojność niebieskich obdarowań [munerum caelestium]”. Te obdarowania [munera] to dary Ducha i charyzmaty:

„Człowiekowi sprawiedliwemu prowadzącemu życie w łasce Boskiej […] potrzeba owych siedmiu darów, które właściwie nazywają się darami Ducha Świętego [Spiritus Sancti donis]. […] 

Pod wpływem tych charyzmatów [charismatum] duch zostaje pobudzony i nakłoniony do pragnienia i osiągania błogosławieństw ewangelicznych”.

Działanie Ducha mające się przejawić w życiu dojrzałego chrześcijanina przybiera postać podobną do ognia:

„Trzeba błagać stale i z ufnością, by nas z każdym dniem bardziej oświecał swoim światłem i zapalał jakby pochodniami [quasi facibus incendat] swej miłości”.

To w tym celu, jak dowiadujemy się z papieskiego dokumentu, „postanawiamy, by w całym katolickim świecie […] była odprawiana nowenna przed Zesłaniem Ducha Świętego”. Tak jak pierwotnych dziewięć dni modlitwy wspólnoty Kościoła opisanego w Dziejach Apostolskich (Dz 1–2), tak samo ta modlitwa – albo inne stosowne modlitwy – ma trwać przez 9 dni przed uroczystością Zesłania Ducha Świętego.

b. Divinum illud munus (1897)
Zachęcona pierwszym rezultatem s. Elena Guerra w krótkim okresie czasu (1895–1903) pisze następnych trzynaście listów do papieża. Po piątym liście, w roku 1897, Leon XIII odpowiada encykliką Divinum illud munus[123]. To o wiele dłuższy dokument niż poprzedni.

Także w nim podkreśla działanie Ducha przez sakramenty. Przytacza odpowiednie fragmenty z Dziejów Apostolskich oraz Ewangelii Janowej: „«Duch Święty postawił biskupów, by rządzili Kościołem Boga, który nabył swoją krwią» (Dz 20, 28)”; „kapłani mają niezmierny dar odpuszczania grzechów władzą udzieloną im przez Chrystusa: «Weźmijcie Ducha Świętego, których grzechy odpuścicie, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane» (J 20, 22-23)”. Jednak spektrum form działania Ducha Świętego nie wyczerpuje się w sakramentach. Wbrew powszechnej dziś opinii o tym, jakoby to dopiero Sobór Watykański II przywrócił nauczanie o charyzmatach udzielanych ludowi Bożemu, w tej papieskiej encyklice czytamy:

„Postanowiliśmy zwrócić się do Was na krótko przed uroczystością Zesłania Ducha Świętego, Jego obecności i cudownej mocy, by napełniła ona zarówno cały Kościół, jak i poszczególne dusze [et in tota Ecclesia et in singulorum animis] wspaniałą obfitością najwyższych charyzmatów [charismatum]”.

Leon XIII powraca raz jeszcze do tematu charyzmatów, zauważając, że w dzień Pięćdziesiątnicy „Apostołowie zeszli z góry, niosąc w swych rękach nie kamienne tablice jak Mojżesz, lecz obnosząc Ducha w umyśle i rozlewając jako skarb źródło dogmatów i charyzmatów [fontem dogmatum et charismatum]”. Ten wątek kończy takim sformułowaniem: „Kościół jest jak najbardziej Bożym dziełem, czego najdobitniejszym dowodem są charyzmaty [charismatum], które zewsząd otaczają go świetnością i chwałą, zaś sprawcą i dawcą ich jest Duch Święty”.

c. Ad fovendum in Christiano populo (1902)[124]
Ostatnim błogosławionym rezultatem korespondencji s. E. Guerry kierowanej do papieża było krótki list do biskupów Leona XIII z roku 1902 zatytułowany: Ad fovendum in Christiano populo. Papież ponowił tam zachętę do duchowieństwa, aby „wszystko, co tyczy się Ducha Świętego, gorliwiej i obficiej przekazywali chrześcijańskiemu ludowi”. Ma to łączyć się z modlitwą, a szczególnie z nowenną [supplicatio novendialis] we wszystkich kościołach parafialnych.

d. Modlitwy bł. Eleny Guerry
Dla lepszego poznania oczekiwań samej s. Eleny wobec nowej odsłony działania Ducha Świętego w Kościele, zapoznajmy się z ułożonymi przez nią samą modlitwami. Znajdziemy tam w zalążku wszystkie aspekty późniejszej, XX-wiecznej Odnowy Charyzmatycznej: chrzest w Duchu Świętym, nowa Pięćdziesiątnica, nowa Ewangelizacja.

Nowy chrzest w Duchu Świętym

„Proszę cię Jezu, o nowe narodzenie
– o nowe narodzenie z wysoka [di rinascere dall’alto].
Proszę, byś na nowo ochrzcił mnie
– i odnowił – w Twoim Duchu [di ribattezzarmi e rinnovarmi nel tuo Spirito]”[125].

Prośba o ogień

„Przyjdź, rajski ogniu, tchnienie Boskości,
Przyjdź, napełnij serca Twoich wiernych
i ogień Twojej miłości w nich zapal.
Poślij Twego Ducha, a odnowisz oblicze ziemi”[126].

Duchowe bierzmowanie
Przepiękne sformułowanie „duchowe bierzmowanie [cresima spirituale]” przywodzi na myśl analogię z komunią duchową. Błogosławiona Elena modli się:

„Przyjdź, Duchu Święty […], przyjdź ze światłem raju
Przyjdź z pełnią Twoich darów [pienezza dei tuoi Doni]”[127].

Nowa Pięćdziesiątnica
Dzisiejsze wylanie Ducha ma być nową Pięćdziesiątnicą, która obejmie cały lud Boży:

„Przyjdź Duchu Święty, wylej [effondi] na nas źródło Twoich łask
i wzbudź nową Pięćdziesiątnicę [una nuova Pentecoste] w Twoim Kościele!
Zstąp na Twoich biskupów, kapłanów, zakonników i zakonnice,
na wiernych i na tych, którzy nie wierzą,
na zatwardziałych grzeszników i na każdego z nas!”[128].

Odnowienie wydarzenia z Dziejów Apostolskich
Skutkiem modlitwy o nową Pięćdziesiątnicę ma być odnowa wydarzeń znanych nam z Dziejów Apostolskich (Dz 2):

„Boży Duchu, który zstąpiłeś z obfitością Twoich świateł i Twoich darów
na pierwszą wspólnotę zjednoczoną w dzień Pięćdziesiątnicy
w murach Wieczernika, oto teraz przed Tobą stoi ta wspólnota,
która prosi się o odnowienie w niej tego samego,
co uczyniłeś w ów pamiętny dzień.

Boży Duchu, powtórz w nas te cuda Twej łaski [ripeti in noi i prodigi della grazia],
które miały miejsce podczas Twojego zstąpienia
na pierwszą wspólnotę chrześcijańską.
Prosimy cię o to przez wstawiennictwo, prowadzenie i opiekę Najświętszej Maryi Panny, Twojej Niepokalanej Oblubienicy, Matki Jezusa i Matki naszej, Królowej Pokoju”[129].

Dary Ducha dla nowej ewangelizacji

„Twoje dary niech nas przemienią w Apostołów
słowem i przykładem”[130].

„Przyjdź Duchu Święty,
jak niegdyś do Wieczernika [come già nel Cenacolo],
[…] oczyść nasze serce i nasz język,
aby nasza mowa zawsze była święta
i skierowana na budowanie Twojego Królestwa”[131].

Czytane dzisiaj modlitwy bł. Eleny Guerry brzmią tak, jakby były wprost zaczerpnięte z materiałów formacyjnych Odnowy w Duchu Świętym. A jednak – w sensie formalnym – poprzedzają ten ruch odnowy Kościoła o 60 lat.

6.2. Święty Jan XXIII o nowej Pięćdziesiątnicy
Bliższy nam w czasie św. papież Jan XXIII († 1963) jest powszechnie znany ze swoich wypowiedzi łączących zapowiedziany Sobór powszechny z modlitwą o nowe wylanie Ducha Świętego. On to, jak wspomnieliśmy wyżej, 26 kwietnia 1959 r. nie tylko beatyfikował s. Elenę Guerra, ale także przy bardzo wielu okazjach zachęcał do modlitwy o to, aby rozpoczęty za jego czasów Sobór Watykański II stał się okazją do „jakby nowej Pięćdziesiątnicy”. Oto przykład: „Planowane spotkanie Concilium oecumenicum powinno zgromadzić jakby na nowej Pięćdziesiątnicy [come a Pentecoste novella] przede wszystkim biskupów Kościoła”[132]. Takich apeli papieża było więcej: „Duchowni i świeccy, wszyscy pragną współpracować, aby Sobór przemienił się w jakby nową Pięćdziesiątnicę [come in una novella Pentecoste]”[133]; „Niewątpliwie zajaśnieje upragniona nowa Pięćdziesiątnica [la nuova desiderata Pentecoste], która obficie wzbogaci Kościół w duchowe energie”[134].

Od razu na wstępie potrzebna nam jest ważna uwaga. Modlitwa jest tu kluczowa, gdyż wielu zrozumiało słowa Jana XXIII (i rozumie je tak do dzisiaj), jako swego rodzaju deklarację, że napisanie i wdrożenie soborowych dokumentów niejako automatycznie sprawi nadejście nowego zesłania Ducha Świętego. Ale Pięćdziesiątnicy nie da się zadeklarować, można o nią jedynie się modlić, o czym wyraźnie i wielokrotnie mówił św. Jan XXIII:

„Niech gorliwsza modlitwa do Boga popłynie z serc wszystkich – aby Jego Duch Święty – jak często to powtarzamy – odnowił w naszych czasach cuda jakby nowej Pięćdziesiątnicy [i prodigi come di una novella Pentecoste]”[135].

„To jest nowa Pięćdziesiątnica [la novella Pentecoste], o którą gorliwie wołamy w Duchu Świętym jako o owoc Ekumenicznego Soboru Watykańskiego”[136].

Po spełnieniu warunku modlitwy, można oczekiwać nowego wylania Ducha Świętego wraz z Jego darami:

„Cóż za piękno – to odnawianie w nas niebiańskich darów Ducha Świętego [doni celesti dello Spirito Santo]!”.

6.3. Papieże przełomu tysiącleci: Paweł VI, Jan Paweł II, Franciszek
Przechodzimy teraz do papieży czasów najnowszych: bł. Pawła VI († 1978), św. Jana Pawła II († 2005) i papieża Franciszka.

a. Błogosławiony Paweł VI
Paweł VI był świadkiem zarówno wielu błogosławionych owoców duchowych Soboru, który kończył się już za czasów jego posługi, jak i narastających objawów destrukcji życia liturgicznego, zakonnego i kapłańskiego. Zapewne łącząc niepokojące przeczucia w tej dziedzinie z trwającą zimną wojną, wzywał do przezwyciężenia wielopostaciowego kryzysu Kościoła i ludzkości:

„Potrzeby i kryzysy naszych czasów są tak wielkie […], że żadnego nie można spodziewać się ratunku, jak tylko nowego wylania Bożego daru [donum Dei rursus effundatur]. Niech więc przyjdzie Duch Stworzyciel [Spiritus ille Creator – adveniat!], aby odnowić oblicze ziemi!”[137].

Papieska adhortacja nosi charakterystyczny tytuł Gaudete in Domino, czyli Radujcie się w Panu. Tym cytatem z listu św. Pawła (Flp 4, 4) Paweł VI przypomina prawdziwe i nieutracalne źródło radości. Jest nim nowe wylanie Ducha mogące przezwyciężyć wszelkie grzechy i słabości człowieka.

b. Święty Jan Paweł II
Nauczanie św. Jana Pawła II w ramach katechez wygłaszanych podczas środowych audiencji generalnych w okresie od 29 kwietnia 1989 r. do 3 lipca 1991 r. poświęcone zostało Osobie Ducha Świętego. W 1992 r. katechezy te doczekały się polskiego wydania w formie książki pod wspólnym tytułem Wierzę w Ducha Świętego Pana i Ożywiciela[138]. Rozważanie z 6 września 1989 r., zostało zatytułowane Chrzest Duchem Świętym. W nim to właśnie papież ujmuje wydarzenie Pięćdziesiątnicy w kategoriach „chrztu Duchem Świętym” i wyjaśnia, że „chrzcić Duchem Świętym znaczy odradzać ludzkość mocą Ducha Świętego”[139]. Podkreśla przy tym, iż „dzień Pięćdziesiątnicy przynosi ze sobą objawienie tego właśnie chrztu. Chrztu nowego i ostatecznego, który sprawia oczyszczenie i uświęcenie do nowego życia. Jest to chrzest powołujący Kościół do istnienia w perspektywie eschatologicznej, «do skończenia świata»”[140]. Natomiast w katechezie z 20 grudnia 1989 r. Ojciec Święty, głosząc, że Apostołowie w Wieczerniku „zostali ochrzczeni Duchem Świętym”, zaznacza, że fakt ten ma charakter procesu, czyli dynamicznie się rozwija, stopniowo zmierzając ku swojej pełni, zarówno w wymiarze indywidualnej duchowości, jak i w perspektywie całego Kościoła, czego świadectwem są Dzieje Apostolskie[141].

Wystarczy spojrzeć na same tytuły katechez, by z nich wywnioskować wewnętrzną treść chrztu Duchem Świętym. Jak zaznaczono wyżej, obejmuje on swym zasięgiem zarówno wymiar wspólnotowy, eklezjalny, jak również aspekt duchowego życia każdego człowieka. W wymiarze Kościoła przychodzący Duch Święty jest źródłem jedności i świętości, jest początkiem i źródłem apostolskości, życia sakramentalnego, żywotności posługi pasterskiej oraz darów i charyzmatów we wspólnocie wierzących, jak również jest gwarantem nienaruszalności Objawienia Bożego. Zaś w wymiarze indywidualnym Duch Święty jest Boskim mieszkańcem i światłem duszy, sprawcą modlitwy i wytrwania do końca, jest źródłem nowego życia i obfitości darów, życia wewnętrznego, wiary, nowej miłości, prawdziwego pokoju i radości oraz chrześcijańskiego męstwa[142].

Wewnętrzną rzeczywistość chrztu Duchem Świętym odsłania również ogłoszona kilka lat wcześniej, 18 maja 1986 r., encyklika Dominum et Vivificantem

[dalej DV]

, o Duchu Świętym w życiu Kościoła i świata[143]. W jej świetle owo „odradzanie ludzkości mocą Ducha Świętego”, czyli chrzest Duchem Świętym, ma kształt procesu wewnętrznego dojrzewania. Jan Paweł II z właściwą sobie przenikliwością zauważa:

„Na tej drodze – na drodze takiego dojrzewania wewnętrznego, które jest zarazem pełnym odkryciem sensu człowieczeństwa – Bóg przybliża się do człowieka, wnika coraz głębiej w cały świat ludzki. Trójjedyny Bóg, który sam w sobie najgłębiej i transcendentnie „bytuje” na sposób międzyosobowego Daru, udzielając się w Duchu Świętym jako Dar człowiekowi, przetwarza świat ludzki od wewnątrz, od wnętrza serc i sumień.

Na tej drodze cały ów świat – uczestnicząc w tym Darze Bożym – staje się zarazem, jak uczy Sobór, coraz bardziej ludzki, coraz „głębiej ludzki”. A równocześnie dojrzewa w nim – przez serca i sumienia ludzi – to królestwo, w którym ostatecznie Bóg będzie „wszystkim we wszystkich” (por. 1 Kor 15, 28): jako Dar i Miłość” (DV 59).

W tej perspektywie rozumiemy, że chrzest Duchem Świętym nie ma charakteru li tylko historycznego, nie wydarzył się w dziejach tylko raz, choć tamto wydarzenie z Wieczernika w dzień Pięćdziesiątnicy niewątpliwie miało swój kontekst historyczny. Papież podkreśla z całym przekonaniem:

„Pośród problemów, zawodów i nadziei, odejść i powrotów naszych czasów, Kościół pozostaje wierny tajemnicy swoich narodzin. Chociaż tedy jest faktem historycznym, że Kościół wyszedł z Wieczernika w dniu Pięćdziesiątnicy, to równocześnie można powiedzieć, że nigdy go nie opuścił.

W sensie duchowym wydarzenia Zielonych Świąt nie można zaliczać tylko do przeszłości: Kościół jest zawsze obecny w Wieczerniku i nosi go w sercu. Trwa na modlitwie, podobnie jak trwali na modlitwie Apostołowie wraz z Maryją, Matką Chrystusa oraz tymi, którzy stanowili w Jerozolimie pierwszy zalążek wspólnoty chrześcijańskiej i modląc się oczekiwali przyjścia Ducha Świętego” (DV 66).

Chrzest Duchem Świętym jest wydarzeniem „powtarzalnym”, odnawia się nieustannie, istnieje nieprzerwanie, stając się dostępny dla każdego człowieka i każdej wspólnoty, która trwa na modlitwie i z wiarą o niego prosi. Inaczej trudno byłoby zrozumieć to donośne wołanie św. Jana Pawła II, jakie podczas jego pierwszej pielgrzymki do Polski, 2 czerwca 1979 r., wybrzmiało na ówczesnym placu Zwycięstwa w Warszawie:

„Wołam, ja, syn polskiej ziemi, a zarazem ja, Jan Paweł II, papież. Wołam z całej głębi tego Tysiąclecia, wołam w przeddzień święta Zesłania, wołam wraz z wami wszystkimi: Niech zstąpi Duch Twój! Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi. Tej ziemi!”[144].

Gdyby chrzest Duchem Świętym miał być wydarzeniem jednorazowym, niełatwo byłoby także pojąć sensowność zachęty papieża skierowanej do młodzieży akademickiej zgromadzonej przed kościołem św. Anny w Warszawie nazajutrz po sławetnej inwokacji z Placu Zwycięstwa. Ojciec Święty wspomniał wówczas pewne wydarzenie ze swojego dzieciństwa, które wywarło wielki wpływ na jego życie duchowe:

„Tak jak kiedyś mój rodzony ojciec włożył mi w rękę książkę i pokazał w niej modlitwę o dary Ducha Świętego, tak dzisiaj ja, którego również nazywacie „ojcem”, pragnę modlić się z warszawską i polską młodzieżą akademicką: o dar rozumu, o dar umiejętności, czyli wiedzy, o dar rady, o dar męstwa, o dar pobożności, czyli poczucia sakralnej wartości życia, godności ludzkiej, świętości ludzkiej duszy i ciała, wreszcie o dar bojaźni Bożej, o którym mówi Psalmista, że jest początkiem mądrości. Przyjmijcie ode mnie tę modlitwę, której nauczył mnie mój ojciec – i pozostańcie jej wierni. Będziecie wówczas trwać w wieczerniku Kościoła, związani z najgłębszym nurtem jego dziejów”.

Owo „trwanie w wieczerniku Kościoła”, czyli doświadczanie chrztu Duchem Świętym, ma charakter ahistoryczny i dokonuje się w każdym czasie i każdym miejscu. Dokonywało się ono także w osobistym życiu św. Jana Pawła II, który wiele lat po swojej pierwszej pielgrzymce do ojczyzny w rozmowie z André Frossardem wyznał:

„W wieku dziesięciu, dwunastu lat byłem ministrantem, ale muszę wyznać, że niezbyt gorliwym. Moja matka już nie żyła… Mój ojciec, spostrzegłszy moje niezdyscyplinowanie, powiedział pewnego dnia: „Nie jesteś dobrym ministrantem. Nie modlisz się dosyć do Ducha Świętego. Powinieneś się modlić do Niego”. I pokazał mi jakąś modlitwę. […] Nie zapomniałem jej. Była to ważna lekcja duchowa, trwalsza i silniejsza niż wszystkie, jakie mogłem wyciągnąć w następstwie lektur czy nauczania, które odebrałem. Z jakim przekonaniem mówił do mnie Ojciec! Jeszcze dziś słyszę jego głos. Rezultatem tej lekcji z dzieciństwa jest moja encyklika o Duchu Świętym”[145].

Na łamach „Tygodnika Powszechnego”, dwa lata po śmierci papieża, w roku 2007[146], ukazał się tekst owej modlitwy do Ducha Świętego, którą Jan Paweł II otrzymał w darze od swojego ojca, a którą własnoręcznie spisał w 2004 r. Towarzyszyła ona jego codzienności od najmłodszych lat aż do końca życia i jest świadkiem jego osobistego trwania w wieczerniku Kościoła i nieustannego doświadczania chrztu Ducha Świętego. Brzmi ona następująco:

„Duchu Święty, proszę Cię
o dar Mądrości do lepszego poznawania Ciebie
i Twoich doskonałości Bożych,
o dar Rozumu do lepszego zrozumienia ducha tajemnic wiary świętej,
o dar Umiejętności, abym w życiu kierował się zasadami tejże wiary,
o dar Rady, abym we wszystkim u Ciebie szukał rady i u Ciebie ją zawsze znajdował,
o dar Męstwa, aby żadna bojaźń ani względy ziemskie nie mogły mnie od Ciebie oderwać,
o dar Pobożności, abym zawsze służył Twojemu Majestatowi z synowską miłością,
o dar Bojaźni Bożej, abym lękał się grzechu, który Ciebie, o Boże, obraża”.

c. Papież Franciszek
Zakończymy nasze rozważania wypowiedzią papieża Franciszka z 2015 r. To słowa skierowane do uczestników włoskiego ruchu Odnowy w Duchu Świętym (Rinnovamento nello Spirito):

„Jaki jest wspólny znak tych, którzy odrodzili się w tym nurcie łaski? To, że zmienili się w nowych mężczyzn i nowe kobiety – to właśnie jest chrzest w Duchu Świętym [il Battesimo nello Spirito]”.

A niewiele dni później ten sam papież Franciszek na placu św. Piotra w Rzymie wyraził życzenie, które może posłużyć za podsumowanie całej naszej książki:

„Oby Odnowa charyzmatyczna znikła jako taka i oby przemieniła się w łaskę Zielonych Świąt dla całego Kościoła: jeśli rzeka ma być wierna swoim źródłom, powinna zniknąć w oceanie”[147].

Przypisy

[118] „Absque illuminatione et inspiratione Spiritus Sancti qui dat omnibus suavitatem in consentiendo et credendo veritati”, Constitutio dogmatica de fide catholica, sesja 3, rozdz. 3, [w:] Geschichte des Vatikanischen Konzils, red. T. Granderath, t. II, Freiburg im Breisgau 1903, s. 496–497.
[119] M. Jakimowicz, Doczekali się!, „Gość Niedzielny” nr 9 z 2017 r. [tekst dostępny on line, zob. Bibliografia].
[120] A. Lumini, Apostola dello Spirito Santo; tekst dostępny on line, zob. Bibliografia.
[121] E. Guerra, Prima lettera al Santo Padre datata 17 Aprile 1895; tekst dostępny on line, zob. Bibliografia.
[122] Leo XIII, Encyklika Divinum illud munus; tekst dostępny on line, zob. Bibliografia.
[123] Leon XIII, Encyklika Divinum illud munus o Duchu Świętym z 9 maja 1897 r.; tekst dostępny on line, zob. Bibliografia.
[124] Leo XIII, List Ad fovendum in christiano populo pietatis studium erga divinum Spiritum z 18 kwietnia 1902 r.; tekst dostępny on line, zob. Bibliografia.
[125] E. Guerra, Rinascere, [w:] Preghiere allo Spirito Santo della Beata Elena Guerra; tekst dostępny on line, zob. Bibliografia.
[126] E. Guerra, Invocazione per ottenere i frutti dello Spirito Santo, tamże.
[127] E. Guerra, Cresima spirituale, tamże.
[128] E. Guerra, Supplica allo Spirito Santo, tamże.
[129] E. Guerra, Atto do consacrazione allo Spirito Santo, tamże.
[130] E. Guerra, Atto do consacrazione allo Spirito Santo, tamże.
[131] E. Guerra, Allo Spirito Santo per gli Evangelizzatori, tamże.
[132] Celebrazione dei Secondi Vespri nella Solennità di Pentecoste, Omelia del Santo Padre Giovanni XXIII z 17 maja 1959 r. wygłoszona w Bazylice watykanskiej; tekst dostępny on line, zob. Bibliografia.
[133] Giovanni XXIII, Il Tempio Massimo z 2 sierpnia 1962 r.; tekst dostępny on line, zob. Bibliografia.
[134] Discorso del Santo Padre Giovanni XXIII per la Chiusura del Primo Periodo del ss. Concilio, 8 grudnia 1962 r.; tekst dostępny on line, zob. Bibliografia.
[135] Inaugurazione di un Nuovo Organo, Parole del Santo Padre Giovanni XXIII, 26 listopada 1962 r.; tekst dostępny on line, zob. Bibliografia.
[136] Giovanni XXIII, Udienza generale, 24 października 1962 r.; tekst dostępny on line, zob. Bibliografia.
[137] Paweł VI, Adhortacja apostolska Gaudete in Domino z 9 maja 1975 r.; tekst dostępny on line, zob. Bibliografia.
Wskutek zawiłego tłumaczenia tego dokumentu w opublikowanej polskiej wersji omawiane tu zdanie brzmi mało zrozumiale: „…nie żeby moc Zielonych Świąt w długiej historii Kościoła miała zaprzestać swego działania, ale że potrzeby i kryzysy naszych czasów są tak bardzo wielkie, i że tak szeroko otwierają się horyzonty ludzi, którzy sądzą, że należy doprowadzić już do zjednoczenia i zgody całego świata, a nie tylko nowego wylania Ducha Świętego”; tekst dostępny on line, zob. Bibliografia.
[138] Jan Paweł II, Wierzę w Ducha Świętego Pana i Ożywiciela, Vatican 1992, s. 73–77.
[139] Tamże, s. 75. Por. także s. 126.
[140] Tamże, s. 76.
[141] Por. tamże, s. 126.
[142] Por. tamże, s. 396.
[143] Jan Paweł II, Encyklika Dominum et Vivificantem. O Duchu Świętym w życiu Kościoła i świata, w: Encykliki Ojca Świętego Jana Pawła II, Kraków 1997, s. 255–351.
[144] Jan Paweł II, Pielgrzymki do Ojczyzny 1979,1983,1987, 1991, 1995, 1997. Przemówienia, homilie, Kraków 1997, s. 25.
[145] Andre Frossard, Portret Jana Pawła II, Kraków 1990, s. 28.
[146] Jan Paweł II do Ducha Świętego, „Tygodnik Powszechny” nr 49 z 2007, s. 9 [on line].
[147] Francesco, Discorso al movimento del Rinnovamento nello Spirito, 3 lipca 2015 r.; tekst dostępny on line, zob. Bibliografia